Rytm dnia jakiś tam mamy, o tym już pisałam :) I wszystko byłoby super gdyby nie to, że A. zalicza się do grona tych dzieci, które za chiny ludowe nie poleżą nawet chwilkę same. I nie mówię tu o zastawianiu dziecka samego w łóżeczku na pół dnia tylko o zwykłym leżeniu np. w leżaczku w towarzystwie mamy lub taty i oglądaniu zabawek. NIE, U NAS TAKIEJ OPCJI NIE MA !! Po prostu nie ma mowy o tym żeby A. poleżał sam dłużej jak 5, max 10 minut. I nie ma znaczenia czy będzie to łóżeczko, leżaczek czy inne miejsce, chwilkę poleży, popatrzy i ... WRZASK, koniec leżenia. A zanosi się tak, że ściany pękają i chce się zrobić wszystko żeby tylko nastała cisza. Jednym słowem noszenie, noszenie i jeszcze raz noszenie, bo nigdzie nie jest tak dobrze jak u mamy lub taty na rączkach.
Bo przecież świata nie da się oglądać leżąc gdzieś indziej ;)
I teraz wyobraźcie sobie jak wyglądają moje próby zrobienia czegokolwiek wokół siebie lub po prostu w domu: ledwo wejdę do łazienki - wrzask, sam prysznic + ubranie się to jakieś 20 minut, a jak już chcę do tego wymyć głowę to łącznie z suszeniem przedłuża się do 40 minut - NIE MAM NA TO SZANS !! Tak samo jak na zrobienie śniadania a co dopiero mówić o zjedzeniu :(
Z jedzeniem obiadu po powrocie M jest tak, że jemy na zmianę bo ktoś musi bawić, czytaj: nosić A., inaczej wrzask. I muszę tu zaznaczyć, że to nie jest żadne tam pojękiwanie czy kwękanie takie jak u innych dzieci, NIE, u nas od razu jest mega wrzask, taki, że szyby pękają. Jak chcę np. pozmywać gdy jestem sama, czy w ogóle cokolwiek zrobić to jedyna opcja to leżaczek + włączony okap i nie to żebym miałam na to nie wiadomo ile czasu, mam tyle co zawsze czyli max 10 minut.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że w dzień A. śpi jakoś dużo czujniej niż w nocy i po odłożeniu do łóżeczka od razu się wybudza. Także albo śpi na nas albo wcale. Ponieważ trochę nam jednak na tym jego spaniu zależy to po takim zjedzonym na raty obiedzie usypiamy A., który leży na brzuszku na mnie lub tacie i jeżeli rolę materaca przyjmuje akurat tata to ja w tym czasie zaczynam latać jak głupia po domu i: sprzątam, zmywam, piorę, chowam wyschnięte pranie, szykuję ubrania dla J. na następny dzień, dla siebie (bo w dzień nie będę miała na to czasu), robię jeszcze milion innych rzeczy i gdy już padam na twarz to Adaś właśnie kończy drzemkę (ale o tym też już pisałam).
Pewnie teraz zastanawiacie się jak to w takim razie robię, że mam czas na internet i pisanie tutaj ? Ano mam czas właśnie wtedy kiedy to ja pełnię rolę materaca dla A. :) On sobie na mnie śpi (tak jak teraz właśnie) a ja jedną ręką stukam w laptopa. Nie jest to ani łatwe ani wygodne (szczególnie pisanie polskich znaków) ale jest to jedyny moment kiedy mam na to czas i w zasadzie nic innego w tym czasie i tak robić nie mogę a bez netu, bloga i forum żyć nie umiem :) A jak jeszcze jednocześnie mogę rozkoszować się bliskością mojego Skarba, który się nie drze tylko śpi sobie słodko wtulony we mnie to nic mi już nie brakuje :)
A jak to robię, że w ogóle jakoś funkcjonuję ? Ano tak, że codziennie rano przyjeżdża do mnie mój tata i zajmuje się A. żeby dziecko się nie darło w czasie gdy ja pójdę do łazienki czy chcę zjeść itd. Bardzo cieszę się z tej pomocy i ogromnie ją doceniam (jest wiele takich dzieci jak A. i ich mamy nie mają żadnej popmocy) ale mimo wszystko łapię czasami mega doła bo taką sytuację jak mam teraz przerobiłam już z pierwszym synkiem i teraz do końca ciąży wierzyłam, że tym razem będzie jednak inaczej. No i jest inaczej bo z J. było jeszcze ciężej ale to zupełnie inna historia.
Wracając do A. to bardzo chciałam być samodzielna i sama zajmować się synkiem, to w końcu moje drugie dziecko, mam już spore doświadczenie ale okazuje się, że w naszym przypadku nie jest potrzebne doświadczenie tylko cierpliwość i siła do noszenia.
No i miałam wybór, opcje były trzy:
1. Zostaję sama i świetnie sobie radzę ale nie jem, nie myję się itd., albo 2. zostaję sama, jem i się myję a moje dziecko w tym czasie wyje, albo 3. godzę się na pomoc i wtedy mogę zjeść, wymyć się a jednocześnie synek nie dostaje histerii.
Oczywiście wybrałam ostatnią, trzecią opcję (która matka wybrałaby pierwszą lub drugą?) ale tak jak pisałam nie tak to sobie wyobrażałam ...