* bardzo miło spędzone dwa dni w towarzystwie rodziny i znajomych
* fantastycznie spędzony dzień z przyjaciółką (długo wyczekiwany)
* dwa dni prawie całkowicie bez komputera (rewelacja !!)
* ponad 250 zdjęć
* piękna brązowa opalenizna, głównie na rękach i buzi, zarówno u dzieci jak i u mnie, u mnie dodatkowo żywa czerwień na plecach (nadal boli)
* ok 10 śladów po ukąszeniach komarów na twarzy i szyi Małego A oraz 2 (słownie: DWA) u mnie, u J nie widziałam w ogóle ale to było chyba przywidzenie albo po prostu MUGA zadziałała ;)
* 3 książeczki
* mały, święcący Scooby
* kilka zestawów LEGO, łącznie dokładnie 2925 sztuk klocków do złożenia (część już złożona, z resztą chłopaki będą mieć co robić) + do tego oczywiście kilka kartonów, z którymi teraz nie będzie wiadomo co zrobić bo J pewnie nie pozwoli ich wyrzucić ;)
* w lodówce ponad 1kg najlepszego na świecie tortu czekoladowego
* karton ciasteczek
* kilka litrów różnych soków, napoi, wód smakowych itd. (trochę przeceniłam możliwości gości ;))
* kilkanaście sztuk popękanych i porozrzucanych po ogrodzie baloników (chłopcy mieli zabawę: rzucali się balonami z wodą)
* ileś tam litrowy, wypełniony po brzegi worek śmieci
* cała torba plastikowych sztućców, talerzyków i kubków, znów przeceniłam ilości jakie mogą zostać zużyte, zapas starczy nam teraz na kilka sezonów grillowych ;)
* kilka nowych spostrzeżeń na temat znajomych i sąsiadów
* oraz to co oczywiście najważniejsze ale specjalnie zostawione na koniec listy: TEN konkretny uśmiech i szczęście w oczach J, tak jak pisałam: bezcenne :)
poniedziałek, 14 czerwca 2010
piątek, 11 czerwca 2010
Big Day today!
J przyszedł na świat 11 czerwca 2004 roku o 22:30.
Patrząc dziś na niego i oglądając zdjęcia z porodu, wręcz nie mogę uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło, że J też był kiedyś takim maleńkim dzidziusiem śpiącym w śpioszkach i pieluszce, że jedynym jego posiłkiem było mleko, nie umiał mówić i robił tak samo cudne niemowlęce minki jak teraz Adaś :) To wszystko wydaje się takie nierealne gdy w urodzinowy poranek wręcza się dziecku torebkę cukierków, z którymi ma iść do przedszkola i częstować dzieci. I jeszcze bardziej nierealne gdy słyszy się, że na przyjęcie urodzinowe to ma być biała koszula i krawat lub muszka bo on nie jest już dzidzią, jest duży i chce wyglądać elegancko :)
Tak więc była i biała koszula i muszka i ten dorosły, elegancki wygląd :)
A do tego na specjalne życzenie dwa różne torty na dwa dni imprezowania. W piątek tort śmietanowy w białej czekoladzie, koniecznie bez owoców:


Żeby wilk był syty i owca cała owoce poszły na stół jako dodatek :) Truskawki oczywiście, no bo jak to tak, czerwcowa impreza bez truskawek?
W sobotę dla przeciwwagi piątkowej bieli i śmietany tort miał być w pełni czekoladowy i tym razem w specjalnym kształcie, dobranym oczywiście pod względem zainteresowań jubilata:

Jakby ktoś miał wątpliwości czy po prostu nie wiedział, to podpowiadam, że to paskudztwo to jest to Scooby Doo. No cóż, do oryginału mu daleko ale niestety w cukierni mieli taki akurat wzór i formę. Grunt, że J rozpoznał i był przeszczęśliwy :)
Do tego tort był naprawdę przepyszny wręcz rewelacyjny w smaku i mówi to osoba, która nie lubi tortów czekoladowych !! A i od pozostałych gości ochów i achów nie brakowało natomiast efekt tego był taki, że się państwo poprzejadało tymi słodkościami ;)
Ogólnie było jednak bardzo pysznie, miło i wesoło. Imprezy zaliczam do udanych i w sumie to jestem gotowa nawet jeszcze raz podjąć się takiego dwudniowego świętowania na własnym terenie, tylko może za jakiś czas ;)
Patrząc dziś na niego i oglądając zdjęcia z porodu, wręcz nie mogę uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło, że J też był kiedyś takim maleńkim dzidziusiem śpiącym w śpioszkach i pieluszce, że jedynym jego posiłkiem było mleko, nie umiał mówić i robił tak samo cudne niemowlęce minki jak teraz Adaś :) To wszystko wydaje się takie nierealne gdy w urodzinowy poranek wręcza się dziecku torebkę cukierków, z którymi ma iść do przedszkola i częstować dzieci. I jeszcze bardziej nierealne gdy słyszy się, że na przyjęcie urodzinowe to ma być biała koszula i krawat lub muszka bo on nie jest już dzidzią, jest duży i chce wyglądać elegancko :)
Tak więc była i biała koszula i muszka i ten dorosły, elegancki wygląd :)
A do tego na specjalne życzenie dwa różne torty na dwa dni imprezowania. W piątek tort śmietanowy w białej czekoladzie, koniecznie bez owoców:


Żeby wilk był syty i owca cała owoce poszły na stół jako dodatek :) Truskawki oczywiście, no bo jak to tak, czerwcowa impreza bez truskawek?
W sobotę dla przeciwwagi piątkowej bieli i śmietany tort miał być w pełni czekoladowy i tym razem w specjalnym kształcie, dobranym oczywiście pod względem zainteresowań jubilata:

Jakby ktoś miał wątpliwości czy po prostu nie wiedział, to podpowiadam, że to paskudztwo to jest to Scooby Doo. No cóż, do oryginału mu daleko ale niestety w cukierni mieli taki akurat wzór i formę. Grunt, że J rozpoznał i był przeszczęśliwy :)
Do tego tort był naprawdę przepyszny wręcz rewelacyjny w smaku i mówi to osoba, która nie lubi tortów czekoladowych !! A i od pozostałych gości ochów i achów nie brakowało natomiast efekt tego był taki, że się państwo poprzejadało tymi słodkościami ;)
Ogólnie było jednak bardzo pysznie, miło i wesoło. Imprezy zaliczam do udanych i w sumie to jestem gotowa nawet jeszcze raz podjąć się takiego dwudniowego świętowania na własnym terenie, tylko może za jakiś czas ;)
czwartek, 10 czerwca 2010
Po środzie i po stresie.
Odbębniliśmy wczoraj kontrolę w szpitalu z Małym A.
Wcześniej o tym nie pisałam ale gdy A. miał 6 tygodni i wylądowaliśmy w szpitalu przez ulewanie to przy okazji usg brzuszka wyszło jakieś poszerzenie układu miedniczkowego, które to ponoć nie było niczym złym ale kazali nam robić kolejne kontrolne usg. Na poprzednim usłyszeliśmy to samo co na pierwszym czyli coś tam jest ale nic ważnego. Dziś to samo, że jakaś szczelinka, ale nawet na opisie usg nic o tym nie ma i ponoć mieści się to w normie. Ponieważ i tak mam cały czas mnóstwo zmartwień to nie zamierzam się więcej tym zamartwiać skoro specjaliści mówią, że nie trzeba.
W następnej kolejności była wizyta na oddziale chirurgii gdzie mieliśmy się stawić 4-5 tygodni od wypadku/upadku. Tej wizyty bałam się najbardziej przez tego guzka na czole w miejscu gdzie kiedyś był siniak. Oczywiście mój strach wynikał głównie z tego, że wszechwiedzący wujek google naprowadził mnie na takie wieści w temacie guzków pourazowych, że włosy dęba stawały. Pan doktor dokładnie zbadał miejsce na czole, potwierdził, że guzek jest ale powiedział, że to nic strasznego, po prostu zgrubienie okostnej po upadku, które z czasem powinno zejść. A póki co mam tego nie męczyć, nie dotykać, po prostu zostawić w spokoju i się nie stresować :)
Na koniec odwiedziliśmy naszą pediatrę szpitalną, pokazaliśmy wszystkie wyniki, powiedzieliśmy o wypadku i dzisiejszej kontroli i po badaniu pojechaliśmy do domu.
Pani doktor powiedziała, że nie chce nas więcej oglądać :)
Późne popołudnie spędziliśmy na kocyku w ogrodzie puszczając bańki mydlane.
Wcześniej o tym nie pisałam ale gdy A. miał 6 tygodni i wylądowaliśmy w szpitalu przez ulewanie to przy okazji usg brzuszka wyszło jakieś poszerzenie układu miedniczkowego, które to ponoć nie było niczym złym ale kazali nam robić kolejne kontrolne usg. Na poprzednim usłyszeliśmy to samo co na pierwszym czyli coś tam jest ale nic ważnego. Dziś to samo, że jakaś szczelinka, ale nawet na opisie usg nic o tym nie ma i ponoć mieści się to w normie. Ponieważ i tak mam cały czas mnóstwo zmartwień to nie zamierzam się więcej tym zamartwiać skoro specjaliści mówią, że nie trzeba.
