czwartek, 26 lipca 2012

Słodko i toksycznie.

Od męża dostałam kwiaty i przepyszną lazanię ze szpinakiem, mniam :)
Tata przywiózł coś słodkiego + jeszcze cosik :)
Szef kupił z mojej okazji wypasioną tartę z budyniem, jagodami i malinami. Też mniam i szok przy okazji ;)
Znów wyjechany starszy dzieć zadzwonił rano z życzeniami i ponoć sam pamiętał :)
Rysiek przytargał w prezencie kolejne zwierze, tym razem mysz polną, biedna mysz :/
Moja ćma hodowlana, w którą przestałam już wierzyć, że się kiedykolwiek wykluje zrobiła to dokładnie dziś, chyba specjalnie dla mnie ;)
Telefon dzwonił i piszczał, więc nawet parę osób pamiętało.
I wszystko pięknie i ślicznie gdyby nie to, że jest ktoś kto skutecznie zatruwa mi życie i odbiera wszelkie chwile radości. A ja jako artystyczna dusza, nadwrażliwiec i miękka istotka bardzo ciężko to znoszę :/  Parę minut temu los przyszedł mi z pomocą i zaprowadził mnie na pewien blog, gdzie trafiłam na taką książkę:

 Może powinnam ją kupić?


UPDATE, Sierpień 2012
Wstawiłam zdjęcia ćmy na mojego fotobloga, jak ktoś ciekaw to zapraszam :)

piątek, 20 lipca 2012

Dalej bez netu ...

Internetu nadal brak, szlag. Wyjaśnienie? Tepsa przegapiła wpłatę i zamiast sobie sprawdzić wyciąg i szbciutko nadrobić swój błąd to kazali zapłacić jeszcze raz (o zgrozo!, że niby to przyspieszy ponowne podłączenie netu) a potem dochodzić sobie swojej nadpłaty. Naiwny ten kto zapłacił czyli my. Wpłaty mają dwie a my netu w ogóle, dziś 3 dzień. $%*^%&*^*$

Z innej beczki.
Chłopaki wyjechani, w sensie tata + starsza latorośl. Nad morze, nasze, polskie. Pogoda ich nie rozpieszczała ale do wczoraj nie było aż tak źle. Dziś wracają. I dobrze bo tęsknimy. A młodsza latorośl przy każdym odgłosie samochodu zza okna, krzyczy: "przyjechali" ? I tak od dnia kiedy chłopaki wyjechali.

***

Wczorajsza rozmowa z młodszym:

A: Jestem pimbinem (pingwinem)
Ja: Jesteś pingwinem? A zaraz idziemy się kąpać.
A: Pimbin nie idzie.
:)

czwartek, 19 lipca 2012

Brak netu = sen

Od wczoraj nie mam netu, moje fotoblogi stoją: zaplanowane notki nie dodane, komentarze nie odpisane. Za to ja, pierwszy raz od nie wiem jak dawna, poszłam spać jak człowiek czyli po 22:00. Może nawet się w związku z tym wyspałam? Także dziękuję Ci Tepso droga, że mogłam zaliczyć trochę snu ;)
Mam jednak nadzieję, że dziś droga Tepso pozwolisz mi trochę popracować bo zaległości mi się robią :/

środa, 18 lipca 2012

Co to za piosenka?

"Mamusiu, włącz mi piesenkę jak dzieci śpiewają o zylafce!"

No i bądź tu mądry. Drugi dzień zastanawiam się o jaką piosenkę chodzi, on drugi dzień prosi a ja nadal nie wiem :/

poniedziałek, 11 czerwca 2012

8 lat ...

... temu, o tej porze, leżałam na łóżku szpitalnym i tuliłam do siebie malutkie zawiniątko. Trochę ponad godzinę wcześniej, o 22:30 urodził się mój Jot.
8 lat ? Kiedy to zleciało, wydaje się niemożliwe...

Pierwszy rok życia dziecka mija bardzo szybko ale kolejne lata lecą jeszcze szybciej...

czwartek, 17 maja 2012

Podaruj sobie odrobinę luksusu :/

Po pierwszym szoku jaki nastąpił po informacji o nieprzyjęciu nas do państwowego przedszkola przyszedł czas na mobilizację i szukanie miejsca dla mojej pociechy.

Research w sieci zrobił mój mąż, ja przeprowadziłam konsultację ze znajomą mamą, która prowadzi w mojej okolicy prywatny żłobek a sama jest mamą dziecka rocznik 2009, które to również nie zostało przyjęte do naszego państwowego przedszkola.
Decyzja zapadła szybciej niż się spodziewałam bo już od wczoraj przedszkole mamy w zasadzie wybrane.

M poszedł z Młodszym na "wizytację" i wyniósł z owego miejsca na tyle pozytywne odczucia, że jesteśmy gotowi oddać tam nasz mały cud ;) W decyzji tej duże znaczenie miała też reakcja Młodszego, który zakochał się przedszkolu od samego wejścia i o wizycie opowiadał z przejęciem przez całą resztę dnia, aż mi łzy wzruszenia w oczach się pojawiły...

