poniedziałek, 11 czerwca 2012

8 lat ...

... temu, o tej porze, leżałam na łóżku szpitalnym i tuliłam do siebie malutkie zawiniątko. Trochę ponad godzinę wcześniej, o 22:30 urodził się mój Jot.
8 lat ? Kiedy to zleciało, wydaje się niemożliwe...

Pierwszy rok życia dziecka mija bardzo szybko ale kolejne lata lecą jeszcze szybciej...

czwartek, 17 maja 2012

Podaruj sobie odrobinę luksusu :/

Po pierwszym szoku jaki nastąpił po informacji o nieprzyjęciu nas do państwowego przedszkola przyszedł czas na mobilizację i szukanie miejsca dla mojej pociechy.

Research w sieci zrobił mój mąż, ja przeprowadziłam konsultację ze znajomą mamą, która prowadzi w mojej okolicy prywatny żłobek a sama jest mamą dziecka rocznik 2009, które to również nie zostało przyjęte do naszego państwowego przedszkola.
Decyzja zapadła szybciej niż się spodziewałam bo już od wczoraj przedszkole mamy w zasadzie wybrane.

M poszedł z Młodszym na "wizytację" i wyniósł z owego miejsca na tyle pozytywne odczucia, że jesteśmy gotowi oddać tam nasz mały cud ;) W decyzji tej duże znaczenie miała też reakcja Młodszego, który zakochał się przedszkolu od samego wejścia i o wizycie opowiadał z przejęciem przez całą resztę dnia, aż mi łzy wzruszenia w oczach się pojawiły...

Przedszkole, jest kameralne, mieści się w domu, więc od razu odczuwalna jest inna, bardziej domowa atmosfera, grupki dzieci małe, więc panie będą mogły poświęcić więcej uwagi każdemu z dzieci niż w państwowej placówce gdzie w grupach jest po dwa razy tyle dzieci co tu. To samo tyczy się pomocy w jedzeniu czy ubieraniu. Jestem o wiele bardziej spokojna niż byłam te parę lat temu gdy oddawałam Jot i zamartwiałam się czy w tej wielkiej grupie zagubionych trzylatków (wśród których ja sama czułam się wtedy zagubiona) w ogóle ktoś zwróci uwagę na to, że moje dziecie płacze czy na to, że się oblało zupą bo nie umie jeszcze jeść płynnych posiłków sam. Teraz mam w sobie więcej spokoju i pewności, że w takiej małej placówce i mniejszej grupce moje dziecko będzie miało właściwą opiekę.

Także wszystko to oczywiście przemawia na plus za przedszkolem prywatnym tyle, że nie ma nic za darmo a za luksus się płaci :/ i teraz pozostaje pytanie KTO za to zapłaci ...

niedziela, 6 maja 2012

Nie dla nas dwa kółka ?

Pojechaliśmy wczoraj kupić rowerek biegowy. Na zrealizowanie tego planu czekałam od minionej jesieni, to miał być taki super zakup, taka frajda dla mojego Adasia. Skończyło się oględzinami deskorolek dla Jot i powrotem do domu bez rowerka bo Adaś za żadne skarby nie chciał na nim nawet usiąść! A jak już usiadł to od razu z krzykiem chciał schodzić, płakał i mówił: "nie, dziękuję". No to co miałam go zmuszać ? Kupić to cudo za 170 zł żeby się potem stresować, doprowadzać dziecko do płaczu a siebie do szewskiej pasji jak nie będzie chciał na tym jeździć? W końcu nasze spacery to ma być przyjemność a nie tortura.
Za to na zwykły rowerek dwukołowy (14 cali) z bocznymi kółkami wsiadał z ogromnym zapałem, i próbował jechać, tylko co z tego jak nie umiał pedałować...
Na trójkołowca, którego mamy jeszcze po Jot, wsiada z chęcią i jeździ jak na biegowym odpychając się nogami, więc myślałam, że laufrad będzie spełnieniem jego marzeń, okazało się inaczej :(

