wtorek, 30 czerwca 2009

Szpitalna paranoja :/

...po kolei:

11.06 czwartek, świętowaliśmy urodziny J, wszystko było super, M tak jak zapowiedział sam zadbał o wszystko i ogarnął imprezę w ogrodzie na 15 osób. Ja sobie siedziałam i rozmawiałam z siostrą a J szczęśliwy bawił się prezentami.

13.06 - 14.06 weekend, przyjechała moja kochana L i nadrabiałyśmy zaległości z chyba ok 2 miesięcy. Przywiozła prezent dla J i prezenciki (zaległe urodzinowe) dla mnie, z czego jeden wydał mi się przeuroczy, skarbonka z napisem "becikowe".


Weekend niestety był krótki, L musiała jechać, mi było smutno, J (zakochany w L po uszy) płakał, no ale cóż, może w sierpniu pobędziemy razem trochę dłużej.

Potem w sumie nic się nie działo, nawet nie pamiętam za bardzo następnych dni.
Pamiętam za to środę, 17.06, o 23:15 obudził mnie niezbyt miły ból z prawej strony podbrzusza, na dole. Generalnie znam ten ból, bo już kilka razy coś takiego mi się zrobiło. Stanowczo odróżniam ten ból od wszelkich bóli związanych z ciąża. Tyle razy ile mi się nie przytrafił to zawsze wiedziałam, że to nie macica tylko prawdopodobnie jelita czy coś w tych okolicach. Wystarczyło wstać, rozchodzić, ból mijał. Tym razem jednak było inaczej. Żadne chodzenie nie pomogło, przekręcałam się tym bólem chyba z milion razy z jednego boku na drugi i nic, dalej bolało. Tak przemęczyłam się całą noc, śpiąc po godzince, lub dwóch i wybudzając się co jakiś czas.

18.06 czwartek niestety po obudzeniu okazało się, że ból nadal jest. W nocy zaliczyłam już wszystkie możliwe leki: nospę forte, scopolan, więc teraz pozostała mi tylko mięta. Wypiłam też siemię lniane żeby złagodzić pracę jeli - bo cały czas obstawiałam jelita. Niestety ból się nasilał, nie mogłam już się normalnie poruszać: siadanie i podniesienie prawej nogi byo bardzo bolesne a poza tym ból trwał już ponad 10 godzin, więc zadzwoniłam do mojego ginka i mówię co się dzieje, że chyba kolka jelitowa ale nie przechodzi po lekach itd. a ginek mi na to żebym jechała na IP.
No to pojechaliśmy, pierwszy strzał: oczywiście Karowa. Tam potwierdzili moje przypuszczenia częściowo: z ciążą ok, a bóle to prawdopodobnie kolka ale nie jelitowa tylko nerkowa i faktycznie ma prawo bardzo boleć.
I w tych bólach (naprawdę już ledwo dawałam radę nawet chodzić) ODESŁALI !! Bo to nie ich działka !! Miałam jechać do szpitala ogólnego z urologią i chirurgią. No to pojechaliśmy do Bielańskiego, tam znowu odsiedziałam swoje na IP ( i tu już nie było tak pieknie jak na Karowej gdzie była cisza i spokój i dwie pary w ciąży cicho siedzące tylko dziki tłum ludzi po przróżnych wypadkach, w różnym stanie i ja musiałam na to wszystko patrzeć), aż w końcu mnie przyjęli... po zaproszeniu na oddział wsadzili mnie od razu na kroplówkę z nospą (ulga w bólach po godzienie kroplówki) i zrobili badanie moczu. Okazało się, że to zakażenie dróg moczowych. Po kroplówce miałam mieć jeszcze usg dróg moczowych i dostać antybiotyk ale na koniec pobytu w szpitalu usłyszałam, że jednak usg nie zrobią bo nie ma po co (!!!) a antybiotyku nie dostanę bo oni nie są ginekologami i mam zgłosić się doswojego gina. Całe szczęście, że akurat na drugi dzień miałam wizytę, jakbym nie miała to nawet nie wiem kiedy wbiłabym się w jakiś termin i chodziłabym tak z tym zakażeniem i bólem, który był dla mnie gorzej niż koszmarny. Mój ginek na urlopie a u ginki w enel jakbym tej zaklepanej wizyty nie miała to by mnie nie wcisnęła na dodatkową. Także na koniec Bielański się też nie popisał, tak samo zresztą jak i Karowa, gdzie też przecież mogli mi dać kroplówkę i zbadać mocz i wyszłoby na to samo a nie odsyłać w bólach do innego szpitala.
No ale te wszystkie myśli naszły mnie dopiero później, wtedy po tej kroplówce i cąłym tym sajgonie byłam już tam umęczona i skołowana, że w sumie mało kojarzyłam i cieszyłam się, że jadę do domu a bólu póki co nie czuję. Była godzina 20:00 - 21:00.

