środa, 29 stycznia 2014

Refresh

Odświeżyłam trochę mojego bloga, wizualnie :)
Chodzą mi jednak po głowie turkusy z małym dodatkiem czerwieni, więc obecny wygląd nie stanowi chyba jeszcze ostatecznej wersji.
Kobieta zmienną jest ;)

UPDATE, 31.01.14 godz. 15:30
To co teraz widać na moim blogu to już prawie ostateczna wersja mojego szablonu :)
W przypływie weny pokusiłam się też o zmianę wystroju Anja Fotografia
Jak podobają się Wam efekty mojej pracy?
Bo ja sama muszę przyznać, że coraz bardziej podoba mi się kombinowanie z szablonami.

wtorek, 28 stycznia 2014

Just LOVE it!

Dzwonisz do pewnej znanej kliniki, wybierasz kolejno numerki aby połączyło Cię z właściwym operatorem, czekasz ponad 3 minuty słuchając męczącej muzyki. Gdy wreszcie muzykę przerywa połączenie z operatorem jednocześnie słyszysz "pik" i połączenie zostaje przerwane. Dzwonisz drugi raz, znów to samo, wybierasz numerki, słuchasz muzyki, czekasz, znów ponad 3 minuty. W końcu operator się zgłasza i co słyszysz? Awaria systemu prosimy zadzwonić później.

środa, 22 stycznia 2014

Minął rok ...

Od kilku dni mam coś w rodzaju nawrotu rwy kulszowej, to nie jest dokładnie ten sam ból co przed operacją ale w tym samym miejscu a w zasadzie to tym razem obejmujący prawie całą nogę. Nie mogę na tej nodze ustać, muszę ją podkurczać, jak siedzę to idzie mi ból w udo, więc nie mogę też za bardzo siedzieć. Z chodzeniem jako tako ale też nie za długo.
Po operacji zeszła rwa kulszowa, to oczywiste, odciążają korzeń nerwowy to i rwa znika, ale kręgosłup jest już kręgosłupem naruszonym i jego regeneracja to jedna wielka niewiadoma. U mnie nigdy nie było takiego momentu żebym mogła powiedzieć, że funkcjonuję już normalnie, mój kręgosłup jakoś nie chciał się zregenerować a do tego dochodziły tylko kolejne problemy zdrowotne.

Od mojej operacji wczoraj minął rok.
Chyba nie muszę pisać, że jestem przerażona...

P.S. Za to wynik markera CA 125 odebrałam dziś i jest w normie :) Tak czy inaczej z moją torbielą na jajniku coś będzie trzeba dalej postanowić... o torbieli tu jeszcze nie pisałam, zdiagnozowaną miałam w grudniu.

piątek, 17 stycznia 2014

Ospa i inne atrakcje.

W tym tygodniu Młodszy poszedł pierwszy raz do przedszkola po ospie. Za zdrowego został uznany zaraz po Nowym Roku ale pani doktor poradziła aby przetrzymać go tydzień w domu ze względu na osłabienie odporności po przebyciu dwóch chorób zakaźnych jednocześnie. Łudziłam się, że ten dodatkowy tydzień w domu rzeczywiście coś przyniesie... przyniósł tylko to, że ja mój najgorszy moment choroby przeszłam w towarzystwie dziecka, które chodziło po ścianach z nudów (w końcu siedziało w domu już 3 tydzień.) i roznosiło cały dom w czasie gdy matka zdychała na sofie a tata starał się ogarnąć dwoje dzieciaków, dom i zdychającą żonę.

Młodszy poszedł do przedszkola w ten poniedziałek i wczoraj wrócił już z nowym wirusem, zaczął od wymiotów, które przeciągnęły się na noc a potem doszedł katar i mały stan podgorączkowy. Od dziś znowu siedzi ze mną w domu.

