wtorek, 26 kwietnia 2011

Wzruszenie...

Każdego dnia mam wrażenie, że już bardziej rozczulić mnie te moje dzieci nie mogą a potem przychodzi następny dzień i okazuje się, że jednak mogą.

Parę dni temu, jest wieczór, Mały A usypia z tatą na górze ja jestem z Jot na dole i szykuję mu kolację, przyszykowaną stawiam przed nim na stole i krzątam się dalej po kuchni, po paru minutach dołączam w końcu do niego wraz ze swoją kolacją, siadam i patrzę, że Jot siedzi nad swoim talerzem, z którego nic przez te parę minut nie ubyło. Pytam:
"czemu nie jesz?"
a odpowiedź jaką usłyszałam do teraz brzmi mi w uszach:
"czekam na Ciebie bo przy Tobie smakuje lepiej mamusiu".
Padłam.

sobota, 23 kwietnia 2011

Zgodnie z planem ...

... wczoraj wieczorem robiliśmy pisanki ...
... za sprawą małego wypadku przy pracy nasze pisanki mają, powiedzmy, bardzo oryginalne ubarwienie ;) ale jak dla mnie i tak są piękne :)

To moja pisanka:


 to dzieło Starszego:


to taty:


a tu nasze wspólne :)

 
Tylko z rzeżuchą trochę się spóźniliśmy, bo dopiero nam rośnie...


ale to nic, grunt, że pisanki gotowe :) czekamy tylko na babcię i idziemy święcić :)

WESOŁYCH ŚWIĄT I WSZYSTKIEGO DOBREGO DLA WAS KOCHANI !!!


środa, 20 kwietnia 2011

mix wiadomości

Na początek wiadomość z ostatniej chwili :)
Jot rusza się pierwszy mleczny ząb !!!
Dla mnie jako mamy to ogromne wydarzenie, dla niego zresztą też :)
Czekaliśmy na to już od dłuższego czasu i nie ukrywam, że mnie osobiście nawet zaczął niepokoić trochę fakt, że jego rówieśnikom mleczaki już od dawna wypadają i mają już nawet po kilka zębów stałych! Wytłumaczeniem u nas było oczywiście to, że Jot późno ząbkował (podobnie jak teraz jego młodszy brat) i w związku z tym później też miałt tę zęby zacząć wypadać. To logiczne ale z drugiej strony wydawało mi się, że to "później" zaczyna się zbyt opóźniać. Teraz mogę znów na spokojnie cieszyć się z późnego ząbkowania :)
Już nie mogę doczekać się jak wrócę do domu i zobaczę, który to ząbek :) No i ta jakaś Wróżka Zębuszka musi chyba pieniążki powoli szykować :D
Ja nie byłam wychowywana na Wróżce Zębuszce ale mój starszak gdzieś tę teorię poznał więc nie będę negować, niech ma z tego wypadania ząbków trochę frajdy, tym bardziej, że u nas nie ma za to zasady z przychodzącym zajączkiem wielkanocnym, więc będzie miał coś w zamian :)

Skoro już jesteśmy przy różnych teoriach zajączków, wróżek i innych związanych z prezentami to wczoraj przyżyliśmy nie mały szok jak Jot poinformował nas, że pani w szkole powiedziała, że ani zajączek ani święty mikołaj prezentów nie przynoszą tylko dają je rodzice. Szczena nam opadła, M wściekły zadzwonił do pani sprawę wyjaśniać, no bo co to za zwyczaje żeby takie rzeczy opowiadać dzieciom, które są jeszcze na etapie wierzenia w mikołaja i po co im tę wiarę tak wcześnie odbierać i to jeszcze przez nauczyciela ? Ja rozumiem, że jakieś inne dziecko by coś palnęło i tak spodziewałam się, że prędzej czy później do tego dojdzie (w końcu to już szkoła), no ale żeby nauczyciel ??? Jak się okazało nie do końca to była to wina nauczycielki bo faktycznie jakieś dziecko też brało udział w tej dyskusji no ale jak też się okazało pani nie zrobiła nic żeby sytuację uratować :/

Jak na razie ten rok (mam na myśli ostatni rok życia) okazuje się bardzo przełomowy dla mojego Jot, w ciągu ostatnich kilku miesięcy z małego chłopczyka przeistoczył się w dużego chłopca, który nauczył się pływać, czytać, jeździć na rowerze (no prawie) i gubi zęby ;) no i niestety już wie, że Święty Mikołaj prawdopodobnie nie istnieje :/ a za parę miesięcy będzie już pierwszakiem!

Z innych spraw to odliczam już dni bo na początku maja czeka mnie tydzień urlopu. Na majówkę nigdzie nie jedziemy bo M pracuje w Święta i weekendy ale w pozostałe dni będziemy mogli pobyć razem, a ja ogólnie będę mogła pobyć z dzieciakami no i całe dnie robić zdjecia :D już nie mogę się doczekać :) poza tym w pewien dzień na początku maja będę gasić kolejną świeczkę na kolejnym torcie, którego się oczywiście wcale nie spodziewam ;) spodziewam się z to cudnej pogody bo zawsze w moje urodziny jest słonecznie i ciepło, no może z pominięciem zeszłego roku kiedy to nie wiedzieć czemu padało i było zimno, mam nadzieję, że był to jednorazowy przypadek.

Zanim jednak doczekam się maja, urodzin i urlopu to muszę przetrwać koniec kwietnia i Święta, które niestety u nas nie będą miłą, rodzinną sielanką bo tak jak wcześniej pisałam mój M w weekendy i Świeta pracuje więc czekają nas kolejne Święta w samotności :( pierwsze takie zaliczyliśmy już rok temu i wiem, że z pewnością wolałabym abyśmy byli w komplecie... ale no cóż, nie będziemy i teraz moja w tym rola żeby mimo wszystko dzieci poczuły rodzinną atmosferę Świąt. Porobiłam już plany, w piątek wieczorem zrobimy z Jotem pisanki. Zawsze robiliśmy dopiero w sobotę rano ale teraz gdy będziemy sami to nie ma mowy żebyśmy dali radę przy Małym A zrobić cokolwiek dlatego zaczniemy w piątek wieczorem. W sobotę w ramach spaceru pójdziemy do kościoła ze święconką, pójdzie z nami babcia i wejdzie z Jot do kościoła a ja z Małym A zostanę na dworzu przed kościołem bo A pewnie będzie spał (wyjdziemy na czas jego drzemki) a nawet dgyby nie spał to nie ma takiej opcji żeby usiedział w kościele tak po prostu w wózku a jakbym go wypuściła to by biegał po całym kościele a u nas święcenia odbywają się na takim specjalnym stole ustawionym w drzwiach więc nawet nie można wejść na dalszą część kościoła. W niedzielę zrobimy u nas małe śniadanie (tylko dla nas) a na obiad pójdziemy już do rodziny. Na poniedziałek Jot też ma już zplanowane atrakcje związane ze śmigusem także mam nadzieję, że jakoś nam te święta miną... a potem już tylko 3 dni pracy i URLOP :)))

No i na koniec napiszę jeszcze, że ruszam z nowym blogiem a w zasadzie fotoblogiem :) kilka dni męczyłam się nad formą wizualną (no bo przecież ja muszę mieć wszystko po swojemu i dopasowane pod każdym względem tak jak mi się podoba i pasuje), kombinowałam z kodem css aż w końcu wykombinowałam także na dniach wrzucę pewnie pierwsze zdjęcia. Na razie blog będzie otwarty ale w przyszłości prawdopodobnie go zamknę i będzie tylko dla rodziny i znajomych ponieważ blog będzie miał tematykę dziecięcą :)
Nie będę tam podawać imion, nazw, miejścowości itd, nadal chcę zachować jako taką anonimowość (o ile to w ogóle realne w necie?) ale przyznam szczerze, że pozazdrościłam innym blogującym mamom ich fotoblogów dziecięcych i pomyślałam, że też taki chcę mieć :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Dzień marudy i niejadka.

