To zakup dokonany w "Owadzie", o którym pisałam tutaj.
czwartek, 28 lutego 2013
Owocowo.
Uwielbiam owoce, w zasadzie wszystkie. Ale maliny szczególnie :) A w zimowe dni uwielbiam gorącą herbatę malinową. Wypróbowałam już chyba wszystkie jakie są na naszym rynku i nie wszystkie przypadły mi do gustu. Za to ta co ostatnio wpadła mi w ręce okazała się moim "number one" :)
niedziela, 24 lutego 2013
Pan Miś jest chory.
Miś od piątku gorączkuje, kaszle, na brzuszek narzeka, jeść "nie fce" i "fce do mamy".
Przedszkole jutro odpada.
Przedszkole jutro odpada.
A mamie wczoraj lędźwie się odezwały. Miesiąc po operacji gdy się matce wydawało, że już powoli wychodzi na prostą.
Stres.
Strach.
Znowu.
czwartek, 21 lutego 2013
Szansa.
W kwietniu 2006, Doda (chyba nie trzeba nikomu przedstawiać?) przeszła dokładnie tę samą operację co ja. Niespełna 3 miesiące później nagrała ten teledysk do piosenki o tejże właśnie operacji i odzyskaniu zdrowia, kolejnej szansie itd...
Dziś, dokładnie miesiąc po mojej operacji, życzyłabym sobie również móc tak kręcić i wywijać tym i owym gdy u mnie miną 3 miesiące. Albo może nawet wcześniej ;)
Dziś, dokładnie miesiąc po mojej operacji, życzyłabym sobie również móc tak kręcić i wywijać tym i owym gdy u mnie miną 3 miesiące. Albo może nawet wcześniej ;)
wtorek, 19 lutego 2013
ZUS wzywa.
Na kontrolę. Mnie.
W sumie po co innego miałby wzywać ZUS...
Drugi raz w moim życiu zdarzyło się tak, że jestem na dłuższym zwolnieniu i drugi raz mam kontrolę. Tym razem przynajmniej wysłali wezwanie na właściwy adres nie tak jak poprzednim razem.
Kontrolę miałam dzisiaj. Sprawa zajęła może z 15 minut. Gorzej z dojazdem bo miałam się stawić na 8:00 rano więc powtórka z rozrywki sprzed miesiąca kiedy to przez zaśnieżoną Wawę przebijaliśmy się do szpitala.Taka tylko różnica, że wtedy siedziałam na przednim siedzeniu pasażera a dziś leżałam z tyłu :)
Kontrola, kontrolą, w przypadku tak oczywistym jak mój: była operacja, zwolnienie jest uzasadnione, więc ta wizyta to w sumie była tylko formalność, nie ma o czym pisać.
Jest za to o czym pisać, jeżeli chodzi o sam fakt kontroli bo ja rozumiem, kontrolować trzeba bo ponoć ludzie nagminnie nadużywają zwolnień i ponoć na nasz koszt siedzą w domu na bezpodstawnych zwolnieniach, ponoć... no to ok, niech kontrolują ale dlaczego te kontrole wyglądają w ten sposób? Dlaczego to pacjent tłumaczy się z decyzji lekarza? Czy to ja sama wystawiłam sobie zwolnienie? No chyba jednak nie. Wystawił je lekarz, który ma na to pełną dokumentację. I nie chodzi mi wcale o to by teraz ZUS zaczął ciągać lekarzy po swoich oddziałach, zdaję sobie sprawę, że oni mają mnóstwo roboty... ale na litość Boską, żyjemy w czasach kiedy przez internet wysyła się pieniądze, dokumentację też można sobie przesłać... a do tego wprowadzić zasadę, że jak ZUS ma wątpliwości to zaczyna od sprawdzenia podstaw zwolnienia u osoby, która to zwolnienie wystawiła, jak podstawy są niejasne to wtedy ciągać ludzi po oddziałach i badać delikwentów... takie jest moje zdanie, tak na marginesie.
