... mnie tam wszystko jedno,każdy mój dzień wygląda teraz tak samo :(
Leżę, syczę z bólu przy zmianach pozycji i czekam. Poprawa jednak nie
nadchodzi :( Jako osoba z jednej strony bardzo ale to bardzo
niecierpliwa naiwnie oczekiwałam jakiejkolwiek, choćby minimalnej
poprawy już po 3 dniach, dziś mija dzień czwarty i nic, więc granice
mojej cierpliwości zostały mocno przekroczone :( Z drugiej strony jako
osoba posiadająca niezwykłe umiejętności dołowania się, zamartwiania
oraz czarnowidztwa zdążyłam już sięgnąć czarnej rozpaczy i się w niej
pogrążyć. Pozytywne myślenie ? Przykro mi ale w takie dobra luksusowe
nie zostałam wyposażona.
Próbowałam się pocieszyć kisielową
"Słodką chwilą szczęścia" ale nie podziałało :(
Albo to zwykły pic na
wodę albo na mnie nie działa ;) Obstawiam oczywiście to pierwsze, a
raczej doskonale to wiem.
P.S. Młodszy od wczoraj gorączkuje.
Dołączył do szpitala domowego. M nie wyrabia na zakrętach w lataniu
między pokojami jako mąż, ojciec, lekarz, psycholog, kelner i
sprzątaczka w jednym. Jest Bosko...
piątek, 16 listopada 2012
czwartek, 15 listopada 2012
Kto przynosi prezenty ?
moja rozmowa z Młodszym:
Ja: Wiesz kto przyjdzie po Ciebie jutro do przedszkola?
Młodszy: Wiem, babcia.
Ja: Tak babcia :)
Młodszy: A co przyniesie babcia? Plezenty? Nie, plezenty przynosi Mikołaj. - sam sobie odpowiedział Młodszy ku mojej wielkiej radości ;)
Ja: Tak prezenty przynosi Mikołaj. - potwierdziłam.
Młodszy: A gdzie mieszka Mikołaj?
Ja: Na biegunie.
Młodszy: Na biegunie ? Na biegunie mieszkają pinbiny (pingwiny) a nie Mikołaj mamo :D
Ja: Wiesz kto przyjdzie po Ciebie jutro do przedszkola?
Młodszy: Wiem, babcia.
Ja: Tak babcia :)
Młodszy: A co przyniesie babcia? Plezenty? Nie, plezenty przynosi Mikołaj. - sam sobie odpowiedział Młodszy ku mojej wielkiej radości ;)
Ja: Tak prezenty przynosi Mikołaj. - potwierdziłam.
Młodszy: A gdzie mieszka Mikołaj?
Ja: Na biegunie.
Młodszy: Na biegunie ? Na biegunie mieszkają pinbiny (pingwiny) a nie Mikołaj mamo :D
środa, 14 listopada 2012
No i skończyło się rumakowanie :/
W niedzielę mój kręgosłup odmówił ze mną współpracy ostatecznie.