piątek, 4 maja 2012

34-ta świeczka

Tak to dziś. I znowu telefon piszczał co parę minut przez pół dnia, na FB pojawiło się naście postów na mojej tablicy. I co z tego ? Jak ja bym chciała żeby Ci ludzi pamiętali o tym szczerze i z serca a nie tylko dlatego, że FB im o tym przypomina, że już nie wspomnę o tych co się nie odezwali mimo przypomnień FB.
Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy ci co dziś się odezwali nie pamiętają o moich urodzinach ale tych co pamiętają można policzyć na palcach jednej ręki i co gorsza nie zalicza się do nich moja przyjaciółka, której co roku odpowiednia notatka w kalendarzu musi o tym wydarzeniu przypominać... Ech, może ja zbyt wiele wymagam, może powinnam się cieszyć, że w ogóle ktoś się do mnie w tym dniu odezwał i, że nie była to jedna jedyna osoba z najbliższego otoczenia ...

Podsumowania kolejnego minionego roku nie będzie, foto świeczki na torcie również nie będzie bo ani tortu ani świeczki nie było, ot, taki sobie zwykły dzień, tylko ja wewnętrznie czułam, że inny, MÓJ ...

Plany i postanowienia na kolejny rok życia?
TAK, mam jedno postanowienie: zacząć w końcu robić to co kocham.
Plan? Jakiś tam jest i zamierzam go zrealizować.

P.S. Nie dostaliśmy się do przedszkola.

piątek, 13 kwietnia 2012

Home sweet home :)

Jihlawa to przepiękne miasto, te uliczki, domy, kamieniczki, naprawdę cudowne, zakochałam się. Zrobiłam oczywiście setki zdjęć. W pracy z koleżanką odwaliłyśmy kawał dobrej roboty (po 10 godzin dziennie), poza tym poznałam bardzo fajnych ludzi i mocno trenowałam angielski całymi dniami a czasem nawet czeski ;) Zjadłam kilka pysznych kolacji w ciekawych miejscach i oczywiście zaliczyłam zakupy na lotnisku. Poza tym mogłam znów polecieć samolotem co zawsze jest dla mnie mega przeżyciem bo choć się boję to uwielbiam latać i kocham samoloty :)
Ale dziś wróciłam już do domu i jestem bardzo szczęśliwa bo wszystko było fajne, praca, ludzie, kolacyjki i wieczorne spacery po mieście ale bez moich Skarbów czułam się tam samotnie i tęskniłam za nimi okrutnie. Poza tym, jak wiadomo, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.Kilka fotek z przelotu wrzuciłam na mojego floga a fotki z Jihlavy pojawią się niedługo na moim bloxie :)

P.S. Niestety po powrocie okazało się, że na drugi dzień po moim wylocie Jot dostał zapalenia ucha i obecnie jest na antybiotyku. Młodszy za to kaszle jak wściekły aż się dusi i katar z nosa nadal się leje. Także jak wyjeżdżałam to stan był taki, że na antybiotyku był Młodszy a Jot zdrowiał bez antybiotyku. Po moim powrocie stan jest taki, że na antybiotyku jest Jot a Młodszy mimo, że antybiotyk skończył wcale nie ozdrowiał :( załamałam się bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i nie wiem już jak leczyć te dzieci :(

piątek, 6 kwietnia 2012

Warsztaty jajcarskie.

Choroba trzyma, ale o tym potem.
Jajka trzeba było pomalować co też żeśmy wspólnymi siłami uczynili, kichając i kaszląc przy tym niemiłosiernie.

Młodszego malowanki trudno było nazwać świadomym malowaniem jajek choć zabrał się do zadania bardzo profesjonalnie...

