wtorek, 26 maja 2009

20 tc czyli na półmetku!

Skopiowane z mojego kalendarza/terminarza ciążowego:

"26 maja. To połowa ciąży!
Nie masz czasem wrażenia, że byłaś w niej od zawsze?
Być może czujesz się już znużona tym stanem."


Nie, nie i jeszcze raz nie !!!
Nie mam wrażenia, że byłam w niej od zawsze, mam wrażenie, że test robiłam ze dwa miesiące temu.
I nie czuję się znużona tym stanem! Znużona to ja jestem wiecznymi komplikacjami a nie byciem w ciąży. Z pierwszej ciąży pamiętam, że to był cudowny czas, pełnia szczęścia i tak samo miało/powinno być teraz.
I w końcu będzie, nie zamierzam kolejnych 20 tygodni spędzić na umartwianiu się.

poniedziałek, 11 maja 2009

Wieści majowe

Zacznijmy do od tego, że na poprzednim usg gin z enel kazał mi zrobić to kolejne usg tylko w jednym konkretnym oddziale enel ze względu na sprzęt jaki tam mają. Niezbyt mi to pasowało bo musiałam przejechać całą Wawę no ale co miałam zrobić, pojechałam.
No i czekała mnie bardzo miła niespodzianka bo sprzęt faktycznie jest na poziomie tych, którymi dysponują Ci wszyscy guru warszawscy a do tego okazało się, że to 3d/4d :)
Poza tym lekarz naprawdę super (tak jak opinie w necie) i to usg było najdokładniejszym usg jakie do tej pory miałam w tej ciąży!!

A teraz najważniejsze:
Dziecko zdrowe, wszystko w normie, rozwija się prawidłowo Lekarz omówił mi wszystko: główkę, mózg, kości, serduszko, żołądek, nerki, no po prostu wszystko a nie tylko dwa parametry na krzyż jak to miałam do tej pory.
I co do krwiaka: to co widział gin na poprzednim usg (co mnie tak zdołowało i załamało) to nie krwiak tylko po prostu naczynie żylne-krwionośne na łożysku - podobno tak czasem mają kobiety i nie jest to żaden krwiak !! Kamień z serca...

Jednak żeby nie było za pięknie to okazało się, że skraca mi się szyjka i jak wszystko dobrze pójdzie to będę miała zakładany pessar. No właśnie, jak wszystko dobrze pójdzie, czyli: najpierw muszę dostać wynik posiewu a do tego ten wynik musi być jałowy bo jak nie będzie jałowy to nici z pessara tylko najpierw leczenie. Do tego ważne też jest żeby ten wynik przyszedł o czasie bo pessar zakłada się w szpitalu, ja oczywiście zapisana jestem na Karową, tyle, że tam zakładają te pessary tylko w piątki, więc zapisałam się na 15 maja i teraz modlę się żeby ten wynik posiewu przyszedł do czwartku bo jak nie przyjdzie to kicha, termin mi przepada, to samo tyczy się sytuacji gdy wynik nie będzie jałowy.
A jak wszystko pójdzie po mojej myśli to w piątek zamykają mnie na 3 dni w szpitalu...
I szczerze mówiąc to nie mogę się już tego doczekać.
Po drodze mam jeszcze wizytę u mojego gina, do którego dziś zadzwoniłam z nowinami po piątkowym usg i chciałam odwoływać wizytę u niego ze względu na to żeby już nigdzie nie latać tylko leżeć ale usłyszałam, że mam przyjechać bo on musi/chce mnie zobaczyć skoro zaistniały nowe okoliczności...to się nazywa porządna opieka lekarska i zainteresowanie pacjentką.

Na razie mam brać nospę forte i leżeć, niby żadna nowość dla mnie ale teraz to musze leżeć tak naprawdę plackiem, zero wstawania, chodzenia, tylko do łazienki i to na chwilkę, łatwo nie jest ale jestem gotowa zrobić dużo więcej dla mojego Skarba.

A skoro mowa o moim Skarbie to po piątkowym usg mogę ogłosić wszem i wobec, że noszę pod sercem drugiego synka :)
Nie sądzę, żeby się to zmieniło bo było widać bardzo dokładnie, zarówno w wersji 2D jak i 3D/4D.

Kolejna nowość to to, że od 16t3d mogę już ostatecznie stwierdzić, że czuję ruchy :)
Nie jakieś motylki, przelewanie czy bulgotanie tylko konkretne ruchy i kopniaczki.
Wcześniej pisałam o tych dwóch kopniakach w urodziny (16t0d) i faktycznie to były pierwsze kopnięcie jednak później była cisza, ale tylko 3 dni, do tego 16t3d.

Co mogę jeszcze napisać, JESTEM SZCZĘŚLIWA, trochę nadal oczywiście zestresowana przez szyjkę itd., ale mimo wszystko szczęśliwa :)

poniedziałek, 4 maja 2009

Najwspanialszy prezent :)

Dziś o 1 w nocy dostałam od mojego Skarba najwspanialszy prezent urodzinowy: dwa kopnięcia! Pierwsze jego ruchy :)

I tym oto sposobem znów zagościł uśmiech na mojej twarzy...

sobota, 2 maja 2009

On my little island - the couch.

Trochę mnie tu nie było...
Jednak nie będę się zagłębiać w szczegóły bo nie chcę o tym pisać, myśleć, przeżywać.
Ziarno niepokoju znów zostało zasiane a ja przez ostatnie dni na siłę staram się je wyrwać i wyrzucić.
8 maja następna wizyta, to jeszcze tydzień...sama nie wiem jak przetrwałam ostatnie dwa tygodnie i ledwo mam siłę wytrwać kolejny tydzień.
Wszyscy na około cieszą się długim weekendem, bawią się, a ja tkwię w więzieniu własnych myśli i mam wrażenie, że niedługo oszaleję. Nie cieszą mnie nawet moje zbliżające się wielkimi krokami urodziny, to będzie tylko kolejny dzień na mojej drodze do 8 maja, dzień, który trzeba jak najszybciej przeżyć żeby zbliżyć się do celu, przykre...

Wczoraj w filmie usłyszałam rewelacjne zdanie, świetnie oddające moją sytuację: "on your little island - the couch". I ja tak właśnie sobie siedzę na tej swojej małej wyspie, którą jest sofa i czekam.

Poza tym mamy w rodzinie kolejny pogrzeb, to już drugi podczas tej ciąży i to jakże dramatyczny tym razem.

I to w sumie tyle...

Dla zabicia czasu i odgonienia niepotrzebnych myśli zajęłam się swoim hobby czyli: MUTSY :) a także wyborem imienia. Takie lekkie, łatwe i przyjemne tematy w ramach terapi relaksującej.
Szkoda, że M nie chce ze mną brać w tym udziału ale to przecież facet, i w dodatku na pewno nie z tych co to gadają do "brzusia" i wybierają kocyki. A o imieniu powiedział, że pogadamy we wrześniu.