sobota, 21 lutego 2009

Dni strachu

Wszystko zaczęło się w piątek 13-go...
Plamienia. Ale nie takie jakieś tam 3 plamki tylko potok. Nawet nie chcę do tego wracać.
Od tamtego dnia leżę i walczę o moją ciążę, duphaston co 6 godzin.
Przez te kilka dni przerobiłam chyba wszystkie możliwe stany emocjonalne i mogę powiedzieć, że jak zwykle najgorsza była bezradność.
Teraz jest już lepiej.
W piątek miałam mieć usg ale w czwartek nie wytrzymałam nerwowo i pojechałam wieczorem do enel, musiałam wiedzieć.
Oczywiście na serduszko było jeszcze za wcześnie, bo to był dopiero 5t3d ale mi chodziło głównie o to żeby sprawdzić czy mój Groszek jest i czy jest w dobrym miejscu.
No i jest!!! Ma 1,8 mm i jest umiejscowiony tam gdzie trzeba :)

Uspokoiłam się i jestem szczęśliwa, teraz czekam na serduszko...
W czwartek zrobiłam też kolejna betę, to już czwarta, dziś M odbierze wyniki. Dziś - bo wczoraj zapomniał.

Powoli kończę 6tc, dziś 5t5d.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz