Ale po kolei:
Wczoraj byliśmy na zakończeniu roku szkolnego u Jot.
Było oczywiście pięknie, uroczyście ale ... jakoś tak bez uniesień, nie wiem jak to wytłumaczyć, nie chcę żeby źle zabrzmiało, do mnie chyba po prostu nie dotarło jeszcze to, że to już, już minął rok, pierwszy rok szkolny w życiu mojego dziecka a za chwilę zacznie się szkoła z prawdziwego zdarzenia...


Patrzę tak na te zdjęcia, które zrobiłam wczoraj, oglądam dyplom ukończenia zerówki, o przepraszam, nie zerówki tylko "oddziału zerowego" (co to za nazwa, kto to w ogóle wymyślił? jakoś źle mi się kojarzy), czytam kartę o "gotowości dziecka do podjęcia nauki" i ... jakbym czytała o kimś innym, jakbym oglądała zdjęcia z jakiejś zwykłej uroczystości gdzie dzieci miały być na galowo ubrane. Nadal nie dociera do mnie, że to moje małe dziecko, które przed chwilą odbierało swój trzykołowy rowerek na drugie urodziny teraz odbiera dyplom, a rower ma już zwykły, dwukołowy ...
A skoro już jesteśmy przy rowerze to jest to właśnie jedna z umiejętności jakie Jot zdobył w tym roku, oprócz tego nauczył się też pływać, czytać, grać w warcaby a także pisze swoje pierwsze zdania, samodzielnie (!!!), o, tyle nowości wniósł w jego i nasze życie ten rok :)
Dla uczczenia końca roku pojechaliśmy wczoraj rowerami na lody, tak nam się to spodobało, że dziś powtórzyliśmy przejażdżkę i jesteśmy już umówieni również na jutro bo bardzo spodobało się nam takie wspólne jeżdżenie i odkryliśmy w naszej okolicy wspaniałą lodziarnię :) Wczoraj byliśmy wszyscy razem, dziś pojechałam już tylko ja i Jot i muszę przyznać, że bardzo miło było tak spędzić czas sam na sam, tylko ja i mój Jot, bardzo oboje byliśmy zadowoleni z możliwości bycia ze sobą sam na sam i tak fajnie spędzonego czasu. Także jutro koniecznie powtórka, oby tylko nie padało bo coś straszą w prognozach jakimiś deszczami :/
W poniedziałek Jot jedzie na Mazury, z babcią, niestety tylko na tydzień, ale dobre i to :)
Ja natomiast od poniedziałku zaczynam istny obóz pracy w swojej pracy :( Od dawna temat ten spędza mi sen z powiek ale wcześniej nie chciałam o tym pisać żeby się nie nakręcać. Teraz ten czas w końcu nastał i za chwilę koszmar się zacznie więc spokojnie mogę to już z siebie wyrzucić. Od poniedziałku pracuję min 9 godzin dziennie, z założeniem takim, że może nawet i dłużej, w o połowę zmniejszonym składzie działu :/ Jakby tego było mało to na czas trwania tego sajgonu musiałam wrócić na pełny etat do pracy :/ Czyli przez najbliższe 3 tygodnie (bo tyle ma trwać sajgon)koniec z wolnymi piątkami :( Poza tym ogólnie nie będzie mnie w ogóle w domu, będę wychodzić po 6 rano i wracać nie wiadomo, o której ale raczej blisko 19:00 i to jak dobrze pójdzie :( i tak przez 5 dni w tygodniu :(
I tyle, więcej pisać nie będę bo już czuję, że jednak zaczynam się nakręcać.
Trzymajcie za mnie kciuki żebym zniosła to jakoś fizycznie i psychicznie bo sama już nie wiem, od której strony będzie mi ciężej :(
Ale póki co trwa długi weekend, ja mam od wczoraj wolne i cieszę się tym czasem :) Jeżdżę na rowerze, opalam się, robię setki zdjęć, spaceruję, przytulam dzieciaki, żyję ...
to sil duzo zycze. A gdzie bedzie maly A przez te 3 tygodnie/?
OdpowiedzUsuńA. będzie w domu, M z nim siedzi w tygodniu i nadal tak będzie tyle, że po prostu będą sami całe dnie :(((
OdpowiedzUsuńtrzymaj się dzielnie !!!
OdpowiedzUsuńszymanska25
Staram się trzymać :)
OdpowiedzUsuń