Objawiło się to tym, że promieniujący ból do nogi, który czułam wcześniej przez te parę tygodni tym razem był już tak silny, że ledwo dałam radę wstać z łóżka. Jednak wstać trzeba było bo jak to w weekend sama z dziećmi w domu byłam ... do dziś nie wiem jak, chyba jakimiś nadludzkimi siłami, przetrwałam tak całą niedzielę a potem jeszcze poniedziałek w pracy. Wieczorem pojechałam na planowane RTG. W rejestracji powiedziałam jaka jest sytuacja, że dwa tygodnie czekałam na to RTG i, że w tym czasie pogorszyło się tak, że nie jestem w stanie chodzić, bo ból objął mi już całą nogę i, że w takim stanie nie mogę teraz czekać jeszcze na wizytę u ortopedy kolejnego tygodnia tylko żeby może ktoś przyjął mnie jeszcze teraz po RTG. Miałam farta i miejsce u ortopedy się znalazło. Pokuśtykałam na RTG, przeszłam koszmar rozebrania i ubrania się a potem kolejny gdy pani mi oświadczyła, że na zdjęciach nic nie widać bo byłam nie przygotowana do zrobienia zdjęć. Szkoda, że nikt mi wcześniej nie powiedział, że muszę być w jakikolwiek sposób przygotowana, nic mi nie powiedziano ani w rejestracji gdy się zapisywałam ani też nic nie było napisane na skierowaniu, sprawdzałam ten papierek z obu stron, nie było nic. Słabo mi się przez moment zrobiło bo czekałam na to RTG dwa tygodnie i w tej chwili mój stan był już naprawdę nieciekawy a dodatkowo za chwilę miałam mieć przecież wyproszoną wizytę u ortopedy a tu zdjęcia nieczytelne :((( Następna rzecz jaka się okazała to taka, że opisu zdjęć nie robią od ręki tylko opis odbiera się parę dni później wraz ze zdjęciem. A teraz to nawet jakbym chciała ten opis mieć od ręki ze względu na nagłą wizytę to i tak nie ma kto tego zrobić bo lekarza od opisów już nie ma (miałam RTG na 19:00). Drugi raz mi się słabo zrobiło. Ale co tam, skoro na zdjęciu i tak nic nie widać to wzięłam je bez opisu i pokuśtykałam ze łzami w oczach (z bólu i bezsilności) do gabinetu ortopedy. Na szczęście trafiłam na ludzkiego lekarza i na "szczęście" przyczyna bólu była już w takim stadium rozwoju, że i na takim nieczytelnym zdjęciu było wszystko świetnie widać bo obejrzenie tego i diagnoza zajęła lekarzowi nie więcej niż 10 sekund.
Dyskopatia, wysunięty dysk, stan zapalny w ostrej fazie. To mój wyrok, który przykuł mnie do łóżka na dwa tygodnie. Ból był i jest jak najbardziej adekwatny do przyczyny. Jakakolwiek poprawa najwcześniej za parę dni. Pod warunkiem, że będę leżeć ale tak naprawdę leżeć i jak najmniej się ruszać, każde poruszanie pogarsza stan zapalny. Także to, że te ostatnie dwa tygodnie przechodziłam i nie wylądowałam od razu na zwolnieniu doprowadziły do stanu w jakim jestem teraz.
Całą drogę do domu przeryczałam. No bo jak to ? Leżeć ? Cały czas? Niby jak? A dzieci? Przecież to ja większość tygodnia, łącznie z weekendami jestem z nimi sama w domu, to ja odbieram Młodszego z przedszkola... A moja fotografia? Przecież właśnie teraz miałam zaczynać sesje świąteczne, tyle się miało dziać... i wszystko na nic :(((
Ja tymczasem grzecznie leżę i wstaję tylko wtedy kiedy naprawdę muszę bo przy każdym ruchu ból jest taki, że człowiek marzy tylko o tym żeby nie musieć się ruszać, biorę leki przeciwzapalne (jeszcze mocniejsze niż ostatnio bo tamte już nie pomagały), zwiotczające i osłonowe i czekam na poprawę, która na razie nie przychodzi.
Ten tydzień z opieką nade mną i dziećmi jakoś mamy ustawiony, co będzie w następnym zobaczymy ...
