niedziela, 31 lipca 2011
piątek, 29 lipca 2011
czwartek, 28 lipca 2011
Yupiiiiiiiiii !!!
Od około 8 godzin, oficjalne jestem już na urlopie :D
Co prawda mój licznik pokazuje jeszcze 3 dni ale się myli ;) bo jak go ustawiałam to zapomniałam, że przecież nie pracuję w piątki ani weekendy, także mój pierwszy dzień urlopu nastąpił właśnie dziś!!
Co prawda mój licznik pokazuje jeszcze 3 dni ale się myli ;) bo jak go ustawiałam to zapomniałam, że przecież nie pracuję w piątki ani weekendy, także mój pierwszy dzień urlopu nastąpił właśnie dziś!!
poniedziałek, 11 lipca 2011
Tuż przed metą
Maraton powoli dobiega końca. Dwa tygodnie za mną, przede mną jeszcze 4 dni.
Jestem wykończona.
Nie ma mnie w domu od 6:20 do 19:00, dzieci prawie nie widuję, Mały A. bardzo odreagowuje moją nieobecność ale nie będę się nad tym rozwodzić. Jest mi źle i przeraźliwie tęsknię za nimi ...
Ale jeszcze tylko te 4 dni i życie powinno wrócić do normy.
Do tego mój licznik pokazuje dzisiaj, że jeszcze tylko 3 tygodnie i...
U R L O P !!!
Żyjąc tym swoim odliczaniem, zaciskam zęby i brnę do przodu, byle szybciej, byle dalej, byle mieć to już za sobą.
Jestem wykończona.
Nie ma mnie w domu od 6:20 do 19:00, dzieci prawie nie widuję, Mały A. bardzo odreagowuje moją nieobecność ale nie będę się nad tym rozwodzić. Jest mi źle i przeraźliwie tęsknię za nimi ...
Zdjęcie z 5 lipca 2011
Ale jeszcze tylko te 4 dni i życie powinno wrócić do normy.
Do tego mój licznik pokazuje dzisiaj, że jeszcze tylko 3 tygodnie i...
U R L O P !!!
Żyjąc tym swoim odliczaniem, zaciskam zęby i brnę do przodu, byle szybciej, byle dalej, byle mieć to już za sobą.
środa, 6 lipca 2011
20 i 21
Mój młodszy Skarb skończył dziś 21 miesięcy.
Rozwija się w tempie błyskawicznym, umiejętności przybywa mu z każdym dniem, coraz więcej mówi i rozumie, krótko mówiąc, chłonie wiedzę jak gąbka :)
Poprzedniej miesięcznicy nie odnotowałam, więc dzisiejsza notka będzie podsumowaniem ostatnich dwóch miesięcy, oczywiście takim bardzo ogólnym bo ciężko nadążyć za każdą nowością, która pojawia się w zachowaniu A.
Nowe słówka:
bu bu - buty
buuuu - autobus, oraz bajka "Autobusy"
bambam - balon
dida - dzidzia
bebra - zebra
gą gą - gołąb albo pingwin
de de - deszcz
kapka - kap, kap (gdy pada deszcz) oraz kałuża
i najdziwniejsze to: la la - woła tak gdy widzi, że ktoś je kanapkę, pytamy się go wtedy czy chce chlebek a on potwierdza i woła: 'ta, ta, la la" przy czym sam z siebie umie określić kanapkę jako "ka ka", więc nie wiem jaka jest różnica między ka ką a la lą ;) i skąd się w ogóle wzięła ta lala ?
Pięknie naśladuje odgłosy pociągu (ciuch, ciuch), karetki (ija, ija) oraz oczywiście wszystkie te odgłosy co już wcześniej naśladował, które opisywałam w poprzednich notkach.
Gdy się go pytamy jak robi ryba to składa usteczka w "o" i rusza buźką jak rybka po czym bije sobie brawo i krzyczy "bla bla" :D
Pokazuje jak skacze kangur, jak leci samolot oraz umie dośpiewać końcówkę wersu z piosenki "Pan McDonald farmę miał" czyli "ija ija oooo" :)
Tatuś nauczył go powitania "żółwik, beczka i piąteczka" :D
Gdy powie mu się, że trzeba być cicho bo np. Jot jeszcze śpi, to mówi "ciiiii" i przykłada paluszek do policzka, nie umie wycelować w usteczka ;) Ostatnio zrobił tak gdy o 21:00 skończył się program mini mini i na ekranie pojawiła się śpiąca rybka :)
Przestał ściągać skarpetki ale nadal nie nosi swoich kapci, już je nawet schowałam bo tylko się walały po domu. Z ogromnym zamiłowaniem nosi za to kapcie Jota !!! I mimo tego, że rozmiarowo są o 5 rozmiarów większe to A. bardzo dobrze radzi sobie z chodzeniem w nich, może dlatego, że są to zwykłe klapki i ich góra dobrze przytrzymuje stopę. Mały A okupuje je praktycznie cały czas. Czasem nawet Jot musi się upominać o swoje a A nie chce mu oddać ;) Nie zrobiłam jeszcze zdjęcia w tych klapeczkach ale mam za to w moich klapkach bo oprócz kapcj Jot, ogólnie wszelkie buty które dopadnie Mały A. lądują na jego stopach i są przez niego testowane :)
W ostatnich dniach zaczął się bać owadów, ale owadów w locie, siedzące robaczki nadal z ciekawością ogląda, chce dotknąć, natomiast gdy tylko coś przelatuje mu koło głowy to od razu się denerwuje, łapie rączkami za głowę a nawet płacze.
Uwielbia jeździć i ogólnie przesiadywać w samochodzie. Na pytanie czy pojedziemy samochodem wydaje z siebie okrzyki radości a gdy skądś wracamy to za chiny ludowe nie chce wyjść z samochodu, zalicza wszystkie możliwe miejsca, najdłużej oczywiście zatrzymując się na miejscu kierowcy.
Niestety nadal nie umie sam nim jechać a kilka razy niechcący włączył przycisk do jazdy, quad wystartował a Mały A. zdębiał ze zdziwienia i strachu.
I na koniec pierwsze bliskie spotkanie Małego A z koniem ;)
Matka wymyśliła atrakcję a dziecko zasnęło w drodze do zajazdu a widok konia nie ruszył go w ogóle, spojrzał tylko pół okiem i spał dalej. Jednak taki koń to nie to samo co fascynująca krowa :D
Ufff, wydaje mi się, że ogarnęłam z grubsza to co zebrało się podczas ostatnich dwóch miesięcy ale jak mi się jeszcze coś przypomni to z pewności dopiszę ...
Rozwija się w tempie błyskawicznym, umiejętności przybywa mu z każdym dniem, coraz więcej mówi i rozumie, krótko mówiąc, chłonie wiedzę jak gąbka :)
Poprzedniej miesięcznicy nie odnotowałam, więc dzisiejsza notka będzie podsumowaniem ostatnich dwóch miesięcy, oczywiście takim bardzo ogólnym bo ciężko nadążyć za każdą nowością, która pojawia się w zachowaniu A.
Nowe słówka:
bu bu - buty
buuuu - autobus, oraz bajka "Autobusy"
bambam - balon
dida - dzidzia
bebra - zebra
gą gą - gołąb albo pingwin
de de - deszcz
kapka - kap, kap (gdy pada deszcz) oraz kałuża
i najdziwniejsze to: la la - woła tak gdy widzi, że ktoś je kanapkę, pytamy się go wtedy czy chce chlebek a on potwierdza i woła: 'ta, ta, la la" przy czym sam z siebie umie określić kanapkę jako "ka ka", więc nie wiem jaka jest różnica między ka ką a la lą ;) i skąd się w ogóle wzięła ta lala ?
Pięknie naśladuje odgłosy pociągu (ciuch, ciuch), karetki (ija, ija) oraz oczywiście wszystkie te odgłosy co już wcześniej naśladował, które opisywałam w poprzednich notkach.
