W tym tygodniu Młodszy poszedł pierwszy raz do przedszkola po ospie. Za zdrowego został uznany zaraz po Nowym Roku ale pani doktor poradziła aby przetrzymać go tydzień w domu ze względu na osłabienie odporności po przebyciu dwóch chorób zakaźnych jednocześnie. Łudziłam się, że ten dodatkowy tydzień w domu rzeczywiście coś przyniesie... przyniósł tylko to, że ja mój najgorszy moment choroby przeszłam w towarzystwie dziecka, które chodziło po ścianach z nudów (w końcu siedziało w domu już 3 tydzień.) i roznosiło cały dom w czasie gdy matka zdychała na sofie a tata starał się ogarnąć dwoje dzieciaków, dom i zdychającą żonę.
Młodszy poszedł do przedszkola w ten poniedziałek i wczoraj wrócił już z nowym wirusem, zaczął od wymiotów, które przeciągnęły się na noc a potem doszedł katar i mały stan podgorączkowy. Od dziś znowu siedzi ze mną w domu.
Ja natomiast oczywiście najgorszy moment mam już za sobą, to były pierwsze 4 dni od wysypu 7-go stycznia. Bolało mnie wtedy dosłownie wszystko, cała skóra, po kolei różne stawy, kręgosłup, każdy mięsień a najbardziej głowa przez 24h na dobę. Odezwało się też gardło, bąble miałam za obydwoma migdałami i ból przypominał ból jak przy anginie, ucieszyłam się, że skoro tam wysypało to już więcej nie wysypie. Niestety bąble bardzo szybko pojawiły się prawie w całej buzi, na policzkach od środka, wysoko na podniebieniu, pod językiem, na języku a nawet kilka na dziąsłach! Miałam obolałą całą gębę. W następnej kolejności doszły powiększone węzły chłonne i ból uszu. Do tego wszystkiego oczywiście mega osłabienie.
Po czwartej dobie różne dolegliwości zaczęły częściowo ustępować i poczułam ulgę. Gdy minął tydzień odważnie pomyślałam nawet, że chyba mam to już za sobą. Skończyłam brać Heviran. I dwa dni później jak bumerang wrócił ból głowy i ból mięśni. Męczę się z tym do dziś. Ale tak naprawdę to dopiero drugi tydzień ospy, starszym ponoć wyjście z tego zajmuje nawet kilka tygodni...
W poniedziałek miną mi 4 tygodnie jak ostatni raz byłam na dworze*, to było 23-go grudnia. Od tamtej pory siedziałam najpierw 2 tygodnie z chorującym Młodszym a potem rozchorowałam się ja i tak minęły kolejne dwa tygodnie. Nie ukrywam, że mój własny dom zaczyna mnie przytłaczać a zamknięcie w nim z ciągłymi chorobami jest dość mocno frustrujące.
Jutro planowałam w końcu spacer z Młodszym ale coś czuję, że w obecnej sytuacji nigdzie nie pójdziemy.
*pomijając wypad do lekarza w sprawie mojej ospy i 10 minutowego wyjścia przed dom dwa dni temu, kiedy to powstały te zdjęcia. Jakże mogłabym odpuścić sfotografowanie tak pięknego śniegu ;)