Przedszkole, jest kameralne, mieści się w domu, więc od razu odczuwalna jest inna, bardziej domowa atmosfera, grupki dzieci małe, więc panie będą mogły poświęcić więcej uwagi każdemu z dzieci niż w państwowej placówce gdzie w grupach jest po dwa razy tyle dzieci co tu. To samo tyczy się pomocy w jedzeniu czy ubieraniu. Jestem o wiele bardziej spokojna niż byłam te parę lat temu gdy oddawałam Jot i zamartwiałam się czy w tej wielkiej grupie zagubionych trzylatków (wśród których ja sama czułam się wtedy zagubiona) w ogóle ktoś zwróci uwagę na to, że moje dziecie płacze czy na to, że się oblało zupą bo nie umie jeszcze jeść płynnych posiłków sam. Teraz mam w sobie więcej spokoju i pewności, że w takiej małej placówce i mniejszej grupce moje dziecko będzie miało właściwą opiekę.

Także wszystko to oczywiście przemawia na plus za przedszkolem prywatnym tyle, że nie ma nic za darmo a za luksus się płaci :/ i teraz pozostaje pytanie KTO za to zapłaci ...

niedziela, 6 maja 2012

Nie dla nas dwa kółka ?

Pojechaliśmy wczoraj kupić rowerek biegowy. Na zrealizowanie tego planu czekałam od minionej jesieni, to miał być taki super zakup, taka frajda dla mojego Adasia. Skończyło się oględzinami deskorolek dla Jot i powrotem do domu bez rowerka bo Adaś za żadne skarby nie chciał na nim nawet usiąść! A jak już usiadł to od razu z krzykiem chciał schodzić, płakał i mówił: "nie, dziękuję". No to co miałam go zmuszać ? Kupić to cudo za 170 zł żeby się potem stresować, doprowadzać dziecko do płaczu a siebie do szewskiej pasji jak nie będzie chciał na tym jeździć? W końcu nasze spacery to ma być przyjemność a nie tortura.
Za to na zwykły rowerek dwukołowy (14 cali) z bocznymi kółkami wsiadał z ogromnym zapałem, i próbował jechać, tylko co z tego jak nie umiał pedałować...
Na trójkołowca, którego mamy jeszcze po Jot, wsiada z chęcią i jeździ jak na biegowym odpychając się nogami, więc myślałam, że laufrad będzie spełnieniem jego marzeń, okazało się inaczej :(

piątek, 4 maja 2012

34-ta świeczka

Tak to dziś. I znowu telefon piszczał co parę minut przez pół dnia, na FB pojawiło się naście postów na mojej tablicy. I co z tego ? Jak ja bym chciała żeby Ci ludzi pamiętali o tym szczerze i z serca a nie tylko dlatego, że FB im o tym przypomina, że już nie wspomnę o tych co się nie odezwali mimo przypomnień FB.
Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy ci co dziś się odezwali nie pamiętają o moich urodzinach ale tych co pamiętają można policzyć na palcach jednej ręki i co gorsza nie zalicza się do nich moja przyjaciółka, której co roku odpowiednia notatka w kalendarzu musi o tym wydarzeniu przypominać... Ech, może ja zbyt wiele wymagam, może powinnam się cieszyć, że w ogóle ktoś się do mnie w tym dniu odezwał i, że nie była to jedna jedyna osoba z najbliższego otoczenia ...

Podsumowania kolejnego minionego roku nie będzie, foto świeczki na torcie również nie będzie bo ani tortu ani świeczki nie było, ot, taki sobie zwykły dzień, tylko ja wewnętrznie czułam, że inny, MÓJ ...

Plany i postanowienia na kolejny rok życia?
TAK, mam jedno postanowienie: zacząć w końcu robić to co kocham.
Plan? Jakiś tam jest i zamierzam go zrealizować.

P.S. Nie dostaliśmy się do przedszkola.

piątek, 13 kwietnia 2012

Home sweet home :)

Jihlawa to przepiękne miasto, te uliczki, domy, kamieniczki, naprawdę cudowne, zakochałam się. Zrobiłam oczywiście setki zdjęć. W pracy z koleżanką odwaliłyśmy kawał dobrej roboty (po 10 godzin dziennie), poza tym poznałam bardzo fajnych ludzi i mocno trenowałam angielski całymi dniami a czasem nawet czeski ;) Zjadłam kilka pysznych kolacji w ciekawych miejscach i oczywiście zaliczyłam zakupy na lotnisku. Poza tym mogłam znów polecieć samolotem co zawsze jest dla mnie mega przeżyciem bo choć się boję to uwielbiam latać i kocham samoloty :)
Ale dziś wróciłam już do domu i jestem bardzo szczęśliwa bo wszystko było fajne, praca, ludzie, kolacyjki i wieczorne spacery po mieście ale bez moich Skarbów czułam się tam samotnie i tęskniłam za nimi okrutnie. Poza tym, jak wiadomo, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.Kilka fotek z przelotu wrzuciłam na mojego floga a fotki z Jihlavy pojawią się niedługo na moim bloxie :)

P.S. Niestety po powrocie okazało się, że na drugi dzień po moim wylocie Jot dostał zapalenia ucha i obecnie jest na antybiotyku. Młodszy za to kaszle jak wściekły aż się dusi i katar z nosa nadal się leje. Także jak wyjeżdżałam to stan był taki, że na antybiotyku był Młodszy a Jot zdrowiał bez antybiotyku. Po moim powrocie stan jest taki, że na antybiotyku jest Jot a Młodszy mimo, że antybiotyk skończył wcale nie ozdrowiał :( załamałam się bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i nie wiem już jak leczyć te dzieci :(