19-06 piątek, o 8 rano miałam wizytę u ginki w enel, wstałam odpowiednio wcześniej i już po wstaniu niestety poczułam, że ból wraca. Ale ponieważ miałam za chwilkę wizytę to byłam w miarę spokojna. Ginka z enel była zła, że mi tego antybiotyku nie przepisali dzień wcześniej, skomentowała to, że to 24 godziny leczenia w plecy i miała rację. Tak samo skrytykowała też to, że nie zrobili mi tego usg dróg moczowych bo trzeba je zrobić i zamiast mieć już to zrobione wczoraj to teraz będę znowu musiała gdzieś jeździć i robić to usg. Do tego złapać termin na usg w enel tak po prostu na już to nie jest takie proste. Tyle, że ja przezornie dzień wcześniej jak nie zrobili mi tego usg w szpitalu to zaklepałam sobie termin w enel akurat na piątek. No i ok, tyle, że nadal jest to dla mnie kolejne wożenie się po wawie zamiast leżenia w domu.

czwartek, 11 czerwca 2009

Urodziny Jot :)

5 lat temu o tej porze byliśmy już w szpitalu, a o 22:30 przywitaliśmy na świecie naszego synka.

11.06 to jeden z najważniejszych dni w moim życiu, to pierwszy dzień życia mojego ukochanego dziecka .
... i dziś mija właśnie 5 lat ... a mój synek jest najwspanialszym dzieckiem na świecie !!!

wtorek, 26 maja 2009

20 tc czyli na półmetku!

Skopiowane z mojego kalendarza/terminarza ciążowego:

"26 maja. To połowa ciąży!
Nie masz czasem wrażenia, że byłaś w niej od zawsze?
Być może czujesz się już znużona tym stanem."


Nie, nie i jeszcze raz nie !!!
Nie mam wrażenia, że byłam w niej od zawsze, mam wrażenie, że test robiłam ze dwa miesiące temu.
I nie czuję się znużona tym stanem! Znużona to ja jestem wiecznymi komplikacjami a nie byciem w ciąży. Z pierwszej ciąży pamiętam, że to był cudowny czas, pełnia szczęścia i tak samo miało/powinno być teraz.
I w końcu będzie, nie zamierzam kolejnych 20 tygodni spędzić na umartwianiu się.

poniedziałek, 11 maja 2009

Wieści majowe

Zacznijmy do od tego, że na poprzednim usg gin z enel kazał mi zrobić to kolejne usg tylko w jednym konkretnym oddziale enel ze względu na sprzęt jaki tam mają. Niezbyt mi to pasowało bo musiałam przejechać całą Wawę no ale co miałam zrobić, pojechałam.
No i czekała mnie bardzo miła niespodzianka bo sprzęt faktycznie jest na poziomie tych, którymi dysponują Ci wszyscy guru warszawscy a do tego okazało się, że to 3d/4d :)
Poza tym lekarz naprawdę super (tak jak opinie w necie) i to usg było najdokładniejszym usg jakie do tej pory miałam w tej ciąży!!