Choć w sumie to może nawet powinnam być wdzięczna, że mnie tam dzisiaj wezwali bo dzięki tej wizycie miałam okazję wyjść z domu, pierwszy raz od 4 tygodni !!! (tak, minęły już 4 tygodnie od mojej operacji) i wiecie co, bardzo fajnie mi się szło, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak sobie po prostu szłam chodnikiem i stawiałam normalnie nogę :) Do tego w drodze powrotnej zrobiliśmy mały przystanek w sklepie, który został przez nas czule nazwany "Owadem". Bardzo lubię chodzić do Owada, zawsze sobie jakieś małe cosik dla ciała i duszy tam znajdę, dziś też znalazłam ale o tym za następnym razem bo zdjęcia jeszcze w aparacie siedzą :)
W sumie po co innego miałby wzywać ZUS...
Drugi raz w moim życiu zdarzyło się tak, że jestem na dłuższym zwolnieniu i drugi raz mam kontrolę. Tym razem przynajmniej wysłali wezwanie na właściwy adres nie tak jak poprzednim razem.
Kontrolę miałam dzisiaj. Sprawa zajęła może z 15 minut. Gorzej z dojazdem bo miałam się stawić na 8:00 rano więc powtórka z rozrywki sprzed miesiąca kiedy to przez zaśnieżoną Wawę przebijaliśmy się do szpitala.Taka tylko różnica, że wtedy siedziałam na przednim siedzeniu pasażera a dziś leżałam z tyłu :)
Kontrola, kontrolą, w przypadku tak oczywistym jak mój: była operacja, zwolnienie jest uzasadnione, więc ta wizyta to w sumie była tylko formalność, nie ma o czym pisać.
Jest za to o czym pisać, jeżeli chodzi o sam fakt kontroli bo ja rozumiem, kontrolować trzeba bo ponoć ludzie nagminnie nadużywają zwolnień i ponoć na nasz koszt siedzą w domu na bezpodstawnych zwolnieniach, ponoć... no to ok, niech kontrolują ale dlaczego te kontrole wyglądają w ten sposób? Dlaczego to pacjent tłumaczy się z decyzji lekarza? Czy to ja sama wystawiłam sobie zwolnienie? No chyba jednak nie. Wystawił je lekarz, który ma na to pełną dokumentację. I nie chodzi mi wcale o to by teraz ZUS zaczął ciągać lekarzy po swoich oddziałach, zdaję sobie sprawę, że oni mają mnóstwo roboty... ale na litość Boską, żyjemy w czasach kiedy przez internet wysyła się pieniądze, dokumentację też można sobie przesłać... a do tego wprowadzić zasadę, że jak ZUS ma wątpliwości to zaczyna od sprawdzenia podstaw zwolnienia u osoby, która to zwolnienie wystawiła, jak podstawy są niejasne to wtedy ciągać ludzi po oddziałach i badać delikwentów... takie jest moje zdanie, tak na marginesie.
Choć w sumie to może nawet powinnam być wdzięczna, że mnie tam dzisiaj wezwali bo dzięki tej wizycie miałam okazję wyjść z domu, pierwszy raz od 4 tygodni !!! (tak, minęły już 4 tygodnie od mojej operacji) i wiecie co, bardzo fajnie mi się szło, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak sobie po prostu szłam chodnikiem i stawiałam normalnie nogę :) Do tego w drodze powrotnej zrobiliśmy mały przystanek w sklepie, który został przez nas czule nazwany "Owadem". Bardzo lubię chodzić do Owada, zawsze sobie jakieś małe cosik dla ciała i duszy tam znajdę, dziś też znalazłam ale o tym za następnym razem bo zdjęcia jeszcze w aparacie siedzą :)
niedziela, 17 lutego 2013
Bajka o czapie na dobry początek dnia :)
sobota, 16 lutego 2013
Słów kilka...