Gdy się go pytamy jak robi ryba to składa usteczka w "o" i rusza buźką jak rybka po czym bije sobie brawo i krzyczy "bla bla" :D
Pokazuje jak skacze kangur, jak leci samolot oraz umie dośpiewać końcówkę wersu z piosenki "Pan McDonald farmę miał" czyli "ija ija oooo" :)
Tatuś nauczył go powitania "żółwik, beczka i piąteczka" :D
Gdy powie mu się, że trzeba być cicho bo np. Jot jeszcze śpi, to mówi "ciiiii" i przykłada paluszek do policzka, nie umie wycelować w usteczka ;) Ostatnio zrobił tak gdy o 21:00 skończył się program mini mini i na ekranie pojawiła się śpiąca rybka :)
Przestał ściągać skarpetki ale nadal nie nosi swoich kapci, już je nawet schowałam bo tylko się walały po domu. Z ogromnym zamiłowaniem nosi za to kapcie Jota !!! I mimo tego, że rozmiarowo są o 5 rozmiarów większe to A. bardzo dobrze radzi sobie z chodzeniem w nich, może dlatego, że są to zwykłe klapki i ich góra dobrze przytrzymuje stopę. Mały A okupuje je praktycznie cały czas. Czasem nawet Jot musi się upominać o swoje a A nie chce mu oddać ;) Nie zrobiłam jeszcze zdjęcia w tych klapeczkach ale mam za to w moich klapkach bo oprócz kapcj Jot, ogólnie wszelkie buty które dopadnie Mały A. lądują na jego stopach i są przez niego testowane :)
W ostatnich dniach zaczął się bać owadów, ale owadów w locie, siedzące robaczki nadal z ciekawością ogląda, chce dotknąć, natomiast gdy tylko coś przelatuje mu koło głowy to od razu się denerwuje, łapie rączkami za głowę a nawet płacze.


Uwielbia jeździć i ogólnie przesiadywać w samochodzie. Na pytanie czy pojedziemy samochodem wydaje z siebie okrzyki radości a gdy skądś wracamy to za chiny ludowe nie chce wyjść z samochodu, zalicza wszystkie możliwe miejsca, najdłużej oczywiście zatrzymując się na miejscu kierowcy.

Kolejny ulubiony pojazd to quad Jot.

I na koniec pierwsze bliskie spotkanie Małego A z koniem ;)

Ufff, wydaje mi się, że ogarnęłam z grubsza to co zebrało się podczas ostatnich dwóch miesięcy ale jak mi się jeszcze coś przypomni to z pewności dopiszę ...
niedziela, 3 lipca 2011
Szczęśliwe chwile to motyle ...
Po cichutku i na przekór wszystkim, marzyłam o właśnie takim deszczowym weekendzie. Po pierwszym tygodniu sajgonu, nerwów w pracy, siedzeniu po 9 godzin w zaduchu a potem 2 godzinach spędzanych w zatłoczonym tramwaju, metrze i autobusie gdzie słońce paliło jak wściekłe przez szybę i jedyne co przynosiło to dodatkowe zmęczenie, miałam po prostu potrzebę chwilowego wytchnienia, w ciszy, spokoju, chłodzie i świeżym powietrzu. Tylko nie zrozumcie mnie źle, ja kocham lato (jestem przecież ciepłolubnym zmarźluchem) i słońce ale nie umiem przy nim odpoczywać! Denerwuje mnie siedzenie w domu przy pięknej pogodzie, latam jak kot z pęcherzem (cokolwiek to znaczy), wymyślam tysiąc opcji zajęć, wycieczek, a między tym wszystkim jeszcze sprzątam, ogarniam, gotuję, zmywam i robię milion zdjęć ;), pod koniec dnia przeważnie padam na ryjek. Tym razem naprawdę nie miałam na to sił i byłam zmęczona słońcem i upałem, ukojenie mógł przynieść tylko deszcz i przyniósł :)