...efekt końcowy przypominał pisankę wymalowaną chińskim alfabetem :) no i co, mnie się podoba :)



P.S. Chorujemy 5 dzień, poprawa raz przychodzi to znów odchodzi :/ Ja i Młodszy jesteśmy na antybiotyku od wtorku więc z całą pewnością powinno być już lepiej a nie jest. U Młodszego utrzymuje się lekki stan podgorączkowy choć były momenty, że już go nie było, mnie temperatura ogólnie skacze i łeb boli jak nie wiem co :/ A ogólnie wszyscy jak kasłaliśmy tak kaszlemy i katar jaki był taki jest. Czy w ogóle w końcu nastąpi poprawa? Nie wiem nawet czy pójdziemy jutro ze święconką ...
Poza tym okna mam nieumyte, firanki niepoprane i ogólny syf w domu bo wszystkie te porządki przewidziane miałam na ten tydzień. Nie przewidziałam jedynie choroby :/

Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt, rodzinnych, spokojnych i zdrowych...


czwartek, 5 kwietnia 2012

Wiosna nas załatwiła :/

Chorujemy. WSZYSCY.
Poszło lawinowo, najpierw Jot, potem A., zaraz po nim ja i na końcu M.
Ja i A. jesteśmy już na antybiotyku, Jot jeszcze bez a M dopiero zaczął więc zobaczymy na czym się skończy.
Jest koszmarnie, dzieci gorączkują, kaszlą, kichają, jęczą, płaczą, marudzą, glut się z nosa leje ... a ja nie mam sił się nimi zajmować bo kicham, kaszlę, gorączkuję i glut mi się z nosa leje :/ Jest bosko.
A Święta za pasem ... a we wtorek zaraz po Świętach lecę do Czech i bynajmniej nie w celach wypoczynkowo - leczniczych tylko niestety służbowo :/

środa, 14 marca 2012

Rekrutacja

Złożyliśmy wniosek o przyjęcie Młodszego do przedszkola.
Wniosek poszedł do przedszkola, które znamy i (chyba) jesteśmy go pewni bo chodził tam Jot. Znamy panie a panie znają nas. Gdy zobaczyły M z Młodszym i wnioskiem to aż zdziwione były, że to już! No bo przecież ledwo co przychodziliśmy tam odbierać Jot a Młodszy maleńki leżał wtedy w wózku. A tu już przyszedł czas na niego, tak szybko to zleciało ...

I wcale nie jest mi z tym łatwo, martwię się podobnie jak kiedyś przy oddawaniu Jot. Serce mi się kraje, że muszę to moje małe dziecie już wypchnąć w ten szeroki świat i zostawiać same w obcym miejscu i wcale mi się do tego nie spieszy. Chciałabym jak najdłużej mieć go przy sobie i nie musieć martwić się jak on tam sobie sam poradzi i jak zniesie taką zmianę trybu życia, że nagle będzie gdzieś zostawiany na wiele godzin w obcym miejscu. I oczywiście, że w głębi duszy wiem i wierzę, w to, że będzie wszystko dobrze i wiem też, że tak naprawdę to będzie mu tam fajniej niż w domu bo będzie miał towarzystwo dzieci, nowe zabawki, zorganizowane zajęcia itd., wiem też jakie to wszystko ważne dla jego rozwoju. Ale to wcale nie zmienia faktu, że się martwię. A z jeszcze inne strony zupełnie nie wiem co zrobimy jak nas nie przyjmą :(
Nasze przedszkole jest dość popularne i polecane w naszej okolicy. Niestety co za tym idzie jest również najbardziej oblegane :( zresztą które przedszkole nie jest teraz oblegane ?