... w ramach otwarcia i dla jasności :)
Blog ten jest połączeniem moich 3 blogów, które przez 4 lata blogowania zdążyłam założyć. Chciałam aby cała nasza historia była w jednym miejscu, zebrałam więc wpisy z moich wszystkich blogów* i umieściłam je tutaj. Przy okazji dzięki ci bloggerze za możliwość importowania i eksportowania treści blogów, bardzo ułatwiło mi to pracę, przynajmniej z jednym starym blogiem :)
Nad resztą przenoszoną z innej platformy ślęczałam długie godziny (w pozycji leżącej gdyż nadal nie wolno mi siedzieć) ale w końcu i z tym się uporałam. Jest komplet :)
*oznacza to, że do czasu aż zaktualizuję zdjęcia we wszystkich notkach (co może trochę potrwać), na zdjęciach w notkach sprzed 13-go lutego 2013 mogą być widoczne stare adresy blogów: notatkimatki.blox.pl lub dzieciniec.blogspot.com
Blog ten jest połączeniem moich 3 blogów, które przez 4 lata blogowania zdążyłam założyć. Chciałam aby cała nasza historia była w jednym miejscu, zebrałam więc wpisy z moich wszystkich blogów* i umieściłam je tutaj. Przy okazji dzięki ci bloggerze za możliwość importowania i eksportowania treści blogów, bardzo ułatwiło mi to pracę, przynajmniej z jednym starym blogiem :)
Nad resztą przenoszoną z innej platformy ślęczałam długie godziny (w pozycji leżącej gdyż nadal nie wolno mi siedzieć) ale w końcu i z tym się uporałam. Jest komplet :)
Także witam w starych/nowych progach, rozgośćcie się :)
Ja za to wybiorę się nadrabiać zaległości u Was.
Ja za to wybiorę się nadrabiać zaległości u Was.
*oznacza to, że do czasu aż zaktualizuję zdjęcia we wszystkich notkach (co może trochę potrwać), na zdjęciach w notkach sprzed 13-go lutego 2013 mogą być widoczne stare adresy blogów: notatkimatki.blox.pl lub dzieciniec.blogspot.com
czwartek, 14 lutego 2013
Droga Walentynka.
Starszy wpadł po szkole do domu od drzwi wymachując kopertą. Po chwili koperta sprężystym ruchem zostaje wyrzucona w powietrze i ląduje na moich kolanach.
Co to? pytam...
Walentynka ! krzyczy z uśmiechem Starszy.
Patrzę na kopertę.
Nadawca: PGNiG
To była najdroższa Walentynka jaką w życiu dostałam :/
Co to? pytam...
Walentynka ! krzyczy z uśmiechem Starszy.
Patrzę na kopertę.
Nadawca: PGNiG
To była najdroższa Walentynka jaką w życiu dostałam :/
czwartek, 7 lutego 2013
Nie fce mi się.
"Nie fce."
Tak mawia mój Młodszy a ja to jego " nie fce" uwielbiam, oczywiście brzmienie słowa a nie fakt, że czegoś tam w danym momencie nie chce.
A dziś mnie się nie fce, bardzo mi się nie fce...
... wstawać, leżeć, odbierać telefonu, rozmawiać, 101-szy raz opowiadać jak się czuję na dziś, sprawdzać jak to będzie bez ketonalu i w ogóle nic mi się nie fce, NIC.
Tylko pączka mi się chce a te leżą w kuchni w postaci kuszącego kopczyka (po jakie licho M ich tyle kupił?), leżą tak a gdy obok nich przechodziłam to zdawały się patrzeć na mnie małymi, okrągłymi oczkami i wystawiać do mnie patykowate łapki i coś tak jakby wołały: "weź mnie!, weź mnie!". Nie fce powiedziałam.
Widzicie to? Nie? Ja widziałam. Może to przez ten ketonal? Ale biorę przecież tylko 1 tabletkę na dobę. Może potem Wam to zilustruję (nie jak biorę tabletkę tylko jak wołają do mnie te pączki). Ale na razie mi się nie fce.
Teraz idę na spacer, po domu oczywiście, będę omijać zaułek z tymi krzyczącymi tłuściochami, chociaż dziś ich dzień, Tłusty Wczartek, jak to powiedział wczoraj mój Młodszy.
Tak mawia mój Młodszy a ja to jego " nie fce" uwielbiam, oczywiście brzmienie słowa a nie fakt, że czegoś tam w danym momencie nie chce.
