Mój urlop trwa już 5 dni, M. swój urlop zaczął wczoraj, więc w pełnym składzie jesteśmy dopiero drugi dzień.
Jeszcze nie czuję tego urlopu, na razie czuję jakby wcześniej był zwykły weekend a potem jakieś zwykłe, zabiegane dni. Przygotowania do wyjazdu, szczególnie z dwójka małych dzieci to istna bieganina.
3 czy 4 pralki przez dwa dni się wyprały ale już same nie chciały się ani rozwiesić ani też poskładać do szaf. Wczoraj załatwiliśmy zakupy przedwyjazdowe, z premedytacją przy okazji zaliczając godzinę 17:00 w samym centrum miasta żeby dzieci mogły poczuć tę atmosferę gdy syreny wyją a całe miasto zamiera w bezruchu...

Oczywiście nie całe bo przecież zawsze znajdzie się ktoś kto nie umie się zachować. Wczoraj też tak było :( Wkurza mnie to i wkurzają mnie tacy ludzie. Czy to naprawdę jest taki wielki problem zatrzymać się na tą jedną minutę? Szczególnie gdy jest się w drodze do galerii handlowej ??? Ech...
A poniżej wczorajszy niespodziewany nalot :)

To już sklep i Mały A w zachwycie nad wystawą LEGO :)

Na koniec dnia wybrałam się jeszcze na łąkę z Jot i aparatem :D Zachodzące słońce dawało dużo ciepła i pięknego światła a mi udało się przyłapać Jot z motylem, podobnie jak dokładnie miesiąc temu Małego A,
tutaj :)

A dziś od rana znów wiele spraw na głowie... Wizyta na poczcie: wysłać paczkę, odebrać paczkę, wizyta w banku, potem bankomat, M odbierał samochód z warsztatu, ja miałam jeszcze wizytę u lekarza, jakieś ostatnie pranie (pralka chodzi prawie non stop od weekendu).
Po moim powrocie od lekarza, kolejne - ostatnie już przed wyjazdem zakupy, jeden sklep, drugi sklep... choć i tak na pewno czegoś nie kupiliśmy co wyjdzie w praniu czyli w drodze albo na miejscu. W domu ogarnianie towarzystwa i pakowanie. Spakować 4 osoby to już nie to samo co kiedyś gdy pakowało się tylko siebie ;) Zeszło się prawie do 23:00 ...
Teraz wszyscy już śpią i tylko ja jeszcze siedzę i spisuję nasze ważne chwile :)
A za parę godzin mój budzik zadzwoni tak jak w zwykły dzień gdy chodziłam do pracy. I tak bardzo miło będzie jutro otworzyć oczy ze świadomością, że tym razem do pracy nie pójdę bo jutro wyjeżdżamy :D
Internet na wyjeździe na razie stoi pod znakiem zapytania, więc jakby co i gdyby co to do usłyszenia po naszym powrocie :)