1-go grudnia poszłam pierwszy raz do mojej nowej pracy. Dokładnie dzień wcześniej rozłożyło mnie przeziębienie, szlag by to ...! Dzięki Bogu ten mój pierwszy tydzień pracy zaczął się w czwartek więc trwał tylko dwa dni i zaraz nastąpił weekend podczas, którego miałam się zregenerować i ozdrowieć by w pełni sił zacząć następny tydzień. Niestety weekend poprawy żadnej nie przyniósł a nawet wręcz przeciwnie bo pogorszenie :/ a akurat na ten drugi tydzień mojej pracy było zaplanowane przekazanie mi obowiązków przez osobę, której miejsce zajęłam i miałam na to zaledwie 4 dni. Czyli wymarzona sytuacja :/ do dziś nie wiem jak ogarnęłam to wszystko przy moim samopoczuciu, szczególnie, że dzień w dzień siedziałam po ok 10h żeby wszystko przejąć i jak najwięcej wiedzy i umiejętności zdobyć. Efekt był taki, że mnóstwo rzeczy ogarnęłam ale trzeci tydzień pracy zaczęłam już z mega chorobą. Zapalenie zatok orzekła pani doktor gdy wybrałam się do niej w momencie gdy już ledwo widziałam na oczy z bólu :/ Tego samego dnia miałam jeszcze o 20:00 kolację firmową, na którą oczywiście musiałam iść.
W czwartym tygodniu pracy, czyli w tym co się właśnie kończy, w końcu zaczęłam czuć się lepiej. W poniedziałek poszłam do pracy z nadzieją, że do Świąt uda mi się wydobrzeć do końca i będzie spokój. Jeszcze tego samego dnia Młodszy zaczął chorować, rozłożyło go w ciągu dosłownie jednej godziny i po objawach ewidentnie widać było, że zaraził się ode mnie. Świetnie. Niedługo myśląc podaliśmy mu Bactrim bo widać było, że to zakażenie bakteryjne po mamusi i nie było na co czekać bo przecież Święta za pasem. Bactrim jednak nie pomógł i już od środy Młodszy był na antybiotyku. Dostał Augmentin, czyli standard, cieszyłam się, że lekarka przychyliła się ku mojej teorii, że dziecko przejęło chorobę ode mnie i nie kazała nam czekać parę kolejnych dni z decyzją o antybiotyku. Gdy już byłam spokojna, że ze mną lepiej, Młodszy jest leczony i do Świąt wydobrzeje to rozłożył się Jot. A gdy już myślałam, że nic poważnego się z nim nie dzieje i jakoś to będzie to ten zaczął gorączkować i wymiotować a było to w nocy z wczoraj na dziś. Rano gdy wstał i powiedział, że czuje się w miarę dobrze to okazało się, że z Młodszym znów coś jest nie tak bo pojawiły się na nim plamy i krosty. Czerwone a do tego napuchnięte, na całych pleckach, na brzuszku i klatce piersiowej, na buzi, szyi, na karku a nawet na głowie! W pierwszej chwili wystraszyłam się, że jakaś różyczka albo coś podobnego ale potem skojarzyłam, że to uczulenie na amoksycylinę, główny składnik Augmentinu. To akurat po tatusiu. Młodszy brał już kiedyś ten antybiotyk i nie było żadnych reakcji alergicznych. Alergia postanowiła ujawnić się akurat teraz, właśnie dziś, w Wigilię!
Przyznam szczerze, że miałam dziś parę momentów załamania...
I tak właśnie minął nam pierwszy miesiąc mojej pracy i zarazem nowego życia. Czyli tak naprawdę nic nowego tylko choroba za chorobą i tak dokładnie już od października, ciągle coś, kiedy to się skończy ???
A Święta? Święta jak Święta, była oczywiści Wigilia, jest piękna choinka, są super prezenty ... a ja mega zmęczona jestem i marzy mi się zdrowie dla moich dzieci ...
Miłych Świąt Wam życzę ...