Wspominam czasy kiedy składaliśmy wniosek o przyjęcie Jot, wtedy jeszcze mieszkaliśmy w Wawie. Złożyliśmy w 3 miejscach a przyjęli nas w aż dwóch !!! Choć były to już czasy kiedy problem z miejscami w przedszkolach był ogromny. A jednak się udało i to aż w dwóch miejscach, byłam tym mocno zaskoczona. Teraz mam wrażenie, że nie pójdzie tak łatwo :/

niedziela, 22 stycznia 2012

w Nowym Roku

Coraz mniej mnie tutaj, po 4 latach blogowania (minęły 6 stycznia) doszłam to etapu, w którym nie odczuwam już takiej potrzeby pisania o swoim życiu jak kiedyś.
Poza tym czasu też coraz mniej, w pracy pracuję, popołudnia mam dla dzieci, wieczorem ogarniam dom a gdy siadam do komputera przeważnie jest już noc. Poza tym moja fotograficzna pasja pochłonęła mnie już całkowicie, mam milion pomysłów na sekundę na różne sesje i wiele z tego realizuję, jak np. ostatnie zabawy z wodą i bąbelkami, to co umieściłam na flogu to zaledwie kropla w morzu z tego co mam jeszcze do pokazania a każdego dnia przybywa mi po ok 100 zdjęć, nie wiem kiedy to wszystko obrobię i pokażę, pewnie gdzieś na emeryturze.

W mojej nowy pracy bywa różnie, są plusy i minusy nowego miejsca i obowiązków, choć z dużą przewagą plusów także bilans wychodzi mimo wszystko na plus. Jednak minusy już oczywiście mnie wkurzają ale ja taka jestem, w gorącej wodzie kąpana ;) nie mam cierpliwości i jak mnie coś wkurza to od razu i na poważnie :/
Jednak jak już napisałam wcześniej bilans mimo wszystko wychodzi na plus i nadal cieszę się z podjętej w październiku decyzji i nie cofnęłabym jej! Minusy mam nadzieję wyeliminować ;)
Tak czy inaczej pracy mam bardzo dużo, przełom roków to chyba najgorszy moment jaki można sobie wybrać na zmianę pracy :/ Kończenie roku w systemie, którego się nie zna i dopiero uczy i w zasadzie bez żadnej pomocy to naprawdę mega wyzwanie, nie było łatwo, narobiłam sporo nadgodzin :/ do tego zmęczenie mocno daje o sobie znać. Tak jeszcze pewnie podziałam przez styczeń i początek lutego, potem powinno się unormować, zobaczymy...

Z innych ważnych spraw to zakończył się pierwszy semestr szkoły. Myślę, że mogę powiedzieć, że Jot skończył go z wyróżnieniem i to podwójnym bo najpierw na zebraniu podsumowującym semestr pani powiedziała, że Jot znajduje się w czwórce najlepiej czytających dzieci a na następny dzień, podczas ostatnich zajęć przed feriami pani powiedziała, że Jot jest najgrzeczniejszym dzieckiem w klasie i, że chłopcy powinni brać z niego przykład. Dzieci biły brawo a ja pękłam z dumy jak się dowiedziałam :D

Młodszy głównie mówi, mówi i mówi, cały czas! Tworzy zdania z dwóch wyrazów, wymawianych po swojemu ale coraz bardziej wyraźnie. Poza tym zamienił się w mały dyktafon i powtarza wszystko, dosłownie wszystko! To co mu się powie i to co usłyszy a słyszy też wszystko. Uwielbiam jego głosik i uwielbiam go słuchać :)
Niestety nadal jest ode mnie przesadliwie uzależniony, od momentu jak wejdę do domu nie liczy się nikt i nic tylko ja a gdy ktoś inny chce coś z nim zrobić to następuje mega histeria bo tylko mama... mama oczywiście nie może ruszyć się na krok bez dziecka, nie może się przebrać, zjeść ani odpocząć i tak trwa to już ponad rok ... ale nie złoszczę się tym, wiem, że są to chwile, za którymi jeszcze kiedyś będę bardzo tęsknić i z łezką w oku wspominać...

