sobota, 24 września 2011

DZIAŁO się

Dwa tygodnie temu będąc na spacerze, całkiem przypadkiem natknęliśmy się na nie lada atrakcję. 
Jot był w swoim żywiole, Młodszy też :)

 Sprzęty sprowadzone rekonstrukcję bitwy. Dopóki nie okleili ich kartkami z zakazem włażenia, włazić można było do woli :)

piątek, 23 września 2011

Nasz mały - wielki sukces :)

W dniu dzisiejszym, Adaś, po dłuższym czasie biegania bez pieluchy, w pewnym momencie podszedł do nocniczka i go podniósł, zapytany czy chce zrobić siusiu, powiedział, że tak, po czym bez żadnych awantur (jak to bywało wcześniej ze względu na strach przed nocnikiem), pozwolił się posadzić i ... pięknie zrobił swoje pierwsze, świadome (!!!) siusiu do nocniczka :) Oczywiście dostał ogromne brawa. A ja jestem z niego tym bardziej dumna ponieważ muszę przyznać, że ja raczej z tych leniwych matek jestem i niezbyt przykładam się do nauki nocnikowania, a prawdę mówiąc to wcale się nie przykładam ;)

wtorek, 6 września 2011

Bilans prawie dwulatka

Czas leci coraz szybciej, co chwilę mija kolejny 6-ty.
22 miesięcy nie odnotowałam, nadrabiam to dziś, gdy kończymy 23 miesiące. 23 miesiące! Rany to już? Czyli teraz już tylko chwila i będę mamą dwulatka? A ja wcale jeszcze nie chcę, nigdzie mi się nie spieszy, tak jest dobrze, gdy mój A. jest taki malutki, słodziutki, pulchniutki. Gdy rozbraja nas swoim słowotwórstwem i pomysłami, gdy bawi się i zachowuje tak bardzo dziecinnie jeszcze a jednocześnie dorośle, taki mój stary-malutki :)

Zasób słów powiększa się z każdym dniem, nie da się już tego ogarnąć i spisać, większość brzmi naprawdę zabawnie ale najbardziej podoba mi się: bibra (zebra, wcześniej nazywana bebrą), ticia - kicia, oraz ciapcia - babcia.
Gdy kot był u nas pierwsze dni i spędzał czas schowany pod łóżkiem to A. kładł się na podłodze, zaglądał pod łóżko i wołał: "ticiu, ticiu!" :)

A. jest małym porządnisiem i czyścioszkiem, bardzo nie lubi mieć ubrudzonych rączek, wyciera je wtedy w co popadnie a jak widzi coś co w jego mniemaniu może być brudne a chce to coś wziąć to dotyka to przez dwa paluszki, tak aby dotknąć jak najmniej :) Chyba odziedziczył trochę pedantyzmu po mnie ale raczej nie tak wiele jak Jot.
Gdy coś mu upadnie albo się rozleje to staje obok tego czegoś i głośno woła "o,o" jak teletubiś ;) a potem próbuje podnieść, posprzątać czy coś aby tylko był porządek. Jego porządnictwo wcale jednak nie przeszkadza mu w rozrzucaniu innych rzeczy i zabawek po całym pokoju ;)

Nie potrzebuje dużo snu, potrafi spać maks 40 minut dziennie podczas gdy jego rówieśnicy nadal urządzają sobie drzemki nawet po 2-3 godziny!! Za to uwielbia bawić się w spanie. Ciągnie mnie na górę do sypialni, pakuje się na łóżko i zaczyna się mój ulubiony teatrzyk :) A. najpierw pokazuje na skarpetki i mówi, "to, to", znaczy, że mam je mu zdjąć, następnie pokazuje na spodenki, potem na pieluszkę, bluzeczkę i co tam jeszcze ma na sobie. Generalnie po kolei każe się rozebrać do rosołu a potem szczęśliwy zakopuje się pod kołdrą, kładzie łepek na podusi, zamyka oczka i zaczyna chrapać. A ja wymiękam tak słodko całe to przedstawienie wygląda :)

Jest generalnie inny niż wszystkie dzieci w podobnym do niego wieku bo:
*nie lubi piaskownicy, podchodzi raz na jakiś czas ale nawet do niej nie wchodzi. Nachyla się tylko nad nią żeby wyciągnąć coś co akurat tam leży a jest mu potrzebne. Przy czym robi to właśnie dwoma paluszkami tak żeby się piaskiem przypadkiem nie pobrudzić, a ponieważ jest to raczej niewykonalne to z niezadowoloną miną otrzepuje później piasek z rączek.
*nie zainteresował się w ogóle wodą w jeziorze, a przecież takie maluchy aż lecą do takiej wody! Pamiętam wakacje nad morzem z Jot gdy miał 2 latka, rwał się jak wariat, byle tylko do morza, do wody, awanturował się gdy go zatrzymywałam, a A. gdy stanęłam z nim na brzegu jeziora i chciałam zamoczyć mu nóżki to podkurczył je pod siebie i wpadł w histerię. Zrobiłam kilka prób i podejść ale zawsze kończyło się tak samo, więc po którymś razie odpuściłam bo po co miałam go zmuszać. Przynajmniej nie miałam histerii przy wychodzeniu z wody :)
*nie lubi huśtawek - posadzony zaraz każe się zdejmować i też raczej nie spotkałam się z tym u innych dzieci.
Mój syn to po prostu oryginał indywidualista ;)

Nadal za to uwielbia wszelkie cudze buty, przymierza wszystko co tylko napotka na swojej drodze i łazi w tym do znudzenia.



Za to jeśli chodzi o jego własne buty to nie pozwala założyć sobie żadnych innych oprócz jednej pary adidasów i kaloszy. Wszelkie próby włożenia mu na stopy czegoś nowego kończą się mega histerią :/ Pamiętam, że podobnie było z Jot, też nie akceptował nowego obuwia, ale też w przeciwieństwie do A. nie nosił cudzego :)

Na wakacjach A. mógł bawić się takim dmuchanym konikiem,
który z wyglądu jest taki zupełnie nieciekawy i niepozorny a wywołał falę radości i był mocno eksploatowany, że już nie wspomnę o tym, że pierwszego dnia pobytu, A. gdy wychodził z pokoju zabaw to złapał konika za ucho i wytargał go za sobą, no przecież konik idzie z nim ;)
Gdy wróciliśmy z wakacji do domu zaraz znaleźliśmy koniki w necie bo bardzo chciałam aby A. miał takiego swojego. Ku mojej uciesze okazało się, że zabawka jest przystępna cenowo a co lepsze są różne wzory zwierząt i kolorów, także stanęliśmy przed trudnym wyborem: ukochana muuu czy może jednak bibra, która ostatnio też stała się jednym z ulubionych zwierzaków. Muuu miałam kiepskie ubarwienie bo nie miała klasycznym plam więc stanęło na bibrze :) I tak oto nasz salon wzbogacił się o kolejny gabarytowy sprzęt dziecięcy w takiej oto postaci:
A piał z zachwytu gdy przyszła paczka i zobaczył bibrę :))) Powiem więcej, siedmiolatek też się świetnie bawi taka bibrą, skacze na niej po całym domu :) Także zabawkę szczerze polecam bo robi wrażenie, na dzieciach :)

Zmienił się trochę nasz repertuar telewizyjny, Roztańczona Angelina definitywnie poszła w odstawkę za to przyszedł etap Krecika :) Syn mi dorasta ;)
Zbiór wszelkich krecików mamy ogromny bo przy Jot co chwilę kupowałam kolejną płytę z kolejnymi bajkami krecika, głównie z sentymentu i wspomnień własnego dzieciństwa. Nadal chętnie wracam do tych bajek mimo, że prawie wszystkie znam już na pamięć. W następnym etapie pewnie będą słynni "Sąsiedzi", przynajmniej w takiej kolejności szedł Jot.

