niedziela, 11 stycznia 2015

Próba powrotu.

Otwieram, zamykam, otwieram ...
Nie mogę się zdecydować.
Potrzebuję się tu "wygadać" ale mam wątpliwości co do pisania na otwartym blogu...

Znów tyle się wydarzyło.
Minęły 3 miesiące, kolejne miesiące bólu, nerwów, problemów, nie tylko tych zdrowotnych.
W listopadzie nastąpiła kulminacja wszystkiego.
Przeszłam na pół etatu, nie byłam w stanie pracować na cały etat a tym bardziej z dojazdem jakim miałam.
Prawie w tym samym czasie otrzymałam zaproszenie na rozmowę o pracę w firmie, o której marzyłam od kilku lat i często sobie mówiłam, że jeszcze kiedyś moja noga przekroczy te bramy ;) Dodatkowo firma jest blisko mnie. To miało być spełnieniem marzeń i rozwiązaniem wielu moich problemów życiowych.
W tym samym czasie gdy prowadziłam rozmowy z potencjalnym nowym (wymarzonym) pracodawcą otrzymałam wezwanie na komisję o przyznanie niepełnosprawności gdyż w końcu zdecydowałam się i na ten krok (papiery złożyłam w październiku). Kolejne nerwy. Przyznano mi umiarkowany stopień niepełnosprawności czyli drugą grupę inwalidzką. Nowy pracodawca zgodził się na zatrudnienie mnie. Wyglądało na to, że może w końcu moje życie zacznie się jakoś układać. Niestety w nowej pracy spotkało mnie wiele złego, nie będę tu tego opisywać, wywlekać brudów ani nazywać rzeczy po imieniu, tak czy inaczej złożyłam wymówienie. Kosztowało mnie to bardzo dużo kolejnych nerwów. Przecież tak walczyłam o to miejsce, w sumie to do dziś nie mogę pogodzić się z biegiem tych wydarzeń i z tym co przyniosło mi to moje spełnione marzenie ...
Obecnie jestem bez pracy, z rozwalonym kręgosłupem i jedną wielką niewiadomą jeśli chodzi o przyszłość.
Fotografia? To staje się już czymś prawie nierealnym.
Jutro mam wizytę u kolejnego neurochirurga, koszt - 250 zł.