A dziś mnie się nie fce, bardzo mi się nie fce...
... wstawać, leżeć, odbierać telefonu, rozmawiać, 101-szy raz opowiadać jak się czuję na dziś, sprawdzać jak to będzie bez ketonalu i w ogóle nic mi się nie fce, NIC.
Tylko pączka mi się chce a te leżą w kuchni w postaci kuszącego kopczyka (po jakie licho M ich tyle kupił?), leżą tak a gdy obok nich przechodziłam to zdawały się patrzeć na mnie małymi, okrągłymi oczkami i wystawiać do mnie patykowate łapki i coś tak jakby wołały: "weź mnie!, weź mnie!". Nie fce powiedziałam.
Widzicie to? Nie? Ja widziałam. Może to przez ten ketonal? Ale biorę przecież tylko 1 tabletkę na dobę. Może potem Wam to zilustruję (nie jak biorę tabletkę tylko jak wołają do mnie te pączki). Ale na razie mi się nie fce.
Teraz idę na spacer, po domu oczywiście, będę omijać zaułek z tymi krzyczącymi tłuściochami, chociaż dziś ich dzień, Tłusty Wczartek, jak to powiedział wczoraj mój Młodszy.
niedziela, 3 lutego 2013
Chciałam Wam kogoś przedstawić :)
Pewną małą dziewczynkę, która od ponad miesiąca wywołuje u mnie uśmiech nawet w najbardziej mroczne dni.
Proszę bardzo poznajcie się, oto Masza:
Spotkałam ją w sieci, gdzieś w okolicach grudnia gdy szukałam czegoś ciekawego dla Młodszego do obejrzenia, klikałam, klikałam aż trafiłam na Maszę.
Nie będę pisać o czym jest bajka, powiem tylko, że od czasów Krecika czy Sąsiadów żadna bajka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia i żadna bajka nie przykuła mojej uwagi na tyle żeby chcieć zobaczyć następny odcinek. Maszę mogę oglądać na okrągło. Zresztą nie tylko ja, urok bajki docenił nawet mój Starszy, który jako przecież już prawie dorosły mężczyzna ;) do tej pory bardzo krytycznie podchodził do wszelkich dziecięcych bajek. Oglądając Maszę oboje zaśmiewamy się do łez :D
Poniżej Masza ze swoim towarzyszem przygód, Miszką.
Miszka i Maszka wymiatają, zobaczcie chociaż jeden odcinek, naprawdę polecam :)
Miłego oglądania i dobrej zabawy :)
Proszę bardzo poznajcie się, oto Masza:
Spotkałam ją w sieci, gdzieś w okolicach grudnia gdy szukałam czegoś ciekawego dla Młodszego do obejrzenia, klikałam, klikałam aż trafiłam na Maszę.
Nie będę pisać o czym jest bajka, powiem tylko, że od czasów Krecika czy Sąsiadów żadna bajka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia i żadna bajka nie przykuła mojej uwagi na tyle żeby chcieć zobaczyć następny odcinek. Maszę mogę oglądać na okrągło. Zresztą nie tylko ja, urok bajki docenił nawet mój Starszy, który jako przecież już prawie dorosły mężczyzna ;) do tej pory bardzo krytycznie podchodził do wszelkich dziecięcych bajek. Oglądając Maszę oboje zaśmiewamy się do łez :D
Poniżej Masza ze swoim towarzyszem przygód, Miszką.
Miszka i Maszka wymiatają, zobaczcie chociaż jeden odcinek, naprawdę polecam :)
Poniżej moje tzw. "The best of":
"Masza i kasza"
"Raz, dwa, tri, choineczka gori" ;)
"Wielkie mycie"
Jeżeli Masza zdobędzie i Waszą sympatię to polecam ten link, po 30
sekundzie pokazują się miniaturki wszystkich odcinków z serii. Po
kliknięciu na którąkolwiek miniaturkę odcinki lecą jeden po drugim z
playlisty.
Miłego oglądania i dobrej zabawy :)
piątek, 1 lutego 2013
Teraźniejszość...