Niestety nadal trwa bunt na jedzenie w weekendy. W tygodniu zjada wszystkie posiłki, nawet w powiększonych porcjach bo po swoim jedzeniu wyjada z talerza taty lub brata :) Gdy przychodzi weekend, A. uznaje, że jeść nie potrzebuje i dostaje histerii na samo słowo obiadek czy zdanie, że musi coś zjeść :/// I jest coraz gorzej bo ostatnio odmawia się już dosłownie wszystkiego, potrafi całe dnie wytrwać na samym piciu i kilku gryzach kanapki czy obiadu. Zaczynam powoli rwać włosy z głowy w tym temacie ale co mam zrobić, przecież go nie zmuszę. Zaległości jedzeniowe nadrabia po weekendach kiedy to wszystko wraca do normy. Jednak nie do końca zadowala mnie taki taki schemat żywieniowy, niestety nie mam wpływu na jego ustalanie :(

sobota, 3 września 2011

Zaległa fotorelacja

Kto jeszcze w ogóle pamięta, że byliśmy na jakimś urlopie i miałam wstawić o tym notkę? Ja pamiętam :) choć od naszego wyjazdu dziś właśnie mija już dokładnie miesiąc! Wyjazd trwał zaledwie 7 dni a wrażeń, zdarzeń, wspomnień i zdjęć uzbierało się tyle, że w natłoku spraw codziennych dopiero teraz zdołałam to ogarnąć i stworzyć notkę ku pamięci. A w zasadzie to fotonotkę.

No to jedziemy, zapraszam na Mazury :)

Poranek w dniu wyjazdu.

Mama szykuje, pakuje, dzieci polegują przed TV i czekają...


błogi sen w drodze...

Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce otworzyła się przed nami brama...do RAJU :D

... gdzie czekał na nas ten piękny dom ...

a na około domu ogromny teren, z sadem, ogrodem, placem zabaw, basenikiem, miejscem na ognisko i bocianami nad głowami :)

 A potem było tak:

... relaks nad jeziorem, który mógł nastąpić tylko w tej krótkiej chwili gdy Mały A pił, w pozostałym czasie odbywał się regularny rajd przy brzegu, po pomoście, w krzaki i wszędzie indziej byle tylko nie w spokoju na ręczniku ;) 
Wycieczka do zamku w Karnitach i jedna z największych atrakcji, labirynt z przygodami i ciekawostkami takimi jak np. owieczki :) Mały A był zachwycony :)

Zachwyt był też oczywiście nad zwierzętami, które mieszkały z nami w ośrodku. A. od niepamiętnych już czasów uwielbia zwierzaki, głównie psy, koty i wspominane kiedyś krowy. Na wyjeździe zwierząt było pod dostatkiem, w naszym ośrodku mieszkał z nami pies gigant i dwa koty oraz krowy u sąsiada :)

Dzień przed wyjazdem był moment gorszej pogody więc pojechaliśmy do miasteczka golfowego, które okazało się mega atrakcją, chłopaki nie chcieli wychodzić. Na zakończenie mini golfa był mini kosz :)
Gdy byliśmy w Iławie to oczywiście nie obyło się bez zakupów, no nie mogłam się oprzeć :)

...o 2 numery za duże bo jego maleńkiego 21 oczywiście nie było, na przyszły rok będą jak znalazł, a póki co służą jako kolejna zabawka bo A. nadal uwielbia przemierzać i dla zabawy nosić wszelkie buty jakie nawiną mu się na nogi.
Ale te przymiarki są tylko w ramach zabawy, jak ma założyć jakiekolwiek inne buty niż jego stare adidaski to jest bunt, krzyk i histeria ale o tym przy okazji innej notki...

Tydzień szybko zleciał i trzeba było wracać do domu, przykro nam było, Jot pierwszy raz uronił kilka łez gdy wyjechaliśmy za bramę :( mnie też gardło ścisnęło. Ten wyjazd był chyba jednym z najbardziej udanych naszych wyjazdów, głównie ze względu na miejsce, do którego z pewnością będziemy chcieli wracać...