A teraz najważniejsze:
Dziecko zdrowe, wszystko w normie, rozwija się prawidłowo Lekarz omówił mi wszystko: główkę, mózg, kości, serduszko, żołądek, nerki, no po prostu wszystko a nie tylko dwa parametry na krzyż jak to miałam do tej pory.
I co do krwiaka: to co widział gin na poprzednim usg (co mnie tak zdołowało i załamało) to nie krwiak tylko po prostu naczynie żylne-krwionośne na łożysku - podobno tak czasem mają kobiety i nie jest to żaden krwiak !! Kamień z serca...

Jednak żeby nie było za pięknie to okazało się, że skraca mi się szyjka i jak wszystko dobrze pójdzie to będę miała zakładany pessar. No właśnie, jak wszystko dobrze pójdzie, czyli: najpierw muszę dostać wynik posiewu a do tego ten wynik musi być jałowy bo jak nie będzie jałowy to nici z pessara tylko najpierw leczenie. Do tego ważne też jest żeby ten wynik przyszedł o czasie bo pessar zakłada się w szpitalu, ja oczywiście zapisana jestem na Karową, tyle, że tam zakładają te pessary tylko w piątki, więc zapisałam się na 15 maja i teraz modlę się żeby ten wynik posiewu przyszedł do czwartku bo jak nie przyjdzie to kicha, termin mi przepada, to samo tyczy się sytuacji gdy wynik nie będzie jałowy.
A jak wszystko pójdzie po mojej myśli to w piątek zamykają mnie na 3 dni w szpitalu...
I szczerze mówiąc to nie mogę się już tego doczekać.
Po drodze mam jeszcze wizytę u mojego gina, do którego dziś zadzwoniłam z nowinami po piątkowym usg i chciałam odwoływać wizytę u niego ze względu na to żeby już nigdzie nie latać tylko leżeć ale usłyszałam, że mam przyjechać bo on musi/chce mnie zobaczyć skoro zaistniały nowe okoliczności...to się nazywa porządna opieka lekarska i zainteresowanie pacjentką.

Na razie mam brać nospę forte i leżeć, niby żadna nowość dla mnie ale teraz to musze leżeć tak naprawdę plackiem, zero wstawania, chodzenia, tylko do łazienki i to na chwilkę, łatwo nie jest ale jestem gotowa zrobić dużo więcej dla mojego Skarba.

A skoro mowa o moim Skarbie to po piątkowym usg mogę ogłosić wszem i wobec, że noszę pod sercem drugiego synka :)
Nie sądzę, żeby się to zmieniło bo było widać bardzo dokładnie, zarówno w wersji 2D jak i 3D/4D.

Kolejna nowość to to, że od 16t3d mogę już ostatecznie stwierdzić, że czuję ruchy :)
Nie jakieś motylki, przelewanie czy bulgotanie tylko konkretne ruchy i kopniaczki.
Wcześniej pisałam o tych dwóch kopniakach w urodziny (16t0d) i faktycznie to były pierwsze kopnięcie jednak później była cisza, ale tylko 3 dni, do tego 16t3d.

Co mogę jeszcze napisać, JESTEM SZCZĘŚLIWA, trochę nadal oczywiście zestresowana przez szyjkę itd., ale mimo wszystko szczęśliwa :)

poniedziałek, 4 maja 2009

Najwspanialszy prezent :)

Dziś o 1 w nocy dostałam od mojego Skarba najwspanialszy prezent urodzinowy: dwa kopnięcia! Pierwsze jego ruchy :)

I tym oto sposobem znów zagościł uśmiech na mojej twarzy...

sobota, 2 maja 2009

On my little island - the couch.