Od dnia, w którym poczułam ponownie ból
grzebię na ten temat w necie. Miałam tego nie robić ale to było jednak
silniejsze ode mnie. Trafiłam na forum ludzi po operacjach przepukliny
kręgosłupa i napisałam o bólach i mojej sytuacji. Odpowiedzi pojawiły
się dość szybko i były całkiem pocieszające. Ludzie pisali, że te moje
bóle to nic niepokojącego, że parę dni po operacji to norma, że mięśnie,
korzenie, wszystko jest naruszone i musi się zagoić, że potrzeba
czasu... wiem, wiem, to samo usłyszałam już parę dni wcześniej od
swojego profesora i ufam mu naprawdę, wiem, że jest wybitnym
neurochirurgiem i specjalistą ale wiecie jak to jest... człowiek lubi
usłyszeć od kogoś innego że też tak miał i minęło... no to usłyszałam
ale przy okazji też tak jakby ktoś wylał mi wiadro zimnej wody na głowę,
otrzeźwiałam i coś do mnie dotarło, coś zrozumiałam: moje życie to już
nie to samo życie co było wcześniej. A ta operacja to nie operacja, o
której po tygodniu zapominasz i żyjesz dalej. Owszem zdawałam sobie
sprawę, z tego, że to ingerencja w kręgosłup, że to nie byle jaki
zabieg, po którym wraca się do życia 3 dni później ale w dniu kiedy mnie
wypisywali naprawdę widziałam to wszystko w dużo jaśniejszych barwach.
Myślałam sobie że teraz 4 tygodnie leżenia, potem rehabilitacja i jakoś
to będzie. A to zupełnie nie tak. Teraz owszem 4 tygodnie leżenia
przeplatane krótkimi spacerkami po domu ale co przyniosą te 4 tygodnie
to tego nie wie nikt.
Jedni piszą, że bóle minęły im po 2 tygodniach, innemu minęły po 2 miesiącach a jeszcze inni 4 miesiące po operacji dopiero poczuli ulgę. A każdy przypadek jest bardzo indywidualny, nie ma dwóch jednakowych i nie da się w żaden sposób przewidzieć ani ocenić jak to będzie u mnie. Mogę tylko tak leżeć i czekać a moment kiedy nadejdzie poprawa jest jedną wielką niewiadomą. Niby operacja to krok do przodu a ja znowu czuję się jakbym była w zawieszeniu... w oczekiwaniu... i tak od 12 listopada 2012...
Mój pierwszy blog miał tytuł "W oczekiwaniu..." a jego opis brzmiał:
"...wciąż się na coś czeka,
na coś, co nie chce przyjść
i znów nie przyszło dziś.
Może jutro...
I wciąż się na coś czeka
i wszystko jest nie tak
i wszystko nie ten ma smak.
Smutno." K.Jędrusik
Jedni piszą, że bóle minęły im po 2 tygodniach, innemu minęły po 2 miesiącach a jeszcze inni 4 miesiące po operacji dopiero poczuli ulgę. A każdy przypadek jest bardzo indywidualny, nie ma dwóch jednakowych i nie da się w żaden sposób przewidzieć ani ocenić jak to będzie u mnie. Mogę tylko tak leżeć i czekać a moment kiedy nadejdzie poprawa jest jedną wielką niewiadomą. Niby operacja to krok do przodu a ja znowu czuję się jakbym była w zawieszeniu... w oczekiwaniu... i tak od 12 listopada 2012...
Mój pierwszy blog miał tytuł "W oczekiwaniu..." a jego opis brzmiał:
"...wciąż się na coś czeka,
na coś, co nie chce przyjść
i znów nie przyszło dziś.
Może jutro...
I wciąż się na coś czeka
i wszystko jest nie tak
i wszystko nie ten ma smak.
Smutno." K.Jędrusik
i mimo upływu lat, mimo kolejnych zdarzeń te słowa wciąż są najbardziej adekwatne do tego co dzieje się u mnie w życiu ... może powinnam zmienić nazwę bloga i wrócić do starej ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)