sobota, 24 grudnia 2011

Grudzień

1-go grudnia poszłam pierwszy raz do mojej nowej pracy. Dokładnie dzień wcześniej rozłożyło mnie przeziębienie, szlag by to ...! Dzięki Bogu ten mój pierwszy tydzień pracy zaczął się w czwartek więc trwał tylko dwa dni i zaraz nastąpił weekend podczas, którego miałam się zregenerować i ozdrowieć by w pełni sił zacząć następny tydzień. Niestety weekend poprawy żadnej nie przyniósł a nawet wręcz przeciwnie bo pogorszenie :/ a akurat na ten drugi tydzień mojej pracy było zaplanowane przekazanie mi obowiązków przez osobę, której miejsce zajęłam i miałam na to zaledwie 4 dni. Czyli wymarzona sytuacja :/ do dziś nie wiem jak ogarnęłam to wszystko przy moim samopoczuciu, szczególnie, że dzień w dzień siedziałam po ok 10h żeby wszystko przejąć i jak najwięcej wiedzy i umiejętności zdobyć. Efekt był taki, że mnóstwo rzeczy ogarnęłam ale trzeci tydzień pracy zaczęłam już z mega chorobą. Zapalenie zatok orzekła pani doktor gdy wybrałam się do niej w momencie gdy już ledwo widziałam na oczy z bólu :/ Tego samego dnia miałam jeszcze o 20:00 kolację firmową, na którą oczywiście musiałam iść.
W czwartym tygodniu pracy, czyli w tym co się właśnie kończy, w końcu zaczęłam czuć się lepiej. W poniedziałek poszłam do pracy z nadzieją, że do Świąt uda mi się wydobrzeć do końca i będzie spokój. Jeszcze tego samego dnia Młodszy zaczął chorować, rozłożyło go w ciągu dosłownie jednej godziny i po objawach ewidentnie widać było, że zaraził się ode mnie. Świetnie. Niedługo myśląc podaliśmy mu Bactrim bo widać było, że to zakażenie bakteryjne po mamusi i nie było na co czekać bo przecież Święta za pasem. Bactrim jednak nie pomógł i już od środy Młodszy był na antybiotyku. Dostał Augmentin, czyli standard, cieszyłam się, że lekarka przychyliła się ku mojej teorii, że dziecko przejęło chorobę ode mnie i nie kazała nam czekać parę kolejnych dni z decyzją o antybiotyku. Gdy już byłam spokojna, że ze mną lepiej, Młodszy jest leczony i do Świąt wydobrzeje to rozłożył się Jot. A gdy już myślałam, że nic poważnego się z nim nie dzieje i jakoś to będzie to ten zaczął gorączkować i wymiotować a było to w nocy z wczoraj na dziś. Rano gdy wstał i powiedział, że czuje się w miarę dobrze to okazało się, że z Młodszym znów coś jest nie tak bo pojawiły się na nim plamy i krosty. Czerwone a do tego napuchnięte, na całych pleckach, na brzuszku i klatce piersiowej, na buzi, szyi, na karku a nawet na głowie! W pierwszej chwili wystraszyłam się, że jakaś różyczka albo coś podobnego ale potem skojarzyłam, że to uczulenie na amoksycylinę, główny składnik Augmentinu. To akurat po tatusiu. Młodszy brał już kiedyś ten antybiotyk i nie było żadnych reakcji alergicznych. Alergia postanowiła ujawnić się akurat teraz, właśnie dziś, w Wigilię!
Przyznam szczerze, że miałam dziś parę momentów załamania...

I tak właśnie minął nam pierwszy miesiąc mojej pracy i zarazem nowego życia. Czyli tak naprawdę nic nowego tylko choroba za chorobą i tak dokładnie już od października, ciągle coś, kiedy to się skończy ???

A Święta? Święta jak Święta, była oczywiści Wigilia, jest piękna choinka, są super prezenty ... a ja mega zmęczona jestem i marzy mi się zdrowie dla moich dzieci ...

Miłych Świąt Wam życzę ...