W następnej kolejności była wizyta na oddziale chirurgii gdzie mieliśmy się stawić 4-5 tygodni od wypadku/upadku. Tej wizyty bałam się najbardziej przez tego guzka na czole w miejscu gdzie kiedyś był siniak. Oczywiście mój strach wynikał głównie z tego, że wszechwiedzący wujek google naprowadził mnie na takie wieści w temacie guzków pourazowych, że włosy dęba stawały. Pan doktor dokładnie zbadał miejsce na czole, potwierdził, że guzek jest ale powiedział, że to nic strasznego, po prostu zgrubienie okostnej po upadku, które z czasem powinno zejść. A póki co mam tego nie męczyć, nie dotykać, po prostu zostawić w spokoju i się nie stresować :)
Na koniec odwiedziliśmy naszą pediatrę szpitalną, pokazaliśmy wszystkie wyniki, powiedzieliśmy o wypadku i dzisiejszej kontroli i po badaniu pojechaliśmy do domu.
Pani doktor powiedziała, że nie chce nas więcej oglądać :)
Późne popołudnie spędziliśmy na kocyku w ogrodzie puszczając bańki mydlane.
środa, 9 czerwca 2010
Zaproszenia gotowe :)
Za kilka dni mamy wielki dzień, JJ kończy 6 lat !!
Już
za chwilę, już za momencik zacznie siódmy rok życia i we wrześniu
pójdzie do szkoły. Czuję jak powoli dobiega końca jakiś etap w naszym
życiu. Po prostu czuję jak syn mi dorośleje...
Zaproszenia urodzinowe robiłam sama, o temi ręcami ;)
niedziela, 6 czerwca 2010
8 miesięcy skończone.
Ósmy miesiąc Mały A kończy pod hasłem "prawie", bo:
prawie sam siedzi (choć sam jeszcze nie siada),
prawie ma pierwszego ząbka, dokładnie od wczoraj obserwuję białe kropki czy może nawet białą prześwitującą kreseczkę na dziąśle, więc jest szansa, że może rano będzie widać jeszcze więcej,
prawie raczkuje, również od wczoraj !! Z przemieszczania się na brzuszku za pomocą rączek nagle, w ciągu dosłownie minuty, odkrył, że jak się do tego zacznie poruszać opartymi o podłoże kolankami, i przesuwać raz jedną a raz drugą nóżką w połączeniu z rączkami to można przemieścić się jeszcze szybciej niż dotychczas i jeszcze dalej :) także drżyjcie wszelkie sprzęty i rodzice: A. rusza naprzód ;)
Z jedzeniem jakoś dajemy radę, domowe gotowanie okazało się jednak całkowitą klapą, A. zjadł dwa razy pełną porcję a przy kolejnych już po pierwszej łyżeczce była wręcz histeria. Wróciłam więc do słoików i tu o dziwo nastąpiła spora poprawa bo Adaś z większą chęcią zaczął jeść obiadki, aż nawet zaryzykowałam nowe różne słoiki i nie dość, że je polubił to smakują mu w takiej wersji w jakiej są i nie muszę mieszać tego z marchwią żeby ukrywać smak, bardzo mnie to very happy.
Inna sprawa, że jak jest dany rodzaj obiadków na topie to chce jeść tylko te a nie żadne inne. Teraz ma upatrzoną serię Gerbera gdzie mam 4 czy 5 smaków i na zmianę każdego dnia daję mu coś z tego. A ulubiony wcześniej HIPP stoi i jego czas na razie przeminął.
Wprowadziliśmy też oczywiście kilka nowych smaków, i wreszcie czuję, że nadrobiłam zaległości i jestem z wprowadzaniem produktów w miarę na bieżąco bo w sumie większość z oferty od 4-go do 7-go miesiąca + żółtko i gluten mamy już wprowadzone. Tylko cały czas jakoś nie mogę dojść do jagód i tak sobie deserki jagodowe czekają. I niech poczekają bo zaparć na razie nie potrzebujemy ;)
Ze smutków to niestety Mały A ma na czole wyczuwalnego małego guzka i jest to w tym miejscu gdzie był guz po upadku. Nie widać go ale czuć ręką jak się dotknie. A od wypadku minął już prawie miesiąc i powiem szczerze, że trochę mnie ten guzek martwi :( do tego prawda jest taka że guzek zrobił wcale nie od tego pierwotnego uderzenia tylko kilka dni po tym jak już siniak prawie znikł, A. wędrując po podłodze delikatnie spotkał się z nogą od krzesła :/ i to naprawdę delikatnie bo lekko tylko kwęknął i poszedł dalej a jednak coś się po tym spotkaniu pojawiło :( Ja wiem, że trzeba na dziecko uważać i nasz wypadek wiele mnie nauczył ale na litość boską nie mogę go przecież owijać całego w folię bąbelkową i trzymać na smyczy !