Trochę mnie tu nie było...
Jednak nie będę się zagłębiać w szczegóły bo nie chcę o tym pisać, myśleć, przeżywać.
Ziarno niepokoju znów zostało zasiane a ja przez ostatnie dni na siłę staram się je wyrwać i wyrzucić.
8 maja następna wizyta, to jeszcze tydzień...sama nie wiem jak przetrwałam ostatnie dwa tygodnie i ledwo mam siłę wytrwać kolejny tydzień.
Wszyscy na około cieszą się długim weekendem, bawią się, a ja tkwię w więzieniu własnych myśli i mam wrażenie, że niedługo oszaleję. Nie cieszą mnie nawet moje zbliżające się wielkimi krokami urodziny, to będzie tylko kolejny dzień na mojej drodze do 8 maja, dzień, który trzeba jak najszybciej przeżyć żeby zbliżyć się do celu, przykre...

Wczoraj w filmie usłyszałam rewelacjne zdanie, świetnie oddające moją sytuację: "on your little island - the couch". I ja tak właśnie sobie siedzę na tej swojej małej wyspie, którą jest sofa i czekam.

Poza tym mamy w rodzinie kolejny pogrzeb, to już drugi podczas tej ciąży i to jakże dramatyczny tym razem.

I to w sumie tyle...

Dla zabicia czasu i odgonienia niepotrzebnych myśli zajęłam się swoim hobby czyli: MUTSY :) a także wyborem imienia. Takie lekkie, łatwe i przyjemne tematy w ramach terapi relaksującej.
Szkoda, że M nie chce ze mną brać w tym udziału ale to przecież facet, i w dodatku na pewno nie z tych co to gadają do "brzusia" i wybierają kocyki. A o imieniu powiedział, że pogadamy we wrześniu.

sobota, 11 kwietnia 2009

Na koniec I trymestru.

Byłam wczoraj na usg genetycznym.
Wszystko jest ok !!!
Nosek, przezierność karkowa, kości czaszki, serduszko, nóżki, rączki...
Wielkie szczęście, ogromna ulga i cudowny widok !!!

Skarbek ma 6cm i zgadza się wielkością równiutko co do dnia ciąży, czyli 12t4d.
O płci nie było mowy i niestety nie mam też nagrania z usg bo nagrywarka się ginowi popsuła i nie nagrywa, ale co tam, moje serce i tak zrobiło zdjęcie J

Teraz mogę spokojnie cieszyć się zbliżającymi Świetami czego i Wam życzę...

sobota, 4 kwietnia 2009

I po urodzinach...

M zadowolony, ja w związku z tym też bo uwielbiam jak M się cieszy :)
Urodziny się udały, teraz czas na moje, równiutko za miesiąc...

Holterek założony dziś ok 13:00 i już powoli zaczynam go odczuwać na sobie choć nie jest źle.
Z dzisiejszych dolegliwości to jak zwykle dopadł mnie silny ból głowy i nadal też zmagam się z tym koszmarnym bólem gardła, niestety nie działa już nic: tantum verde, glosal czy mleko z miodem dają tylko chwilową ulgę, płukanie wodą z solą czy wodą utlenioną nie daje żadnego efektu :(
Jestem już strasznie umęczona tym bólem, do tego łeb mi pęka już któryś tydzień, no nie jest fajnie.
Przynajmniej u Jota poprawa.

piątek, 3 kwietnia 2009

Urodziny M.

To już dziś :) a pogoda jak co rok przepiękna :)
Od zawsze na urodziny M jest właśnie tak jak dziś a bywało nawet cieplej, wręcz upalnie.
Do dziś pamiętam pewien rok gdy jechałam z tortem przez pół miasta i już myślałam, że go nie dowiozę bo w cieniu było chyba 25 stopni...
Dziś tortu nie będzie bo świętujemy jutro.
I obym się jutro czuła lepiej niż dziś.

czwartek, 2 kwietnia 2009