czwartek, 25 sierpnia 2011

Zadomowienie

Jak widać na załączonych obrazkach zwierz się chyba u nas zadomowił :D

Dwa dni temu, jak zwykle przed położeniem się spać podeszłam do łóżeczka Małego A żeby go przykryć (bo przecież zawsze się rozkopuje, co również widać na załączonym obrazku) a w łóżeczku napotkałam taki oto przesłodki widok:
I przysięgam, że ja go tam specjalnie do tego zdjęcia nie położyłam, kota znaczy się ;)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Wełniana lub miedziana

No i miałam nic nie pisać, bo i sama w domu z dziećmi (jak to w weekend)...
 
i nastrój coś nie taki, zupełnie nie rocznicowy...

Ale wszystko się zmieniło gdy późnym popołudniem zadzwonił domofon a u progu drzwi pojawiła się pani z pięknym bukietem czerwonych róż :)






I przysięgam, że zupełnie nie jestem romantyczna ale te róże po prostu rozłożyły mnie na łopatki, chyba nawet bardziej niż dedykacja w radio, tak dyskretnie wypowiedziana...

Kocham...

piątek, 19 sierpnia 2011

Nie miała baba na nic czasu ...

... to se wzięła jeszcze kota :D

Tak, tak, parę dni temu (dokładnie 13.08), staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami tego oto pięknego kotka Ryszarda:

 
Ryś przechodzi na razie okres adaptacji w nowym otoczeniu i nowych warunkach, czyt. w towarzystwie małych dzieci, z którymi to nigdy wcześniej nie miał styczności. Póki co idzie nam chyba całkiem dobrze bo od 2-3 dni kotek nie spędza już większości dnia schowany pod naszym łóżkiem w sypialni, jak to miało miejsce na początku naszej znajomości. Teraz spędza czas w różnych miejscach domu i często schodzi do nas na dół. Do mnie i do M w sumie od samego początku był bardziej ufny i nie potrzebował dłuższego oswajania się. Już pierwszego wieczoru, niedługo po przywiezieniu, ułożył się obok mnie na kanapie i zasnął mrucząc. A teraz gdy wstaję rano do pracy to wita mnie miauczeniem po czym rzuca mi się pod nogi, rozkłada na plecach i z rozkoszną miną domaga głaskania. Przypomnę, że do pracy wstaję przed 5 rano i nie za bardzo mam wtedy czas na pieszczoty kota :( Biegam więc tak po domu z miauczącym kotem między nogami a kot gdy tylko wyczuje, że choćby ma chwilę się zatrzymuję to od razu robi przewrót na plecy, w wiadomym celu :) Od wspomnianych wcześniej 2-3 dni, Ryś przyzwyczaja się również coraz bardziej do dzieci bo numer z przewrotem na plecy wykonuje również przed nimi :) co świadczy o dużym postępie w relacjach między nimi ;)

Ryszard oczywiście nauczony jest korzystania z kuwety a żywi się wyłącznie suchą karmą co w sumie okazało się bardzo wygodne. Jak prawdziwy kot uwielbia się wylegiwać, póki co omija nasze łóżko, sofę czy fotel ale za to upodobał sobie komody a wręcz uwielbia przewijak, który leży na pralce w łazience.

Jest kotem wychodzącym, u poprzedniej właścicielki sam wychodził do ogrodu. My jednak na razie wypuszczamy go tylko na trochę i zawsze pod naszą opieką.

Mamy za sobą pierwszą wizytę u weterynarza. Ryś został dokładnie obejrzany, zważony, odrobaczony, odpchlony i zapisany na przyszły tydzień na szczepienie.

Biorąc pod uwagę to, że opieka nad kotem dodała mi kolejnych obowiązków, a także to, że niestety mój urlop już się zakończył i wróciłam do pracy :(, oraz to, że jestem dosłownie zawalona zdjęciami do wystawienia na moim fotoblogu to zupełnie nie starcza mi już czasu na wyprodukowanie notki o naszych wakacjach czy o skończonej kolejnej miesięcznicy Małego A.

Wkrótce jednak powinnam to nadrobić, a więcej zdjęć z dzisiejszej sesji Rysia można zobaczyć w dzisiejszej notce na moim fotoblogu, zapraszam :)

wtorek, 2 sierpnia 2011

Urlop w biegu

Mój urlop trwa już 5 dni, M. swój urlop zaczął wczoraj, więc w pełnym składzie jesteśmy dopiero drugi dzień.
Jeszcze nie czuję tego urlopu, na razie czuję jakby wcześniej był zwykły weekend a potem jakieś zwykłe, zabiegane dni. Przygotowania do wyjazdu, szczególnie z dwójka małych dzieci to istna bieganina.
3 czy 4 pralki przez dwa dni się wyprały ale już same nie chciały się ani rozwiesić ani też poskładać do szaf. Wczoraj załatwiliśmy zakupy przedwyjazdowe, z premedytacją przy okazji zaliczając godzinę 17:00 w samym centrum miasta żeby dzieci mogły poczuć tę atmosferę gdy syreny wyją a całe miasto zamiera w bezruchu...

Oczywiście nie całe bo przecież zawsze znajdzie się ktoś kto nie umie się zachować. Wczoraj też tak było :( Wkurza mnie to i wkurzają mnie tacy ludzie. Czy to naprawdę jest taki wielki problem zatrzymać się na tą jedną minutę? Szczególnie gdy jest się w drodze do galerii handlowej ??? Ech...
A poniżej wczorajszy niespodziewany nalot :)

To już sklep i Mały A w zachwycie nad wystawą LEGO :)

Na koniec dnia wybrałam się jeszcze na łąkę z Jot i aparatem :D Zachodzące słońce dawało dużo ciepła i pięknego światła a mi udało się przyłapać Jot z motylem, podobnie jak dokładnie miesiąc temu Małego A, tutaj :)

A dziś od rana znów wiele spraw na głowie... Wizyta na poczcie: wysłać paczkę, odebrać paczkę, wizyta w banku, potem bankomat, M odbierał samochód z warsztatu, ja miałam jeszcze wizytę u lekarza, jakieś ostatnie pranie (pralka chodzi prawie non stop od weekendu).
Po moim powrocie od lekarza, kolejne - ostatnie już przed wyjazdem zakupy, jeden sklep, drugi sklep... choć i tak na pewno czegoś nie kupiliśmy co wyjdzie w praniu czyli w drodze albo na miejscu. W domu ogarnianie towarzystwa i pakowanie. Spakować 4 osoby to już nie to samo co kiedyś gdy pakowało się tylko siebie ;) Zeszło się prawie do 23:00 ...

Teraz wszyscy już śpią i tylko ja jeszcze siedzę i spisuję nasze ważne chwile :)
A za parę godzin mój budzik zadzwoni tak jak w zwykły dzień gdy chodziłam do pracy. I tak bardzo miło będzie jutro otworzyć oczy ze świadomością, że tym razem do pracy nie pójdę bo jutro wyjeżdżamy :D

Internet na wyjeździe na razie stoi pod znakiem zapytania, więc jakby co i gdyby co to do usłyszenia po naszym powrocie :)