Obudziliśmy się wczoraj z Małym A o 9:00 !!! Czyli już od początku dnia zaczęło się dobrze bo się wyspałam :) Otworzyłam okno, powiało upragnionym świeżym powietrzem, suuuper :) Poranek i przedpołudnie spędziliśmy na błogim przytulaniu się, spokojnym ubieraniu, przewijaniu, nigdzie nie trzeba było się spieszyć bo słońce przecież nie ucieknie bo i tak go nie było ;) Po południu mimo deszczu (co tam taki deszczyk), zapakowałam Małego A w wózek, na wózek folia i w drogę. Plan miałam taki, że zrobię tylko kółko wokół domu, A. w tym czasie zaśnie, wrócimy do domu, postawię wózek na tarasie i w czasie drzemki A. porobię coś w domu na spokojnie, oczywiście miałam na myśli spokojne obrabianie zdjęć bo tu ciągle mam zaległości. Przed wyjściem, w ostatniej chwili, złapałam jeszcze aparat, myślę sobie - po co? Przecież pada, żadnych zdjęć nie będzie. Ale nie mogłam się powstrzymać, to już normalnie uzależnienie ;) I dobrze, że wzięłam bo jak dotarliśmy na naszą łączkę to okazało się, że wśród traw śpi całe stado motyli!!! Ale miałam raj, jeszcze nigdy nie spotkałam ich w takiej ilości i tak spokojnych, można je było prawie trzymać na dłoni, budziły się na chwilkę ale nie odlatywały tylko przefruwały na inną trawkę, rewelacja :) Do tego deszcz przestał padać, więc mogłam spokojnie wyjąć aparat i robić zdjęcia :D Niestety Mały A nie zasnął do tego czasu więc po chwili zaczął protestować przeciwko siedzeniu w wózku bez jazdy. Miałam do wyboru: albo zostawić śpiące motyle i iść dalej żeby A. się nie złościł i zasnął albo wyciągnąć go z wózka, pokazać mu motyle z bliska i porobić zdjęcia ale oczywiście pod ryzykiem, że już do tego wózka nie zechce wejść i drzemki nie będzie. Zgadnijcie co wybrałam ;) No nie mogłam przecież przepuścić takiej okazji, kiedy następny raz spotkałabym tyle motyli i tak spokojnych? Poza tym była to też okazja porobienia fajnych zdjęć Małemu A., że już nie wspomnę o dotknięciu przez niego motyla :)



Na łączce i fotografowaniu spędziliśmy naprawdę sporo czasu, deszcz nie padał ale wiało, brakowało mi trzeciej ręki, która przytrzymywałaby mi roślinki, na których siedziały motyle ;) A. był podekscytowany i zachwycony ale też i trochę wystraszony bo ostatnio ujawnił się u niego lęk przed owadami (więcej napiszę o tym w notce o miesięcznicy) i gdy jakiś motyl się wybudzał i przelatywał gdzieś obok to była chwila strachu ;)
Po pewnym czasie Mały A stracił jednak zainteresowanie motylami i wykazał ogólne znudzenie łąką i moim fotografowaniem, musiałam spakować sprzęt do torby, A. do wózka (ku mojemu zaskoczeniu - udało się bez protestów!) i ruszyć w dalszą drogę. Ja oczywiście miałam niedosyt robienia dalszych fotek ale musiałam zadowolić się tym co udało mi się zrobić do tej pory i tak było tego bardzo dużo, zainteresowanych zapraszam tutaj :)
Mały zasnął w drodze do domu, wykonałam swój plan i porobiłam trochę rzeczy na spokojnie gdy mój Słodziak spał na tarasie, deszcz znów zaczął siąpić ale przykryłam wózek folią i tylko otworzyłam okienko z przodu folii żeby wpadało mu świeże powietrze i żeby nie spał w saunie. Gdy się obudził zjedliśmy na spółkę pysznie upieczonego kurczaczka w piekarniku i całą resztę dnia spędziliśmy na przytulankach i cieszeniu się sobą :D A deszcz sobie padał i wcale nam nie przeszkadzał :) O takim właśnie dniu marzyłam już od dawna !!! I naprawdę nie rozumiem czemu ludzie deszczu nie lubią ???