Ja natomiast oczywiście najgorszy moment mam już za sobą, to były pierwsze 4 dni od wysypu 7-go stycznia. Bolało mnie wtedy dosłownie wszystko, cała skóra, po kolei różne stawy, kręgosłup, każdy mięsień a najbardziej głowa przez 24h na dobę. Odezwało się też gardło, bąble miałam za obydwoma migdałami i ból przypominał ból jak przy anginie, ucieszyłam się, że skoro tam wysypało to już więcej nie wysypie. Niestety bąble bardzo szybko pojawiły się prawie w całej buzi, na policzkach od środka, wysoko na podniebieniu, pod językiem, na języku a nawet kilka na dziąsłach! Miałam obolałą całą gębę. W następnej kolejności doszły powiększone węzły chłonne i ból uszu. Do tego wszystkiego oczywiście mega osłabienie.
Po czwartej dobie różne dolegliwości zaczęły częściowo ustępować i poczułam ulgę. Gdy minął tydzień odważnie pomyślałam nawet, że chyba mam to już za sobą. Skończyłam brać Heviran. I dwa dni później jak bumerang wrócił ból głowy i ból mięśni. Męczę się z tym do dziś. Ale tak naprawdę to dopiero drugi tydzień ospy, starszym ponoć wyjście z tego zajmuje nawet kilka tygodni...

W poniedziałek miną mi 4 tygodnie jak ostatni raz byłam na dworze*, to było 23-go grudnia. Od tamtej pory siedziałam najpierw 2 tygodnie z chorującym Młodszym a potem rozchorowałam się ja i tak minęły kolejne dwa tygodnie. Nie ukrywam, że mój własny dom zaczyna mnie przytłaczać a zamknięcie w nim z ciągłymi chorobami jest dość mocno frustrujące.

Jutro planowałam w końcu spacer z Młodszym ale coś czuję, że w obecnej sytuacji nigdzie nie pójdziemy.

*pomijając wypad do lekarza w sprawie mojej ospy i 10 minutowego wyjścia przed dom dwa dni temu, kiedy to powstały te zdjęcia. Jakże mogłabym odpuścić sfotografowanie tak pięknego śniegu ;)

wtorek, 7 stycznia 2014

Książkowo i jak z zegarkiem w ręku ...

... równiutko w 14-tym dniu od wyklucia się ospy u Młodszego ospa wykluła się u mnie, dzisiaj.
Właśnie dowiaduję się co to znaczy, że starsi przechodzą takie choroby ciężej.
Naiwna byłam myśląc, że mnie to jednak ominie.
Mam 1001 pęcherzyków (krost i kropek) prawie wszędzie, obręcz zaciśniętą na głowie a mięśnie i stawy chyba chcą się rozerwać na strzępy tak mnie rwą, mam obolały każdy centymetr ciała, na zewnątrz i wewnątrz.

piątek, 27 grudnia 2013

Nasze świętowanie ...

Zdrowych, spokojnych i pogodnych świąt w rodzinnym gronie, to takie popularne życzenia często wypowiadane w ostatnich dniach. U nas niestety nie było ani zdrowo ani w rodzinnym gronie ani tym bardziej spokojnie i radośnie.

Starszy zachorował na tydzień przed świętami, niby zwykły wirus a ciągnie się za nim do dziś. Młodszy dołączył na dwa dni przed świętami. 
22-go grudnia zaczął dzień od gorączki a skończył wymiotami i lekką wysypką na ciele. 
23-go rano obudził się z wysypką i opuchniętą buzią.
Wysypka obejmowała cały tułów, czoło, policzki i zgięcia łokci. Jednak ustępowała po podaniu leku przeciwgorączkowego co bardzo zmyliło moją czujność i gdy okazało się, że nie ma naszej pediatry ani numerków do tej co była na dyżurze to postanowiłam jednak poobserwować jeszcze Młodszego jeden dzień i na spokojnie załapać się na numerek na dzień następny.
Młodszy został tego dnia z moim tatą bo ja miałam do załatwienia milion spraw i  musiałam wyjść. 
Gdy wychodziłam dramatu nie było. 
Gdy wróciłam już był. 
Młodszego zastałam półprzytomnego na kanapie, charczącego. Na buzi balon, wysypka jak ta lala. Gorący jak piec. Gdy poniosłam go do zmierzenia temperatury zaczął majaczyć. Słupek pokazał 39,8. 
Po leku trochę odżył ale wysypka już nie ustąpiła, opuchlizna również nie.
24-go rano wysypka się jeszcze powiększyła i uwidoczniła. 
Jakimś cudem bez problemu załapaliśmy się do lekarza.
Przed wizytą przy ubieraniu dokładnie jeszcze obejrzałam Młodszego i jego wysypkę.
Pod gabinetem spotkaliśmy dziewczynkę z grupy Młodszego z przedszkola. 
Wychodziła ze zdiagnozowaną ospą.  
No fakt, olśniło mnie, przecież ok 2 tygodnie temu panie zgłaszały rodzicom przypadek ospy w przedszkolu.
Tylko u nas to mimo wszystko nie wyglądało na ospę, jeżeli już to na różyczkę.
Okazało się jeszcze co innego. 
Pani dokotor oglądała Młodszego bardzo długo i dokładnie, zbadała każdy centymetr ciała a potem tak samo dokładnie wytłumaczyła nam rodzicom jakie 100% objawy szkarlatyny ma nasze dziecko.
Wszystko się zgadzało, kolor, rodzaj i umiejscowienie wysypki a do tego opuchlizna twarzy, gardła i języka, który dodatkowo zmienia kolor na szkarłatny i pokrywa się bruzdami, przez co nazywany jest językiem malinowym, truskawkowym lub po prostu szkarłatnym i jest jednym z podstawowych objawów szkarlatyny.

I wszystko byłoby już jasne jednak przy badaniu zauważyłam na brzuchu Młodszego 3 wyraźne krosty, zdecydowanie wyróżniające się na tle wysypki szkarlatynowej a w dodatku powstałe prawie na moich oczach bo jeszcze parę minut wcześniej gdy oglądałam Młodego przy ubieraniu tych 3 kropek na bank nie było, brzuch był wysypany tylko szkarlatyną. Zwróciłam na to uwagę pani doktor, która powiedziała, że to zdecydowanie nie są krosty szkarlatynowe a skoro u dziecka w przedszkolu jest ospa to może to być tylko to ale na razie na diagnozę za wcześnie bo 3 krosty to za mało. 
Dostaliśmy dokładne wskazówki co do szkarlatyny i receptę na antybiotyk gdyż szkarlatynę wywołuje bakteria i antybiotykiem się ją zwalcza. Dodatkowo w związku z podejrzeniem ospy, nurofen który dawaliśmy przeciwgorączkowo mieliśmy zamienić na paracetamol gdyż przy ospie nie wolno podawać ibuprofenu. Wróciliśmy do domu.
Ospa ostatecznie wykluła się jeszcze tego samego dnia przed wieczorem.
25-go był już pełen wysyp.
Święta jak można się domyślać mieliśmy z głowy...
A Młodszy opuchnięty, wysypany, z temperaturą był tak biedny, że aż żal było patrzeć...
Poza tym dwie zakaźne choroby naraz to naprawdę dużo dla jednego małego organizmu.

Dziś jest trochę lepiej, szkarlatyna jest już mocno przysłonięta ospą. Antybiotyk podajemy, ospę suszymy gencjaną i łagodzimy zyrteciem.

Wam wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądacie i tym, którzy trafili tu przypadkiem przesyłam najlepsze życzenia: spełnienia marzeń, wiele radości i zdrowia, przede wszystkim zdrowia... poświątecznie i już też noworocznie :)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Dołączył do grona ...

Paul Walker 12.09.73 - 30.11.13
dla mnie to nie "Szybki i wściekły" Brian O'Conner, tylko Brandon Collins z "Żaru Młodości", kochałam się nim jako nastolatka gdy świat jeszcze o nim nie wiele wiedział ;)
  
Heath Ledger 04.04.79 - 22.01.08
Tu chyba nie trzeba komentarza...

Brad Renfro 25.07.82 - 15.01.08 
mało kto pewnie go kojarzy a był bardzo dobrze zapowiadającym się aktorem, moje dwa ulubione filmy z nim to "Klient" i "Uśpieni", obydwa bardzo dobrze oceniane. Czekałam na kolejny tytuły z nim aż pewnego dnia w artykule o śmierci Heatha Ledgera przeczytałam również o śmierci Brada. 
Cały świat mówił wtedy tylko o Ledgerze ...

Jonathan Brandis 13.04.76 - 12.11.03
Przede wszystkim niezapomniany Lucas z SeaQuest

River Phoneix 23.08.70 - 31.10.93
"Moje własne Idaho" i wiele, wiele innych, poza tym moja miłość z czasów podstawówki :p

Brandon Bruce Lee - 01.02.65 - 31.03.93

sobota, 2 listopada 2013

Bilansowe strachy

Mój pobyt w sanatorium powoli dobiega końca. Jutro zaczynam ostatni tydzień. To miał być czas regeneracji, leczenia, relaksu i takich tam innych momentów tylko dla mnie. Nie do końca tak było/jest ale to długa historia i nie w temacie posta, więc może innym razem.

A co do bilansu to na chwilę przed moim wyjazdem zaliczyliśmy z Młodszym bilans czterolatka. Poszłam spokojna, bo przecież co to dla mnie taki bilans, nie jeden mam już za sobą mając dwoje dzieci. Poza tym sama wiedziałam co jest nie tak i na co chcę skierowania itd, itp. Jakież było moje zdziwienie gdy pani doktor dopatrzyła się jeszcze paru innych nieprawidłowości w tym jakichś szmerów, ze strachu nawet nie napiszę gdzie.
Tak czy inaczej lista skierowań jaką otrzymaliśmy jest długa:
1. Alergolog - bo Młodszy wykazuje silne powiązanie genetyczne ze swoim tatą ;) i podobnie jak on ma różne alergiczne objawy, czas zbadać ich przyczynę.
2. Ortopeda - niestety Młodszy bardzo koślawi stopy, szczególnie jedną :( na razie na własną decyzję kupiliśmy buty profilaktyczne (po przeprowadzeniu konkretnego rozeznania w temacie) zdecydowałam się na buty Mrugały.
3. Kardiolog -  tak jak pisałam, szmery :(
4. Chirurg - brrr, podejrzenie stulejki. Dla mnie to temat od czapy bo jestem wychowana na szkole, że chłopcom nic się tam nie rusza i wszystko się samo normuje. Ale pani doktor kazał pokazać Młodszego chirurgowi :/
5. Laryngolog i okulista - ale tu już jesteśmy w trakcie.
Laryngologicznie badamy się od lata. Młodszy miał/ma niedosłuch, w trakcie, po i czasem jeszcze bardzo długo po infekcjach. Wykresy wychodzą płaskie. Czasem na chwilę się odblokuje a potem znowu beton :/ Przed nami kolejne badanie słuchu po miesięcznej kuracji. Zobaczymy.
A okulista to jak już pisałam w poprzednim wpisie, Młodszy nosi okulary. Zaczęło się od zezowania jednym oczkiem :( na badaniu bez atropiny wyszła duża wada, po atropinie badanie się potwierdziło. Jedno oko + 7,5, drugie +8. Jak się okazało to bardzo duża wada. Młodszy nosi okularki (jak denka od słoików) od 20 września. Na kontroli po miesiącu noszenia pani doktor dołożyła obturator na jedno oczko. Bidny ten mój Młodszy ale co zrobić, leczyć trzeba... Na razie bardzo dobrze idzie noszenie i okularów i obturatora, który to Młodszy sam sobie wybrał :) Niedługo kolejna wizyta kontrolna.

To byłoby na tyle jeżeli chodzi o bilans...