Także mam teraz nowe zmartwienie :(((
Mniej smutny ale też mimo wszystko problem, mamy z fotelikiem samochodowym, z którego A. po prostu sobie wyrósł. Fotelik jest do 13kg, A. waży 9kg i w foteliku siedzi wciśnięty jak sardynka w puszkę. A nasz kolejny fotelik jest dokładnie od 9kg ale za to przeznaczony jest dla dzieci od 1-go roku życia, no i zonk :/
prawie sam siedzi (choć sam jeszcze nie siada),
prawie ma pierwszego ząbka, dokładnie od wczoraj obserwuję białe kropki czy może nawet białą prześwitującą kreseczkę na dziąśle, więc jest szansa, że może rano będzie widać jeszcze więcej,
prawie raczkuje, również od wczoraj !! Z przemieszczania się na brzuszku za pomocą rączek nagle, w ciągu dosłownie minuty, odkrył, że jak się do tego zacznie poruszać opartymi o podłoże kolankami, i przesuwać raz jedną a raz drugą nóżką w połączeniu z rączkami to można przemieścić się jeszcze szybciej niż dotychczas i jeszcze dalej :) także drżyjcie wszelkie sprzęty i rodzice: A. rusza naprzód ;)
Z jedzeniem jakoś dajemy radę, domowe gotowanie okazało się jednak całkowitą klapą, A. zjadł dwa razy pełną porcję a przy kolejnych już po pierwszej łyżeczce była wręcz histeria. Wróciłam więc do słoików i tu o dziwo nastąpiła spora poprawa bo Adaś z większą chęcią zaczął jeść obiadki, aż nawet zaryzykowałam nowe różne słoiki i nie dość, że je polubił to smakują mu w takiej wersji w jakiej są i nie muszę mieszać tego z marchwią żeby ukrywać smak, bardzo mnie to very happy.
Inna sprawa, że jak jest dany rodzaj obiadków na topie to chce jeść tylko te a nie żadne inne. Teraz ma upatrzoną serię Gerbera gdzie mam 4 czy 5 smaków i na zmianę każdego dnia daję mu coś z tego. A ulubiony wcześniej HIPP stoi i jego czas na razie przeminął.
Wprowadziliśmy też oczywiście kilka nowych smaków, i wreszcie czuję, że nadrobiłam zaległości i jestem z wprowadzaniem produktów w miarę na bieżąco bo w sumie większość z oferty od 4-go do 7-go miesiąca + żółtko i gluten mamy już wprowadzone. Tylko cały czas jakoś nie mogę dojść do jagód i tak sobie deserki jagodowe czekają. I niech poczekają bo zaparć na razie nie potrzebujemy ;)
Ze smutków to niestety Mały A ma na czole wyczuwalnego małego guzka i jest to w tym miejscu gdzie był guz po upadku. Nie widać go ale czuć ręką jak się dotknie. A od wypadku minął już prawie miesiąc i powiem szczerze, że trochę mnie ten guzek martwi :( do tego prawda jest taka że guzek zrobił wcale nie od tego pierwotnego uderzenia tylko kilka dni po tym jak już siniak prawie znikł, A. wędrując po podłodze delikatnie spotkał się z nogą od krzesła :/ i to naprawdę delikatnie bo lekko tylko kwęknął i poszedł dalej a jednak coś się po tym spotkaniu pojawiło :( Ja wiem, że trzeba na dziecko uważać i nasz wypadek wiele mnie nauczył ale na litość boską nie mogę go przecież owijać całego w folię bąbelkową i trzymać na smyczy !
Także mam teraz nowe zmartwienie :(((
Mniej smutny ale też mimo wszystko problem, mamy z fotelikiem samochodowym, z którego A. po prostu sobie wyrósł. Fotelik jest do 13kg, A. waży 9kg i w foteliku siedzi wciśnięty jak sardynka w puszkę. A nasz kolejny fotelik jest dokładnie od 9kg ale za to przeznaczony jest dla dzieci od 1-go roku życia, no i zonk :/
Subskrybuj:
Posty (Atom)