P.S. Dziś wraca Jot, i dobrze bo się już stęskniłam, Mały A też. Dziś rano poleciał do niego do pokoju i stanął zdziwiony i zawiedziony, że nikogo tam nie zastał :( a rytuał jest taki, że rano trzeba się wpakować do łóżka Jot i go obudzić :)
Obudziliśmy się wczoraj z Małym A o 9:00 !!! Czyli już od początku dnia zaczęło się dobrze bo się wyspałam :) Otworzyłam okno, powiało upragnionym świeżym powietrzem, suuuper :) Poranek i przedpołudnie spędziliśmy na błogim przytulaniu się, spokojnym ubieraniu, przewijaniu, nigdzie nie trzeba było się spieszyć bo słońce przecież nie ucieknie bo i tak go nie było ;) Po południu mimo deszczu (co tam taki deszczyk), zapakowałam Małego A w wózek, na wózek folia i w drogę. Plan miałam taki, że zrobię tylko kółko wokół domu, A. w tym czasie zaśnie, wrócimy do domu, postawię wózek na tarasie i w czasie drzemki A. porobię coś w domu na spokojnie, oczywiście miałam na myśli spokojne obrabianie zdjęć bo tu ciągle mam zaległości. Przed wyjściem, w ostatniej chwili, złapałam jeszcze aparat, myślę sobie - po co? Przecież pada, żadnych zdjęć nie będzie. Ale nie mogłam się powstrzymać, to już normalnie uzależnienie ;) I dobrze, że wzięłam bo jak dotarliśmy na naszą łączkę to okazało się, że wśród traw śpi całe stado motyli!!! Ale miałam raj, jeszcze nigdy nie spotkałam ich w takiej ilości i tak spokojnych, można je było prawie trzymać na dłoni, budziły się na chwilkę ale nie odlatywały tylko przefruwały na inną trawkę, rewelacja :) Do tego deszcz przestał padać, więc mogłam spokojnie wyjąć aparat i robić zdjęcia :D Niestety Mały A nie zasnął do tego czasu więc po chwili zaczął protestować przeciwko siedzeniu w wózku bez jazdy. Miałam do wyboru: albo zostawić śpiące motyle i iść dalej żeby A. się nie złościł i zasnął albo wyciągnąć go z wózka, pokazać mu motyle z bliska i porobić zdjęcia ale oczywiście pod ryzykiem, że już do tego wózka nie zechce wejść i drzemki nie będzie. Zgadnijcie co wybrałam ;) No nie mogłam przecież przepuścić takiej okazji, kiedy następny raz spotkałabym tyle motyli i tak spokojnych? Poza tym była to też okazja porobienia fajnych zdjęć Małemu A., że już nie wspomnę o dotknięciu przez niego motyla :)



Na łączce i fotografowaniu spędziliśmy naprawdę sporo czasu, deszcz nie padał ale wiało, brakowało mi trzeciej ręki, która przytrzymywałaby mi roślinki, na których siedziały motyle ;) A. był podekscytowany i zachwycony ale też i trochę wystraszony bo ostatnio ujawnił się u niego lęk przed owadami (więcej napiszę o tym w notce o miesięcznicy) i gdy jakiś motyl się wybudzał i przelatywał gdzieś obok to była chwila strachu ;)
Po pewnym czasie Mały A stracił jednak zainteresowanie motylami i wykazał ogólne znudzenie łąką i moim fotografowaniem, musiałam spakować sprzęt do torby, A. do wózka (ku mojemu zaskoczeniu - udało się bez protestów!) i ruszyć w dalszą drogę. Ja oczywiście miałam niedosyt robienia dalszych fotek ale musiałam zadowolić się tym co udało mi się zrobić do tej pory i tak było tego bardzo dużo, zainteresowanych zapraszam tutaj :)
Mały zasnął w drodze do domu, wykonałam swój plan i porobiłam trochę rzeczy na spokojnie gdy mój Słodziak spał na tarasie, deszcz znów zaczął siąpić ale przykryłam wózek folią i tylko otworzyłam okienko z przodu folii żeby wpadało mu świeże powietrze i żeby nie spał w saunie. Gdy się obudził zjedliśmy na spółkę pysznie upieczonego kurczaczka w piekarniku i całą resztę dnia spędziliśmy na przytulankach i cieszeniu się sobą :D A deszcz sobie padał i wcale nam nie przeszkadzał :) O takim właśnie dniu marzyłam już od dawna !!! I naprawdę nie rozumiem czemu ludzie deszczu nie lubią ???
P.S. Dziś wraca Jot, i dobrze bo się już stęskniłam, Mały A też. Dziś rano poleciał do niego do pokoju i stanął zdziwiony i zawiedziony, że nikogo tam nie zastał :( a rytuał jest taki, że rano trzeba się wpakować do łóżka Jot i go obudzić :)
sobota, 2 lipca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)