Czas leci coraz szybciej, co chwilę mija kolejny 6-ty.
22 miesięcy nie odnotowałam, nadrabiam to dziś, gdy kończymy 23 miesiące.
Aż 23 miesiące! Rany to już? Czyli teraz już tylko chwila i będę mamą dwulatka? A ja wcale jeszcze nie chcę, nigdzie mi się nie spieszy, tak jest dobrze, gdy mój A. jest taki malutki, słodziutki, pulchniutki. Gdy rozbraja nas swoim słowotwórstwem i pomysłami, gdy bawi się i zachowuje tak bardzo dziecinnie jeszcze a jednocześnie dorośle, taki mój stary-malutki :)
Zasób słów powiększa się z każdym dniem, nie da się już tego ogarnąć i spisać, większość brzmi naprawdę zabawnie ale najbardziej podoba mi się:
bibra (zebra, wcześniej nazywana bebrą),
ticia - kicia, oraz
ciapcia - babcia.
Gdy kot był u nas pierwsze dni i spędzał czas schowany pod łóżkiem to A. kładł się na podłodze, zaglądał pod łóżko i wołał: "ticiu, ticiu!" :)
A. jest małym porządnisiem i czyścioszkiem, bardzo nie lubi mieć ubrudzonych rączek, wyciera je wtedy w co popadnie a jak widzi coś co w jego mniemaniu może być brudne a chce to coś wziąć to dotyka to przez dwa paluszki, tak aby dotknąć jak najmniej :) Chyba odziedziczył trochę pedantyzmu po mnie ale raczej nie tak wiele jak Jot.
Gdy coś mu upadnie albo się rozleje to staje obok tego czegoś i głośno woła "o,o" jak teletubiś ;) a potem próbuje podnieść, posprzątać czy coś aby tylko był porządek. Jego porządnictwo wcale jednak nie przeszkadza mu w rozrzucaniu innych rzeczy i zabawek po całym pokoju ;)
Nie potrzebuje dużo snu, potrafi spać maks 40 minut dziennie podczas gdy jego rówieśnicy nadal urządzają sobie drzemki nawet po 2-3 godziny!! Za to uwielbia bawić się w spanie. Ciągnie mnie na górę do sypialni, pakuje się na łóżko i zaczyna się mój ulubiony teatrzyk :) A. najpierw pokazuje na skarpetki i mówi, "to, to", znaczy, że mam je mu zdjąć, następnie pokazuje na spodenki, potem na pieluszkę, bluzeczkę i co tam jeszcze ma na sobie. Generalnie po kolei każe się rozebrać do rosołu a potem szczęśliwy zakopuje się pod kołdrą, kładzie łepek na podusi, zamyka oczka i zaczyna chrapać. A ja wymiękam tak słodko całe to przedstawienie wygląda :)
Jest generalnie inny niż wszystkie dzieci w podobnym do niego wieku bo:
*nie lubi piaskownicy, podchodzi raz na jakiś czas ale nawet do niej nie wchodzi. Nachyla się tylko nad nią żeby wyciągnąć coś co akurat tam leży a jest mu potrzebne. Przy czym robi to właśnie dwoma paluszkami tak żeby się piaskiem przypadkiem nie pobrudzić, a ponieważ jest to raczej niewykonalne to z niezadowoloną miną otrzepuje później piasek z rączek.
*nie zainteresował się w ogóle wodą w jeziorze, a przecież takie maluchy aż lecą do takiej wody! Pamiętam wakacje nad morzem z Jot gdy miał 2 latka, rwał się jak wariat, byle tylko do morza, do wody, awanturował się gdy go zatrzymywałam, a A. gdy stanęłam z nim na brzegu jeziora i chciałam zamoczyć mu nóżki to podkurczył je pod siebie i wpadł w histerię. Zrobiłam kilka prób i podejść ale zawsze kończyło się tak samo, więc po którymś razie odpuściłam bo po co miałam go zmuszać. Przynajmniej nie miałam histerii przy wychodzeniu z wody :)
*nie lubi huśtawek - posadzony zaraz każe się zdejmować i też raczej nie spotkałam się z tym u innych dzieci.
Mój syn to po prostu oryginał indywidualista ;)
Nadal za to uwielbia wszelkie cudze buty, przymierza wszystko co tylko napotka na swojej drodze i łazi w tym do znudzenia.
Za to jeśli chodzi o jego własne buty to nie pozwala założyć sobie żadnych innych oprócz jednej pary adidasów i kaloszy. Wszelkie próby włożenia mu na stopy czegoś nowego kończą się mega histerią :/ Pamiętam, że podobnie było z Jot, też nie akceptował nowego obuwia, ale też w przeciwieństwie do A. nie nosił cudzego :)
Na wakacjach A. mógł bawić się takim dmuchanym konikiem,
który z wyglądu jest taki zupełnie nieciekawy i niepozorny a wywołał falę radości i był mocno eksploatowany, że już nie wspomnę o tym, że pierwszego dnia pobytu, A. gdy wychodził z pokoju zabaw to złapał konika za ucho i wytargał go za sobą, no przecież konik idzie z nim ;)
Gdy wróciliśmy z wakacji do domu zaraz znaleźliśmy koniki w necie bo bardzo chciałam aby A. miał takiego swojego. Ku mojej uciesze okazało się, że zabawka jest przystępna cenowo a co lepsze są różne wzory zwierząt i kolorów, także stanęliśmy przed trudnym wyborem: ukochana muuu czy może jednak bibra, która ostatnio też stała się jednym z ulubionych zwierzaków. Muuu miałam kiepskie ubarwienie bo nie miała klasycznym plam więc stanęło na bibrze :) I tak oto nasz salon wzbogacił się o kolejny gabarytowy sprzęt dziecięcy w takiej oto postaci:
A piał z zachwytu gdy przyszła paczka i zobaczył bibrę :))) Powiem więcej, siedmiolatek też się świetnie bawi taka bibrą, skacze na niej po całym domu :) Także zabawkę szczerze polecam bo robi wrażenie, na dzieciach :)
Zmienił się trochę nasz repertuar telewizyjny, Roztańczona Angelina definitywnie poszła w odstawkę za to przyszedł etap Krecika :) Syn mi dorasta ;)
Zbiór wszelkich krecików mamy ogromny bo przy Jot co chwilę kupowałam kolejną płytę z kolejnymi bajkami krecika, głównie z sentymentu i wspomnień własnego dzieciństwa. Nadal chętnie wracam do tych bajek mimo, że prawie wszystkie znam już na pamięć. W następnym etapie pewnie będą słynni
"Sąsiedzi", przynajmniej w takiej kolejności szedł Jot.
Niestety nadal trwa bunt na jedzenie w weekendy. W tygodniu zjada wszystkie posiłki, nawet w powiększonych porcjach bo po swoim jedzeniu wyjada z talerza taty lub brata :) Gdy przychodzi weekend, A. uznaje, że jeść nie potrzebuje i dostaje histerii na samo słowo obiadek czy zdanie, że musi coś zjeść :/// I jest coraz gorzej bo ostatnio odmawia się już dosłownie wszystkiego, potrafi całe dnie wytrwać na samym piciu i kilku gryzach kanapki czy obiadu. Zaczynam powoli rwać włosy z głowy w tym temacie ale co mam zrobić, przecież go nie zmuszę. Zaległości jedzeniowe nadrabia po weekendach kiedy to wszystko wraca do normy. Jednak nie do końca zadowala mnie taki taki schemat żywieniowy, niestety nie mam wpływu na jego ustalanie :(