poniedziałek, 14 marca 2011

Pół roku minęło ...

Pół roku temu (13 września) wróciłam do pracy, nawet nie zuważyłam kiedy to zleciało.
I nadal bym nie zauważyła ale komputer w pracy mi przypomniał bo zażądał zmiany hasła a żąda zawsze co pół roku i wtedy mnie tknęło, że przecież ledwo co zmieniałam, niedawno, po powrocie do pracy, to czego on ode mnie chce? A tu jednak wcale nie tak niedawno tylko właśnie pół roku temu...

Inna sprawa, że niedawno M powiedział, że już pół roku siedzi w domu z Małym A, tylko ja wtedy zupełnie nie połączyłam tego z moją pracą, zakręcona ;)

Jestem zadowolona, że wróciłam do pracy, M świetnie radzi sobie z Małym A a Mały A świetnie czuje się z M., ja wyrwałam się z domu a moje chłopaki mieli możliwość zbliżyć się do siebie co bardzo mi się podoba i cieszy :) Uwielbiam gdy M dzwoni do mnie i z dumą w głosie oznajmia, że nasz synek zrobił to czy tamto i umie już coś tam nowego. Gdybym była cały czas w domu to A nigdy nie zbliżyłby się do ojca bo nie dopuszczał do siebie nikogo oprócz mnie, tylko ja mogłam go ubrać, przewinąć, dotknąć, bawić, nosić, i w ogóle być przy nim. W żaden sposób nie mogłam namówić A żeby pobył też trochę z tatą. I nadal tak jest, że gdy jestem w domu to nikt inny dla Małego A się nie liczy i histeryzuje gdy oddalę się od niego choćby na metr ale już nie przeraża mnie tak bardzo to jego uzależnienie bo wiem, że tata też dla niego jest ważny i wiem, że świetnie się rozumieją, gdy oczywiście nie ma mnie w pobliżu ;) Gdy jeszcze siedziałam w domu to martwiłam się o ten brak więzi Małego A z tatą, teraz już się nie martwię, są ze sobą całe dnie i świetnie się dogadują :) Do tego jeszcze Mały A jest przy M zupełnie innym dzieckiem, zamienia się dosłownie w anioła. M czasem przysyła mi zdjęcia jak A siedzi sobie spokojnie na sofie, pod kocykiem i bajki ogląda! Często bawi się sam, nie krzyczy, nie złości się, zjada wszystko co M mu poda... przy mnie takie rzeczy się nie dzieją, zresztą napiszę to w zaległej notce o ukończonym 17 miesiącu...

Wracając do tematu to naprawdę muszę powiedzieć, że powrót do pracy wyszedł mi na dobre i mimo, że tęsknię, w czasie dnia brakuje mi przytulania puchatych policzków, całowania malutkich stopek i oglądania słodkich minek i w niektóre niedziele mam doła, że do pracy trzeba wrócić to jak już minie poniedziałek i się rozkręcę to wcale nie jest tak źle :) Nie jestem typem karierowiczki ale z drugiej strony nie mogłabym chyba tak na stałe siedzieć w domu. Potrzebuję też trochę jakiegoś innego zajęcia, innej odpowiedzialności niż tą, którą mam na codzień w domu. Jedyne co tak naprawdę mi przeszkadza to te dojazdy :( Czuję totalne marnotrawstwo tego czasu gdy jestem w drodze z lub do pracy :((( Czasu, który mogłabym po pracy spędzać z dziećmi. A ja spędzam 2 godziny (w jedną stronę!!) w zapchanym tramwaju, metrze i autobusie :(
I to naprawdę mnie wkurza.

3 komentarze:

  1. No i zobacz jak to zleciało! A jakby dopiero co "marudziłaś", że trzeba wracać do pracy i jak to będzie... Wszystko się układa :-)

    I wiesz co, z podziwem i zazdrością czytam o świetnych kontaktach A. z M. Naprawdę masz powód do radości i dobrze, że to doceniasz!
    Pozdrawiamy wiosennie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. a mi za niecały miesiac w takim razie minie pol roku. I tez jestem zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowite, ale ten czas leci....
    szymanska25

    OdpowiedzUsuń