środa, 30 grudnia 2009

Miała leszczynowe w łosy :)

...albo kasztanowe?
a może po prostu brązowe?
Jak zwał tak zwał, fakt, że z jaśniuteńkiej blondynki całkiem przypadkiem przeistoczyłam się przedwczoraj w szatynkę :)

A stało się to tak:

Pierwotnie było to (Srebrzysty jasny blond):















 Miało być to (Srebrzysty średni popielaty blond):












  

A wyszło dokładnie to (Kaszmirowy jasny brąz):

Mimo innego efektu niż zamierzony jestem bardzo zadowolona i czuję się świetnie w nowym odcieniu. Ciekawe ile z nim wytrzymam? Jak znam siebie to góra jakieś dwa tygodnie :)


a tytuł wziął mi się stąd:
 
o, jak mi to w duszy dziś gra ...
 

środa, 23 grudnia 2009

I po zimie.

Dziś dla odmiany oprócz szamotania A. (który śpi od jakiegoś czasu z nami) obudził mnie jakiś dziwny szum. Wstaję, rozglądam się po pokoju w poszukiwaniu źródła dźwięku i po paru sekundach zaczynam kojarzyć, że szum dochodzi zza okna. Podchodzę, wyglądam, a tam normalnie deszcz leje !! Patrzę w dół, śnieg nadal leży, temperatura +2 stopnie. Patrzę na zegarek: 7:15, patrzę na A., ten się nadal szamocze ale śpi, no to niewiele myśląc wskoczyłam znów do łóżka i następny moment jaki pamiętam to godzina 9:15 :) Deszcz już nie padał, za oknem na termometrze +5, śniegu coraz mniej a przed domem prawie w ogóle tylko błoto i kałuże wielkości małych jezior. Czyli już po zimie i znowu nici z białych świąt. Do tego już widzę tego kuriera co to dziś ma przyjść (z wyczekiwanym prezentem pod choinkę dla A.), jak próbuje przebrnąć przez tę breję ...
A jeszcze wczoraj było tak pięknie:





Dziś jak można się domyśleć dzień spędziliśmy w domu a w ramach spaceru zaliczyliśmy moje "ulubione" werandowanie, z którego oczywiście prawie nic nie wyszło bo A. spokojnie pospał jakieś 20 minut a przez kolejne 20 wybudzał się co minutę wypluwając smoka i dając mi do zrozumienia, że nie dał się oszukać zimnym powietrzem zza okna i nie będzie spał tyle co na normalnym spacerze bo wcale na spacerze nie jest i tyle.

Do tego wszystkiego wczoraj (po kilku dniach spokoju) zaliczyliśmy mega atak kolki (od 18:30 do prawie 24:00) i dziś chyba zapowiada się powtórka z rozrywki :(
Dajcie mi siły żeby to przetrwać !!!

Aha, no i jest godzina 18:40 a kuriera ani widu ani słychu :(

piątek, 18 grudnia 2009

Pięknie biało i okropnie zimno. Zima.

Przyszła zima, jest po prostu cudnie ...
Tylko ta temperatura, dziś -12, czyli znów siedzimy w domu. To już 12 dni :(
Najpierw był katar i bactrim, potem niepewność czy już możemy wyjść a teraz te minusowe temperatury. Bawię się w werandowanie czego bardzo nie lubię. Spacer to spacer, a to latanie po pokoju przy otwartym oknie, w kurtce, z A. w kombinezonie na rękach jakoś nie należy do mich ulubionych zajęć. Dziś dla odmiany zrobimy werandowanie w wózku przy otwartych drzwiach od tarasu. A póki co to Mały A. smacznie sobie śpi, od 22:00 wczorajszego wieczoru, czyli już 12 godzin, bo jest 10:00. Zazwyczaj śpi od 22:00 do ok 8:00, z małą przerwą na karmienie ok 5:00.
Hmmm, chyba czeka mnie dziś niezły maraton do wieczora skoro mój królewicz będzie aż tak wyspany.

wtorek, 8 grudnia 2009

Mała stopa Wielkiego Człowieka.

Nie mogłam się powstrzymać, tak kocham te małe stópki ;)
Dziś mierzone: 8 cm :)




P.s. Mały A. trzeci miesiąc życia przywitał katarem :(
W ruch poszła Frida, DisneMar i inne cuda. Dziś była pani doktor i dostaliśmy Bactrim. Nie wiem czemu ale wydaje mi się, że mój blog powoli zamienia się w encyklopedię leków ;)

niedziela, 6 grudnia 2009

2 miesiące w mikołajki :)

Dziś Mały A. kończy drugi miesiąc :)

W środę byliśmy w Dziekanowie na kontroli poszpitalnej i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu okazało się, że A. waży już 4880g !! A miesiąc temu ważył 3488g, czyli przez miesiąc przybrał 1400g, to naprawdę ładny przyrost, pani doktor dwa razy liczyła bo nie mogła uwierzyć, że mój maleńki szkrabik tyle przybrał :)

Przez moją nadgorliwość czy też po prostu zwykłą troskę po kontroli pediatrycznej wylądowaliśmy u rehabilitantki, słynnej pani Grodner. Zaniepokoiło mnie to, że synuś patrzy i obraca główkę w jedną stronę, powiało asymetrią, brrr i rehabilitantka miała nas obejrzeć.
Obejrzała i powiedziała żebyśmy przyjechali jeszcze raz bo napięcia u A. nie widać ale pzy niektórych ćwiczeniach nie reagował ruchowo tak jak powinien i pani Grodner stwierdziła, że wygląda to tak jakby był bardzo zmęczony i po prostu nie miał sił wykonywać ćwiczeń bo tak jak powiedziała wcześniej, napięcia w nim nie widzi. A fakt, że A. zaspany był bardzo bo wizyta była dokładnie w czasie, kiedy to normalnie jesteśmy na spacerze i A. sobie smacznie śpi. Mam nadzieję, że na następnej wizycie rozwiejemy ostatecznie wszelkie wątpliwości na naszą korzyść i obejdzie się bez rehabilitacji bo po prostu sobie tego nie wobrażam, szczególnie metodą Vojty :(

sobota, 5 grudnia 2009

Kolki :(

To nasza nowa atrakcja :(

Od kilku dni zauważyłam, że z naszym pięknie wyregulowanym planem dnia zaczyna dziać się coś niedobrego. Od rana do południa wszystko jest jeszcze ok i planu się trzyma: jemy, śpimy, czuwamy, potem spacer, kolejne jedzenie i spanie i tak dochodzimy do godziny 17:00, o której to cały plan dnia nagle bierze w łeb i zaczyna się cyrk a raczej horror :( Rozdzierający płacz i nie pomaga żadne noszenie, tulenie itd. Dziecko się męczy, my bezradni patrzymy na to i nie wiemy co robić (bezradność w takich sytuacjach to chyba najgorsze co może spotkać rodzica).

Kilka dni zajęło mi dojście do tego, że to klasyczny atak kolki !! Nie kapnęłam się wcześniej bo objawy były nie do końca jednoznaczne i dopiero wczoraj gdy przy jedzeniu A. zaczął się miotać i wypluwać z płaczem butelkę po kilku łykach a do tego zaczął się prężyć i machać nóżkami olśniło mnie, że mamy doczynienia z kolkami. Podaliśmy Infacol. A. zasnął, po krótkim czasie się wybudził, spokojnie zjadł a potem przez ponad godzinę (!!!) leżał sam w łóżeczku i oglądał zabawki :) a ja w tym czasie siedziałam obok niego w szoku i zastanawiała się jak mogłam wcześniej nie zorientować się, że moje dziecko cierpi na kolki !!! Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że te objawy do wczoraj jeszcze nie były aż tak klasyczne a poza tym to A. od ponad miesiąca jest przecież na Debridadzie czyli leku, który reguluje pracę układu pokarmowego w tym także jelit i jest przepisywany dzieciom na kolki, więc nie przyszło mi do głowy, że po kilku tygodniach stosowania go możemy mieć problem z kolkami. A jednak ...

Inna sprawa, że o całe to zamieszanie podejrzewam też ewentualny kolejny skok rozwojowy bo to akurat ten czas, między 8 a 9 tygodniem a A. ma właśnie skończone 8 tygodni. Ratunku, jak przetrwać to wszystko razem wzięte ?
Ogólnie marzę o tym żeby to wszystko się już skończyło i żeby powróciły nasze spokojne,
uregulowane monotonnie dni ...

piątek, 4 grudnia 2009

Nasza codzienność.

Rytm dnia jakiś tam mamy, o tym już pisałam :) I wszystko byłoby super gdyby nie to, że A. zalicza się do grona tych dzieci, które za chiny ludowe nie poleżą nawet chwilkę same. I nie mówię tu o zastawianiu dziecka samego w łóżeczku na pół dnia tylko o zwykłym leżeniu np. w leżaczku w towarzystwie mamy lub taty i oglądaniu zabawek. NIE, U NAS TAKIEJ OPCJI NIE MA !! Po prostu nie ma mowy o tym żeby A. poleżał sam dłużej jak 5, max 10 minut. I nie ma znaczenia czy będzie to łóżeczko, leżaczek czy inne miejsce, chwilkę poleży, popatrzy i ... WRZASK, koniec leżenia. A zanosi się tak, że ściany pękają i chce się zrobić wszystko żeby tylko nastała cisza. Jednym słowem noszenie, noszenie i jeszcze raz noszenie, bo nigdzie nie jest tak dobrze jak u mamy lub taty na rączkach.
Bo przecież świata nie da się oglądać leżąc gdzieś indziej ;)

I teraz wyobraźcie sobie jak wyglądają moje próby zrobienia czegokolwiek wokół siebie lub po prostu w domu: ledwo wejdę do łazienki - wrzask, sam prysznic + ubranie się to jakieś 20 minut, a jak już chcę do tego wymyć głowę to łącznie z suszeniem przedłuża się do 40 minut - NIE MAM NA TO SZANS !! Tak samo jak na zrobienie śniadania a co dopiero mówić o zjedzeniu :(
Z jedzeniem obiadu po powrocie M jest tak, że jemy na zmianę bo ktoś musi bawić, czytaj: nosić A., inaczej wrzask. I muszę tu zaznaczyć, że to nie jest żadne tam pojękiwanie czy kwękanie takie jak u innych dzieci, NIE, u nas od razu jest mega wrzask, taki, że szyby pękają. Jak chcę np. pozmywać gdy jestem sama, czy w ogóle cokolwiek zrobić to jedyna opcja to leżaczek + włączony okap i nie to żebym miałam na to nie wiadomo ile czasu, mam tyle co zawsze czyli max 10 minut.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że w dzień A. śpi jakoś dużo czujniej niż w nocy i po odłożeniu do łóżeczka od razu się wybudza. Także albo śpi na nas albo wcale. Ponieważ trochę nam jednak na tym jego spaniu zależy to po takim zjedzonym na raty obiedzie usypiamy A., który leży na brzuszku na mnie lub tacie i jeżeli rolę materaca przyjmuje akurat tata to ja w tym czasie zaczynam latać jak głupia po domu i: sprzątam, zmywam, piorę, chowam wyschnięte pranie, szykuję ubrania dla J. na następny dzień, dla siebie (bo w dzień nie będę miała na to czasu), robię jeszcze milion innych rzeczy i gdy już padam na twarz to Adaś właśnie kończy drzemkę (ale o tym też już pisałam).

Pewnie teraz zastanawiacie się jak to w takim razie robię, że mam czas na internet i pisanie tutaj ? Ano mam czas właśnie wtedy kiedy to ja pełnię rolę materaca dla A. :) On sobie na mnie śpi (tak jak teraz właśnie) a ja jedną ręką stukam w laptopa. Nie jest to ani łatwe ani wygodne (szczególnie pisanie polskich znaków) ale jest to jedyny moment kiedy mam na to czas i w zasadzie nic innego w tym czasie i tak robić nie mogę a bez netu, bloga i forum żyć nie umiem :) A jak jeszcze jednocześnie mogę rozkoszować się bliskością mojego Skarba, który się nie drze tylko śpi sobie słodko wtulony we mnie to nic mi już nie brakuje :)

A jak to robię, że w ogóle jakoś funkcjonuję ? Ano tak, że codziennie rano przyjeżdża do mnie mój tata i zajmuje się A. żeby dziecko się nie darło w czasie gdy ja pójdę do łazienki czy chcę zjeść itd. Bardzo cieszę się z tej pomocy i ogromnie ją doceniam (jest wiele takich dzieci jak A. i ich mamy nie mają żadnej popmocy) ale mimo wszystko łapię czasami mega doła bo taką sytuację jak mam teraz przerobiłam już z pierwszym synkiem i teraz do końca ciąży wierzyłam, że tym razem będzie jednak inaczej. No i jest inaczej bo z J. było jeszcze ciężej ale to zupełnie inna historia.

Wracając do A. to bardzo chciałam być samodzielna i sama zajmować się synkiem, to w końcu moje drugie dziecko, mam już spore doświadczenie ale okazuje się, że w naszym przypadku nie jest potrzebne doświadczenie tylko cierpliwość i siła do noszenia.
No i miałam wybór, opcje były trzy:
1. Zostaję sama i świetnie sobie radzę ale nie jem, nie myję się itd., albo 2. zostaję sama, jem i się myję a moje dziecko w tym czasie wyje, albo 3. godzę się na pomoc i wtedy mogę zjeść, wymyć się a jednocześnie synek nie dostaje histerii.
Oczywiście wybrałam ostatnią, trzecią opcję (która matka wybrałaby pierwszą lub drugą?) ale tak jak pisałam nie tak to sobie wyobrażałam ...

środa, 2 grudnia 2009

Wspomnienie...

Wczoraj, ktoś wpisując w google hasło 7tc, trafił na moją notkę:

Wspomnienia wróciły.
Przypomniała mi się każda chwila strachu, każda łza i ta bezradność ...
Gdy to pisałam nie wiedziałam, że to dopiero początek koszmaru jaki miał nas jeszcze spotkać ale też tak jak pisałam wtedy: A. okazał się bardzo silny, przetrwał wszystko i teraz jest ze mną, CAŁY MÓJ :)))
I tylko czasem myślę o tym jakby to było gdyby jednak było ich dwoje ...