Poniżej dzieło Starszego, namalowane na płótnie dla babci z okazji urodzin, babcia jest miłośniczką herbaty ;) Oczywiście malowane na prędce przed samym przyjazdem jubilatki w dodatku pożyczonymi farbami, po które z wywalonym jęzorem kuśtykałam przez pół wsi w niedzielę gdy jeszcze mogłam kuśtykać a okazało się, że nasze farby są nie w naszej szafce (gdzie się ich spodziewałam) tylko w teczce w szkole $%%%&^*&#%#$%$%^%^& trzeba było wtedy zobaczyć moją minę ;)
Objawiło się to tym, że promieniujący ból do nogi, który czułam wcześniej przez te parę tygodni tym razem był już tak silny, że ledwo dałam radę wstać z łóżka. Jednak wstać trzeba było bo jak to w weekend sama z dziećmi w domu byłam ... do dziś nie wiem jak, chyba jakimiś nadludzkimi siłami, przetrwałam tak całą niedzielę a potem jeszcze poniedziałek w pracy. Wieczorem pojechałam na planowane RTG. W rejestracji powiedziałam jaka jest sytuacja, że dwa tygodnie czekałam na to RTG i, że w tym czasie pogorszyło się tak, że nie jestem w stanie chodzić, bo ból objął mi już całą nogę i, że w takim stanie nie mogę teraz czekać jeszcze na wizytę u ortopedy kolejnego tygodnia tylko żeby może ktoś przyjął mnie jeszcze teraz po RTG. Miałam farta i miejsce u ortopedy się znalazło. Pokuśtykałam na RTG, przeszłam koszmar rozebrania i ubrania się a potem kolejny gdy pani mi oświadczyła, że na zdjęciach nic nie widać bo byłam nie przygotowana do zrobienia zdjęć. Szkoda, że nikt mi wcześniej nie powiedział, że muszę być w jakikolwiek sposób przygotowana, nic mi nie powiedziano ani w rejestracji gdy się zapisywałam ani też nic nie było napisane na skierowaniu, sprawdzałam ten papierek z obu stron, nie było nic. Słabo mi się przez moment zrobiło bo czekałam na to RTG dwa tygodnie i w tej chwili mój stan był już naprawdę nieciekawy a dodatkowo za chwilę miałam mieć przecież wyproszoną wizytę u ortopedy a tu zdjęcia nieczytelne :((( Następna rzecz jaka się okazała to taka, że opisu zdjęć nie robią od ręki tylko opis odbiera się parę dni później wraz ze zdjęciem. A teraz to nawet jakbym chciała ten opis mieć od ręki ze względu na nagłą wizytę to i tak nie ma kto tego zrobić bo lekarza od opisów już nie ma (miałam RTG na 19:00). Drugi raz mi się słabo zrobiło. Ale co tam, skoro na zdjęciu i tak nic nie widać to wzięłam je bez opisu i pokuśtykałam ze łzami w oczach (z bólu i bezsilności) do gabinetu ortopedy. Na szczęście trafiłam na ludzkiego lekarza i na "szczęście" przyczyna bólu była już w takim stadium rozwoju, że i na takim nieczytelnym zdjęciu było wszystko świetnie widać bo obejrzenie tego i diagnoza zajęła lekarzowi nie więcej niż 10 sekund.
Dyskopatia, wysunięty dysk, stan zapalny w ostrej fazie. To mój wyrok, który przykuł mnie do łóżka na dwa tygodnie. Ból był i jest jak najbardziej adekwatny do przyczyny. Jakakolwiek poprawa najwcześniej za parę dni. Pod warunkiem, że będę leżeć ale tak naprawdę leżeć i jak najmniej się ruszać, każde poruszanie pogarsza stan zapalny. Także to, że te ostatnie dwa tygodnie przechodziłam i nie wylądowałam od razu na zwolnieniu doprowadziły do stanu w jakim jestem teraz.
Całą drogę do domu przeryczałam. No bo jak to ? Leżeć ? Cały czas? Niby jak? A dzieci? Przecież to ja większość tygodnia, łącznie z weekendami jestem z nimi sama w domu, to ja odbieram Młodszego z przedszkola... A moja fotografia? Przecież właśnie teraz miałam zaczynać sesje świąteczne, tyle się miało dziać... i wszystko na nic :(((
Ja tymczasem grzecznie leżę i wstaję tylko wtedy kiedy naprawdę muszę bo przy każdym ruchu ból jest taki, że człowiek marzy tylko o tym żeby nie musieć się ruszać, biorę leki przeciwzapalne (jeszcze mocniejsze niż ostatnio bo tamte już nie pomagały), zwiotczające i osłonowe i czekam na poprawę, która na razie nie przychodzi.
Ten tydzień z opieką nade mną i dziećmi jakoś mamy ustawiony, co będzie w następnym zobaczymy ...
Poniżej dzieło Starszego, namalowane na płótnie dla babci z okazji urodzin, babcia jest miłośniczką herbaty ;) Oczywiście malowane na prędce przed samym przyjazdem jubilatki w dodatku pożyczonymi farbami, po które z wywalonym jęzorem kuśtykałam przez pół wsi w niedzielę gdy jeszcze mogłam kuśtykać a okazało się, że nasze farby są nie w naszej szafce (gdzie się ich spodziewałam) tylko w teczce w szkole $%%%&^*&#%#$%$%^%^& trzeba było wtedy zobaczyć moją minę ;)
piątek, 9 listopada 2012
Zaległości
Teraz na prędce wrzucam kilka faktów z dni ostatnich:
W przedszkolu odbył się halloweenowy bal przebierańców. Przypadkiem udało się nam kupić kostium tematycznie zgodny z zainteresowaniami Młodszego. Bardziej idealny byłby jakiś lew, tygrys albo żyrafa ale dinozaur, który nam się trafił też był całkiem całkiem bo niedawno jeszcze Młodszy latał po domu z podniesionymi rączkami, wydając przy tym dziwne odgłosy i pokrzykiwał, że jest "dinozalem" :)
Reakcja Młodszego na widok kostiumu była odmienna od tej, której się spodziewałam, zachwytów nie było. A na wieść o tym, że ma się przebrać to już w ogóle był stanowczy protest. On się za nic nie będzie przebierał. Nie i już.
Nie przejęłam się tym, zdałam się na doświadczenie pań przedszkolanek, wiedziałam, że za ich namową Młodszy stanie się "dinozalem". Nie myliłam się. Bal ponoć się udał co wiem oczywiście tylko z opowiadań a po balu w domu udało mi się Młodszego jeszcze raz namówić na przebranie i tym razem już na dłużej tak, że zdołałam pstryknąć kilka jakichś tam fotek na pamiątkę. Poniżej mój zbuntowany dinozaur :)
P.S. A może to smok ???
Następnym faktem jest to, że nasz długowłosy Młodszy nie jest już długowłosy. Parę dni temu M obciął jego piękne włoski podczas gigantycznej histerii i jęków bo Młodszy boi się maszynki :/// Poniżej ostatnie zdjęcia z długimi włoskami ...
A poniżej nasza szczerbata dynia :D
Wiem, wiem, już dawno po fakcie ale co tam, lepiej
późno niż wcale. Dynia była i czekała, Starszy bardzo chciał mieć taką
swoją więc jak wczoraj nadarzyła się wolniejsza chwila to się wzięłam za
robotę. I wiecie co, okazało się, że to wcale nie jest takie łatwe albo
moja dynia była jakaś gruboskórna. Tak czy inaczej strasznie się
namachałam ale wycięłam :) Co prawda ciachnęłam jej niechcący jednego
zęba ale może odrośnie ;)
Co jeszcze? Kupiliśmy chłopakom super buty na zimę z rzutu promocyjnego w
Lidlu. Młodszy niezmiennie rozmiar 22 :) a starszy 29 bo 28 nie było ;)
Ale chyba dorósł w końcu do 29 bo mówi, że dobre.
Zdjęcia zapożyczone ze strony: http://www.lidl.pl/cps/rde/xchg/lidl_pl/hs.xsl/index.htm
Nasze zdrowie ciągle niedomaga a najbardziej moje. Kręgosłup mocno
promieniuje mi do nogi ale jeszcze jakoś chodzę. 12-go mam RTG, 19-go wizyta, zobaczymy... Póki co trochę tylko zwolniłam ale sesje umówione dużo wcześniej odbyć się muszą.
Z jednej z nich jedno zdjęcie jako zapowiedź trafiło wczoraj na mojego fotobloga, zainteresowanych zapraszam do obejrzenia tutaj, dziś lub jutro kolejna część.
Subskrybuj:
Posty (Atom)