Ciąża daje mi popalić coraz bardziej, koszmarne bóle głowy połączone ze światłowstrętem, mdłości, ale najgorzej jest z sercem.
Jutro mam wizytę u ginki z enel-medu a we wtorek u kardiologa, bo już ledwie zipię a to przecież dopiero początek.
Zastanawiam się tylko czy jednak najpierw nie pofaszerować się trochę magnezem i dopiero jak nie będzie efektu to iść do kardiologa. Bo prawda jest taka, że wizyta u kardiologa pociągnie za sobą kolejne wizyty: ekg, echo serca, kolejne badania krwi, o 24h holterze nie wspomnę... a dla mnie każde wyjście z domu to mega wyprawa, do tego ciężka do zorganizowania...
Pogadam jutro z ginką i zobaczymy.
Mam za sobą pierwsze badania czyli morfologia, mocz i wszystkie inne podstawowe, które robi się w ciąży. Poza małymi różnicami w morfologii reszta jest ok.
Jutrzejsza wizyta to tylko formalność, idę tam z wynikami badań i najwyższy czas żebym dostała kartę ciąży. Jutro zaczynam 10tc i to ostatni dzwonek na założenie karty żebym nie miała potem problemów z tym becikowym. Nowy przepis zaczyna działać od 1 listopada tego roku a ja mając termin na 19-10 mogę urodzić między 05-10 a 05-11 więc lepiej tę kartę załatwić.
Natomiast wizyta na, którą czekam z ogromną niecierpliwością ma być dopiero 24-03. Wtedy idę do "mojego" lekarza i będę mieć usg. Znów zobaczę mojego Skarbka i bijące serduszko :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz