sobota, 6 marca 2010

5 miesięcy za nami :)

5 miesięcy za nami :)
Okrągła piąteczka dziś nam stuknęła :)

Najważniejsze z osiągnięć 5-go miesiąca to to, że od 2 tygodni A. przekręca się sam z plecków na brzuszek i robi to dosłownie w ciągu sekundy i bez przerwy. Ot, nic nadzwyczajnego w tym wieku ale dla mnie jako mamy widok przecudowny.
A. ma już swoje ulubione zabawki, na które reaguje głośnym śmiechem i ogólnie większym zainteresowaniem niż na inne. Niestety nadal jakoś tak nieporadnie je łapie, niby łapie ale zaraz puszcza, albo przykłada do buzi i nagle się denerwuje, jakby coś mu nie pasowało. Nie wiem za bardzo o co chodzi i czekam aż mu przejdzie, starając się za bardzo nie wnikać i nie szukać w necie odpowiedzi na pytanie czemu tak robi bo znając mnie to zaraz wynalazłabym jakiś nowy problem a po co robić z igły widły.

Ze słoiczkowym jedzeniem jakoś nam idzie ale kapnęłam się, że chyba musimy przyspieszyć tempo bo nagle cały miesiąc minął a my jesteśmy w lesie z kilkoma smakami po 4 miesiącu a tu już wchodzą te po 5-tym no i jeszcze wisi nad nami przykaz "ekspozycji na gluten" (jak to się teraz fachowo nazywa), więc muszę się bardziej przyłożyć.
Nie zamierzam się bawić w żadne tam dosypywanie kaszki manny błyskawicznej tylko chcę skorzystać z gotowych słoiczków z kaszką. Tyle, że niestety wszystkie te gotowe są ze składnikami, których A. jeszcze nie ma wprowadzonych, np. kurczak z kaszką itd., a A. kurczaka jeszcze nie miał przyjemności skosztować bo póki co jesteśmy na etapie warzyw i owoców. Także najpierw teraz muszę zapoznać A.z kurczakiem i dopiero jak ten kurczak zostanie zaakceptowany to mogę ruszyć z dodatkiem glutenu. A w międzyczasie jeszcze wprowadzać kolejne owoce bo tu też jesteśmy w tyle.
Zabawa na całego. Rozpisałam sobie w kalendarzu co i kiedy wprowadzamy bo zaczynam się gubić a nie chcę żeby skończyło się tak, że podam mu jednego dnia kilka nowych smaków.

A. niestety nadal jest ulewający (choć oczywiście mniej niż kiedyś) :( więc cały czas jedziemy na Bebilonie AR, który jest masakrycznie drogi a do tego jest tylko w małych puszkach 400g, które znikają nam w oczach, (jedna starcza na 2,5 dnia) a kosztują prawie tyle samo co duże pudełko, czyli 800g zwykłego Bebilonu. Masakra.
Optymistyczny scenariusz zakładał, że A. wyrośnie z tego po 3 miesiącu, co jak już wiemy u nas nie nastąpiło, kolejny, mniej optymistyczny scenariusz przewiduje ustanie ulewań ok 6-go miesiąca i po wprowadzeniu stałych pokarmów, a ten najmniej optymistyczny zakłada utrzymanie ulewania do ukończenia pierwszego roku. I tego ostatniego scenariusza sobie nie wyobrażam, więc bardzo proszę o trzymanie za nas kciuków coby to cholerne ulewnie poszło sobie od nas raz na zawsze w ciągu najbliższych kilku dni.

W 5-tym miesiącu A. wyrósł z porannego budzenia się z mega wrzaskiem także nasze poranki stały się bardzo przyjemne, leżymy sobie, tulimy się, gugamy, głaskamy i czułościom nie ma końca. Poza tym uwielbiam przytulać się do niego z rana kiedy jest taki cieplutki, pulchniutki i patrzy na mnie tymi swoimi zaspanymi, niebieskimi, gigantycznymi (po mamusi) oczętami :)
Tego będzie mi brakować najbardziej gdy przyjdzie czas powrotu do pracy :(((

Na chwilę skupiając się na mnie to 5 miesięcy po porodzie przypadkiem i bez żadnych starań osiągnęłam wagę sprzed 4 lat (wagi w domu nie mam ale obstawiam nie więcej jak 49kg) i wyglądam jak szczur. Znajomi i rodzina nie mogą na mnie patrzeć a ja jestem zachwycona i z przerażeniem tylko myślę co to będzie jak z czasem znów zacznę obrastać w tłuszczyk :( ale póki co wyciągnęłam sobie stare jeansy w rozmiarze 34-36 i cieszę się, że mogę znów je nosić :)