A z innych spraw to powoli szykuję się do zorganizowania na moim blogu zabawy "Podaj dalej", na którą to z ogromnym zaskoczeniem załapałam się w bardzo trudnym dla mnie czasie bo w zaledwie miesiąc po operacji... a prezent jaki otrzymałam był przecudny :) wkrótce zamierzam go pokazać na blogu a potem podać dalej w swojej wersji ;)

piątek, 18 października 2013

Rozłąka

Od wczoraj jestem w sanatorium.
Nie spodziewałam się, że będę TAK tęsknić...
Bałam się przyjazdu tutaj i nawet w ogóle tego nie chciałam.
W ramach przekonywania samej siebie myślałam o korzyściach zdrowotnych (ale to akurat nie jest gwarantowane po pobycie) i o możliwości odpoczynku i chwilowego odsapnięcia bo w domu ciągłe urwanie głowy a ja ciągle ze sprawnością na bakier, więc wszystko męczyło mnie dwukrotnie. Rozmyślałam sobie jak to między zabiegami będę miała chwile relaksu i czas tylko dla siebie... 
CZAS TYLKO DLA SIEBIE (!!!) 
czego to ja miałam w tych chwilach nie zrobić...
Te chwile lecą od wczoraj a ja nie zrobiłam nic. Nic z tego co sobie zaplanowałam.
Już w drodze nastrój mi nie dopisywał a po przyjeździe nie było lepiej. Wczoraj płakałam za dziećmi i domem jak bóbr i nie mogłam sobie znaleźć miejsca. A miejsce, w którym byłam wydawało mi się jakieś takie mało przyjazne. 
I jakaś taka nijakość mnie ogarnęła. 
Czytałam, myślałam, łaziłam, jadłam, płakałam i tyle.
Dziś już trochę lepiej ale przede mną chyba ciężkie i długie 3 tygodnie...

P.S. Gdy już pozbieram się do kupy to napiszę o naszym bilansie czterolatka, ale tu też niezbyt kolorowo :/

czwartek, 10 października 2013

Świętowaliśmy ...

Mój Starszy syn z różnych powodów ochrzczony (co za trudne słowo ;) był dopiero w wieku 4 lat i przy okazji swoich czwartych urodzin. Byłam wtedy w trakcie wyczekiwania swojej drugiej ciąży... Wiele miesięcy później moje wyczekiwania zakończyły się sukcesem a jeszcze parę miesięcy później, 6 października 2009 roku na świat przyszedł mój Młodszy synek. Zanim jeszcze się narodził plany miałam takie żeby jego chrzest odbył się w bardziej tradycyjny sposób czyli w momencie gdy będzie jeszcze małym zawiniątkiem leżącym cicho (lub głośno) w beciku, kocyku czy innej otulince... Jednak plany planami a życie życiem i tak czystym zbiegiem okoliczności wszystko co nie zgrywało się do tej pory, zgrało się nagle "tu i teraz" i w przeddzień swoich czwartych urodzin mój Młodszy synek został ochrzczony ...

Po chrzcie na uroczystej kolacji świętowaliśmy obie okazje ...

... a czemu zebry na chrzest? a bo moje dziecko wciąż niezmiennie i nieustannie żyje miłością i pasją do zwierząt, także tort bez zwierzęcia nie mógł być ;)
Dzień później, w urodziny, w ramach kontynuacji świętowania i prezentu urodzinowego Młodszy został zabrany do pewnego parku rozrywki, w którym był na swoich urodzinach w zeszłym roku i, o którym mówił przez cały ten rok bardzo często i pytał kiedy znów tam pojedzie... w końcu jego marzenie się spełniło :) 
Jak widać na załączonych obrazkach zabawa była przednia i zebra również i tu była ;)
Powtórne gaszenie świeczek na pozostałości tortu również było, no ba jak to tak w dzień urodzin świeczek nie zgasić ;)
P.S. Dawno mnie nie było, cieszę się, że czasem jeszcze ktoś do nas zagląda i pyta co z nami... wiele się zmieniło, o tym, o okularach, na które na pewno Ci co nas znają zwrócili uwagę, o stopach, słuchu i innych sprawach napiszę w kolejnym wpisie, w końcu bilans czterolatka przed nami :)