...po kolei:
11.06 czwartek, świętowaliśmy urodziny J, wszystko było super, M tak jak zapowiedział sam zadbał o wszystko i ogarnął imprezę w ogrodzie na 15 osób. Ja sobie siedziałam i rozmawiałam z siostrą a J szczęśliwy bawił się prezentami.
13.06 - 14.06 weekend, przyjechała moja kochana L i nadrabiałyśmy zaległości z chyba ok 2 miesięcy. Przywiozła prezent dla J i prezenciki (zaległe urodzinowe) dla mnie, z czego jeden wydał mi się przeuroczy, skarbonka z napisem "becikowe".
Weekend niestety był krótki, L musiała jechać, mi było smutno, J (zakochany w L po uszy) płakał, no ale cóż, może w sierpniu pobędziemy razem trochę dłużej.
Potem w sumie nic się nie działo, nawet nie pamiętam za bardzo następnych dni.
Pamiętam za to środę, 17.06, o 23:15 obudził mnie niezbyt miły ból z prawej strony podbrzusza, na dole. Generalnie znam ten ból, bo już kilka razy coś takiego mi się zrobiło. Stanowczo odróżniam ten ból od wszelkich bóli związanych z ciąża. Tyle razy ile mi się nie przytrafił to zawsze wiedziałam, że to nie macica tylko prawdopodobnie jelita czy coś w tych okolicach. Wystarczyło wstać, rozchodzić, ból mijał. Tym razem jednak było inaczej. Żadne chodzenie nie pomogło, przekręcałam się tym bólem chyba z milion razy z jednego boku na drugi i nic, dalej bolało. Tak przemęczyłam się całą noc, śpiąc po godzince, lub dwóch i wybudzając się co jakiś czas.
18.06 czwartek niestety po obudzeniu okazało się, że ból nadal jest. W nocy zaliczyłam już wszystkie możliwe leki: nospę forte, scopolan, więc teraz pozostała mi tylko mięta. Wypiłam też siemię lniane żeby złagodzić pracę jeli - bo cały czas obstawiałam jelita. Niestety ból się nasilał, nie mogłam już się normalnie poruszać: siadanie i podniesienie prawej nogi byo bardzo bolesne a poza tym ból trwał już ponad 10 godzin, więc zadzwoniłam do mojego ginka i mówię co się dzieje, że chyba kolka jelitowa ale nie przechodzi po lekach itd. a ginek mi na to żebym jechała na IP.
No to pojechaliśmy, pierwszy strzał: oczywiście Karowa. Tam potwierdzili moje przypuszczenia częściowo: z ciążą ok, a bóle to prawdopodobnie kolka ale nie jelitowa tylko nerkowa i faktycznie ma prawo bardzo boleć.
I w tych bólach (naprawdę już ledwo dawałam radę nawet chodzić) ODESŁALI !! Bo to nie ich działka !! Miałam jechać do szpitala ogólnego z urologią i chirurgią. No to pojechaliśmy do Bielańskiego, tam znowu odsiedziałam swoje na IP ( i tu już nie było tak pieknie jak na Karowej gdzie była cisza i spokój i dwie pary w ciąży cicho siedzące tylko dziki tłum ludzi po przróżnych wypadkach, w różnym stanie i ja musiałam na to wszystko patrzeć), aż w końcu mnie przyjęli... po zaproszeniu na oddział wsadzili mnie od razu na kroplówkę z nospą (ulga w bólach po godzienie kroplówki) i zrobili badanie moczu. Okazało się, że to zakażenie dróg moczowych. Po kroplówce miałam mieć jeszcze usg dróg moczowych i dostać antybiotyk ale na koniec pobytu w szpitalu usłyszałam, że jednak usg nie zrobią bo nie ma po co (!!!) a antybiotyku nie dostanę bo oni nie są ginekologami i mam zgłosić się doswojego gina. Całe szczęście, że akurat na drugi dzień miałam wizytę, jakbym nie miała to nawet nie wiem kiedy wbiłabym się w jakiś termin i chodziłabym tak z tym zakażeniem i bólem, który był dla mnie gorzej niż koszmarny. Mój ginek na urlopie a u ginki w enel jakbym tej zaklepanej wizyty nie miała to by mnie nie wcisnęła na dodatkową. Także na koniec Bielański się też nie popisał, tak samo zresztą jak i Karowa, gdzie też przecież mogli mi dać kroplówkę i zbadać mocz i wyszłoby na to samo a nie odsyłać w bólach do innego szpitala.
No ale te wszystkie myśli naszły mnie dopiero później, wtedy po tej kroplówce i cąłym tym sajgonie byłam już tam umęczona i skołowana, że w sumie mało kojarzyłam i cieszyłam się, że jadę do domu a bólu póki co nie czuję. Była godzina 20:00 - 21:00.
19-06 piątek, o 8 rano miałam wizytę u ginki w enel, wstałam odpowiednio wcześniej i już po wstaniu niestety poczułam, że ból wraca. Ale ponieważ miałam za chwilkę wizytę to byłam w miarę spokojna. Ginka z enel była zła, że mi tego antybiotyku nie przepisali dzień wcześniej, skomentowała to, że to 24 godziny leczenia w plecy i miała rację. Tak samo skrytykowała też to, że nie zrobili mi tego usg dróg moczowych bo trzeba je zrobić i zamiast mieć już to zrobione wczoraj to teraz będę znowu musiała gdzieś jeździć i robić to usg. Do tego złapać termin na usg w enel tak po prostu na już to nie jest takie proste. Tyle, że ja przezornie dzień wcześniej jak nie zrobili mi tego usg w szpitalu to zaklepałam sobie termin w enel akurat na piątek. No i ok, tyle, że nadal jest to dla mnie kolejne wożenie się po wawie zamiast leżenia w domu.
wtorek, 30 czerwca 2009
czwartek, 11 czerwca 2009
Urodziny Jot :)
5 lat temu o tej porze byliśmy już w szpitalu, a o 22:30 przywitaliśmy na świecie naszego synka.
11.06 to jeden z najważniejszych dni w moim życiu, to pierwszy dzień życia mojego ukochanego dziecka .
... i dziś mija właśnie 5 lat ... a mój synek jest najwspanialszym dzieckiem na świecie !!!
11.06 to jeden z najważniejszych dni w moim życiu, to pierwszy dzień życia mojego ukochanego dziecka .
... i dziś mija właśnie 5 lat ... a mój synek jest najwspanialszym dzieckiem na świecie !!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)