piątek, 30 stycznia 2009

Kołtun :)

Po wczorajszej drzemce popołudniowej :D
KOCHAM !!!
No bo jak tu nie kochać ...

Z pamiętnika pechowca

Tak, przez kilka ostatnich dni starałam się nie zauważać ewentualnych przeciwności losu i wmawiałam sama sobie, że wszystko co mnie spotyka jest cudne :) Jednak dziś miarka się przebrała, nie dałam rady dłużej udawać. A plan był całkiem prosty: wyjść z samochodu, kupić w sklepie serek (na który od 3 dni mam wściekłą ochotę i jakimś dziwnym trafem nie ma go w żadnym napotkanym sklepie), zanieść buty do szewca, wrócić do samochodu.

No, to było tak: w sklepie mojej ostatniej szansy, serka nie było, szewc miał na drzwiach kartkę: „przerwa do 16:00” – a była 16:30 i drzwi zamknięte, a mój M czekał na mnie w samochodzie w zupełnie innym miejscu niż byłam ja.
$%^&*%^&*#@%$: tyle miałam do powiedzenia wsiadając z powrotem do niego do samochodu. Bo przecież nie mogło być tak żebym poszła, kupiła, załatwiła co trzeba i po prostu wróciła do domu, nieeee, w moim życiu nie może być prosto, cały czas nie dość, że pod górkę to jeszcze wiatr w oczy, unbelievable !!!

A teraz w ramach wyluzowania idę oglądać kolejne odcinki LOSTA z nowego sezonu, Desperados idzie ze mną :)

Miłego weekendu wszystkim…

wtorek, 13 stycznia 2009

Styczeń, luty i nadzieja.

„Większość ludzi uważa, że najgorsza jest śmierć. NIC PODOBNEGO. Po pewnym czasie nadzieja jest o wiele okrutniejszą panią. Kiedy żyjesz z nią tak długo jak ja, z mieczem nad głową przez całe dni, potem miesiące a wreszcie lata, zaczynasz marzyć żeby opadł i ściął ci głowę.”
Harlan Coben „W głębi lasu”

Sama lepiej bym tego nie ujęła, musiałam zacytować, nic dodać nic ująć…

Styczeń i luty to jakieś miesiące przełomów, wielkich zmian i ważnych dat w moim życiu.
Początek z M, zaręczyny, kredyt, dom, urodziny i imieniny kilku ważnych dla mnie osób, początek pierwszej pracy… aż mam ochotę zrobić sobie spis tych wszystkich dat…
Rok temu w styczniu przeszłam podobne załamanie co teraz. Skutkiem tego była decyzja o podjęciu leczenia, teraz minął rok… Całe szczęście, że nie wiedziałam wtedy, że po roku efektu żadnego nadal nie będzie a ja przybliżę się do celu zaledwie o jeden mały kroczek.
W styczniu tego roku podjęłam decyzję o klinice, na razie tylko jakoś nie mogę zdecydować się czy iść tam już w lutym czy może w lutym jeszcze podejść do stymulacji a w marcu uderzyć do kliniki?
Z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie żeby w lutym się stymulować a jednocześnie odbyć pierwsze spotkanie w klinice… i to chyba jest najlepsze rozwiązanie bo jakby w lutym też się nie powiodło to przynajmniej byłabym już po wstępnym spotkaniu i od marca zaczęłabym już może przygotowania do czegoś poważniejszego niż zwykła stymulacja…

poniedziałek, 12 stycznia 2009

1dc czyli 27 cs rozpoczęty

Piękny początek tygodnia, nie dość, że poniedziałek to jeszcze to…

Ale przynajmniej nie tkwię już w starym cyklu.

Umówiłam się do lekarza na piątek, femarę zaczynam brać od jutra, dziś odbiorę (mam nadzieję) zarezerwowaną aletrę…

Życie toczy się dalej…

sobota, 10 stycznia 2009

Pustka, nie ma nic, nawet cienia tego czym jest nic...

No i po wszystkim.
Nie było nawet cienia cienia.

Łzy, ból i żal, dlaczego znowu się nie udało?

Jestem przeciwniczką testowania, nie wiem jak niektóre dziewczyny mogą katować się tak co miesiąc?
Dla mnie widok tej jednej kreski to większy ból niż widok @. Dlatego nie testuję, przez te 26 cykli test robiłam 3 razy, dziś był czwarty, bo musiałam. Od wyniku zależało czy będę dalej brać prg czy nie. Teraz wiem, że w ogóle niepotrzebnie go brałam bo pewnie @ już by sama przyszła skoro była owu a tak to tylko ją zblokowałam i pewnie stąd te bóle piersi, których nigdy wcześniej nie miałam, a teraz przez nie uwierzyłam, że się udało.

Przysięgam, że mam już tak dość całej tej sytuacji, że gdyby nie ciśnienie związane z pracą to w ogóle olałabym to wszystko! Rzygam lataniem na usg co parę dni i tymi nerwami, które towarzyszą temu wszystkiemu, mam dość odliczania kolejnych dni cyklu i dość tego końcowego wyczekiwania w tej złudnej nadziei, która nie przynosi nic oprócz rozczarowania i łez.

wtorek, 6 stycznia 2009

Początek.

Początek, czyli mój pierwszy dzień na blogu, moment kiedy uczestniczenie w forach przestało mi wystarczać J
Za parę dni zamykam 26 cykl. Ten, w którym mogło się udać… Muszę zająć myśli czymś innym bo dalsze wsłuchiwanie się w mój organizm doprowadzi mnie do obłędu, już jestem u skraju szaleństwa.
Przed weekendem koniecznie zakup jakiejś książki, albo nawet kilku żeby zatracić się w czytaniu a nie przesiadywać na forach…