Dzień marudy i niejadka odbył się u nas wczoraj.
Mały A. zazwyczaj bardzo ładnie je, problemy z jedzeniem, które opisywałam tutaj, były tymczasowe. Ostatnio z jedzeniem nie było żadnych problemów, przykładowym dnie może być ostatnia sobota kiedy to wszystko szło zgodnie z planem a w przypadku obiadu to nawet ponad:

1 śniadanko: butla mleka + ciastka
2 śniadanko: micha kaszy + trochę jabłka + sok
obiadek: cały duży słoiczek + cały talerz jajecznicy z ok 2 jajek! + sok
Tu muszę wyjaśnić skąd się ta jajecznica na obiad wzięła :) Bo nie mam w zwyczaju robić jajecznicy w godzinach obiadu ani tym bardziej dawać jej zaraz po obiedzie ale mamy u nas w domu taki zwyczaj, że pozostałego jajka od panierki nie wylewamy (ja nienawidzę wyrzucania jedzenia!!!) tylko tylko smażymy. Zawsze wychodzi z tego taki mały placuszek. Tym razem jednak robiłam kotlety sama osobiście (pierwszy raz w życiu) i trochę przesadziłam z ilością jajek do panierki, zostało ich tyle, że wyszedł normalnie cały talerz jajecznicy!. I właśnie tą całą porcję Mały A. wciągnął zaraz po obiedzie.
podwieczorek: ciasteczka + sok
kolacja: kanapka z szynką + sok
przed snem: butla mleka

No i taki układ dnia mi się podoba, nawet jeszcze bardziej gdy w ramach podwieczorku jest deserek owocowy. To co natomiast odstawił ten Mały Gałgan wczoraj to po prostu jakaś masakra.
Mleka porannego nie wypił prawie wcale - wylałam. Wypił sok.
Kaszki zjadł ledwie połowę miski - resztę musiałam wyrzucić, bo ja nie dojadam po nim kaszek żeby nie przytyć ;) w zamian za kaszę też zgodził się tylko na sok.
Obiadku to samo, kilka łyżek i stanowczy protest - prawie cały duży słoik poszedł do kosza :( w zamian za to zjadł pół małego kotlecika z piersi kurczaka i kilka ziemniaczków, to jak dla mnie prawie nic :(
Na kolację poszło drugie pół kotlecika i kolejne kilka ziemniaczków + plus kanapeczka z szynką i oczywiście sok.
Poprawił to butlą mleka przed snem, więc to wieczorne jedzenie mogę mu zaliczyć jako pełną porcję ale ogólnie cały dzień pod względem jedzenia oceniam na do bani.

Przy tym w porównaniu do nastroju sobotniego, w niedzielę A. był mega marudą i złośnikiem. Ale co się dziwić, pewnie był głodny a jak Polak głodny to zły.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Bao, bao, ija, ija :)

Mały A. wymawia kolejne słowo: bao, bao, czyli brawo, brawo :D poza tym naśladuje syrenę wozu strażackiego pięknie mówiąc ija, ija :D

Jak to dobrze, że mój weekend właśnie się rozpoczął i od jutra przez 3 dni będę mogła sobie całymi godzinami patrzeć na moje małe Cudo, słuchać jego przesłodkiego głosu i zachwycać się nim w każdym calu :)

Życie zaczyna się w czwartek i dla tych chwil żyję.

środa, 6 kwietnia 2011

18 miesięcy !

Mały A. kończy dziś półtora roku !
Nie ogarniam tego, przed chwilą przecież świętowaliśmy pierwsze urodziny, przed chwilą miał ledwie kilka miesięcy, przed chwilą się rodził, przed chwilą byłam w ciąży... te chwile tak szybko lecą :( jak dla mnie za szybko, czuję, że nie nadążam cieszyć się moim Małym Skarbem..., wcale jakoś nie zależy mi żeby szybko dorósł... teraz jest taki piękny etap w jego życiu i rozwoju, i choć nie zawsze jest bajkowo i kolorowo, czasem brak mi sił i cierpliwości to jest to przeważnie krótkotrwałe a przez większość czasu nie mogę nacieszyć się jego widokiem, obecnością i umiejętnościami. Uwielbiam obserwować jak chłonie świat, jak zachwyca się najprostszymi i czasem niezauważalnymi dla nas (dorosłych ludzi) szczegółami, takimi jak np. kamyczki na drodze, pies za płotem, kwiatek przy drodze... albo jak cieszy się z dla nas prozaicznie zwykłych, prostych czynności, jak np, spacer po chodniku czy bieganie po ogrodzie za piłką albo odkładanie rzeczy na półkę. Jest tak rozkosznie słodki gdy coś zrobi dobrze i sam bije sobie brawo, albo gdy przy przewijaniu wyczuwa moment gdy uwalniam go z pieluchy i ucieka wtedy żeby polatać z gołą pupą po domu. Poza tym wciąż niesamowicie rozczula mnie jego pyzata buzia i grubiutkie ale nadal maleńkie rączki i stópki (rozmiar nadal w okolicy 20) wczoraj kupiliśmy nowe buty wiosenne bo te co mamy są sznurowane i jest to bardzo niewygodne... butki w rozmiarze 21 bo 20 choć dobre na długość to za wąskie na puchate stopy mojego A. :/


Ostatni miesiąc upłynął głównie na poszerzaniu słownika, doszły kolejne wymawiane słowa takie jak:
pika - piłka
kaka - kaczka
mi - miś
mimi bądź nini - mini mini, A. bierze pilota i idzie z nim do kogoś wołając "mimi" co oznacza, że chce żeby mu włączyć mini mini :)
lolo - halo, przeważnie chodzi z jakimś telefonem zabawkowym albo naszym i gada do niego "lolo"
brum, bruuum -na jadące samochody oraz gdy sam bawi się samochodzikami
to to - kto to, podchodzi do zamkniętych drzwi, stuka w nie rączką i sam siebie pyta kto to :)
zaczął odpowiadać twierdząco bo wcześniej używał głównie odpowiedzi "nie", teraz doszło piękne: "tak" :) najbardziej lubię jak pytamy się go czy coś zje a on krzyczy "tak" i leci do szafki ze słoiczkami i sam sobie jakiś wyciąga :)
i żeby nie wiem ile zjadł swojego jedzenia to nawet chwilę potem na nasze zawsze znajdzie ochotę i miejsce w brzuszku :)
miam, miam - mniam, mniam :)

nadal nie daję mu prawie żadnych słodyczy oprócz ciastek zbożowych czy innych herbatniczków

bardzo chętnie je samodzielnie, czasem nawet wymusza to krzykiem i odwracaniem głowy gdy ktoś chce go nakarmić a on akurat chce zjeść sam, niestety gdy je sam trafia do buzi pięknie ale niestety ma problemy z nabiciem kawałków na widelec :/

od kilku tygodni przymierzam się do przejścia z soczków dziecięcych na zwykłe i ciągle jakoś nie mogę się przełamać, nie wiem czemu tak opornie mi to idzie bo przecież jest teraz wiele soków bez cukru, słodzików itp. (sama takie piję bo nie lubię wody, bleeee) i moje koleżanki swoim dzieciom już od dawna te zwykłe soki dają a ja wciąż kupuję te dziecięce i wydaję na nie fortunę :/

nowych zębów nadal brak, co mnie nadal cieszy bo im później tym lepiej...


poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Pika !

W ostatnich dniach Mały A zaskakuje nas coraz to nowszymi słówkami, które zaczyna wymawiać. Wszystkie rozczulają nas niesamowicie ale jedno rozkłada nas na łopatki: PIKA :) A. nauczył się mówić "pika" i od tej pory bez przerwy chodzi i woła "pika, pika, pika!", no wszystko mu pika ;)
A kto zgadnie co mu tak pika ?