W nocy Młodszy zamienił się w mały piecyk. Rano sytuacja się nie
zmieniła, termometr pokazał 38 stopni. Tak skończyło się właśnie trzy
tygodniowe chodzenie do przedszkola z katarem :/
Starszy też pod znakiem zapytania bo rano narzekał coś na brzuch. Do szkoły poszedł. Co będzie dalej zobaczymy.
A jutro mieliśmy iść na rekonstrukcję bitwy.
Rok temu byłam przez 15 minut i spektakl był niesamowity. Musiałam
niestety uciekać bo Młodszy wystraszył się hałasu wybuchów i samolotu
latającego nad samymi głowami. W tym roku chciałam koniecznie być na
całej uroczystości :/
piątek, 21 września 2012
poniedziałek, 17 września 2012
Franklin
Młodszy od wczoraj jest pod urokiem Franklina (dla niezorientowanych
to bajka o żółwiku). W związku z tym wszyscy jesteśmy żółwiami, mama
jest żółwik, tata jest żółwik, starszy brat jest żółwik a Młodszy jest
oczywiście żółwikiem Franklinem i ma skorupę! No bo jak to tak żółw bez
skorupy? ;) Opowieściami o naszej żółwiej rodzinie tak go dziś zagadałam
przy wejściu do przedszkola, że nawet nie zauważył jak znalazł się w
swoje sali a ja zniknęłam :)
Poprzednie dwa tygodnie Młodszy chodził do przedszkola na tzw. pół etatu, tzn. był zabierany po obiedzie, ok 13:00. Dziś pierwszy raz zostanie na cały dzień i będzie leżakował. Mówiłam mu o tym rano z czego był bardzo zadowolony, mam nadzieję, że mu tak zostanie.
Urywek rozmowy sprzed paru dni:
Poprzednie dwa tygodnie Młodszy chodził do przedszkola na tzw. pół etatu, tzn. był zabierany po obiedzie, ok 13:00. Dziś pierwszy raz zostanie na cały dzień i będzie leżakował. Mówiłam mu o tym rano z czego był bardzo zadowolony, mam nadzieję, że mu tak zostanie.
***
Urywek rozmowy sprzed paru dni:
Starszy: Mamo, patrz tam są poduchy.
Młodszy: Duchy? Mogę zobacyć ?
czwartek, 13 września 2012
Coś dla mnie :)
Zdjęcie pochodzi z tego oto bloga (otrzymałam
zgodę na publikację zdjęcia u siebie), na którym można obejrzeć jeszcze
wiele innych pięknych słodkości (polecam!) ale ja już swój ideał
znalazłam :) Wypisz wymaluj tort dla mnie, nic dodać nic ująć :) Tylko
do urodzin jeszcze daleko ;)
wtorek, 11 września 2012
On chce do maluszków!
W piątek pojawił się pierwszy problem w zostawieniu Młodszego w
przedszkolu. I wcale nie chodziło o jego rozstanie ze mną tylko o salę.
Bo Młodszy przez 5 dni przedszkolowania zdążył już znudzić się swoją
salą i zainteresować innymi. A, że przedszkole nasze nie jest jakimś
wielkim molochem tylko zwykłym domem to on czuje się jak w domu i nie
rozumie czemu nie może chodzić po całym domu i odwiedzać innych sal, dla
niego to przecież zwykłe pokoje.
Panie w przedszkolu stwierdziły, że to żaden problem żeby zobaczył co jest w innych salach i tym sposobem bezproblemowo wyszłam w piątek z przedszkola do pracy.
Sytuacja powtórzyła się jednak i wczoraj i dzisiaj, czego się niestety obawiałam :/ No bo skoro raz panie pozwoliły chodzić po innych salach to on przyjął do wiadomości, że można i tyle. Zarówno wczoraj jak i dzisiaj przed drzwiami do naszej sali był krzyk, że on che do maluszków :/ Wczoraj pani z nim poszła a dziś próbowałam go przekonać, żeby jednak wszedł do swojej sali ale skończyło się płaczem :/ Pani dyrektor powiedziała, że nie ma problemu i, że może iść. Poleciał nawet się na mnie nie oglądając.
I niby powinnam się cieszyć, że mamy tylko taki problem z zostawianiu go w przedszkolu ale ja się trochę martwię jak to potem jest z wyprowadzaniem go z tej innej sali i powrotem do jego. Panie mówią, że na razie nie było problemu. No właśnie, na razie ...
Panie w przedszkolu stwierdziły, że to żaden problem żeby zobaczył co jest w innych salach i tym sposobem bezproblemowo wyszłam w piątek z przedszkola do pracy.
Sytuacja powtórzyła się jednak i wczoraj i dzisiaj, czego się niestety obawiałam :/ No bo skoro raz panie pozwoliły chodzić po innych salach to on przyjął do wiadomości, że można i tyle. Zarówno wczoraj jak i dzisiaj przed drzwiami do naszej sali był krzyk, że on che do maluszków :/ Wczoraj pani z nim poszła a dziś próbowałam go przekonać, żeby jednak wszedł do swojej sali ale skończyło się płaczem :/ Pani dyrektor powiedziała, że nie ma problemu i, że może iść. Poleciał nawet się na mnie nie oglądając.
I niby powinnam się cieszyć, że mamy tylko taki problem z zostawianiu go w przedszkolu ale ja się trochę martwię jak to potem jest z wyprowadzaniem go z tej innej sali i powrotem do jego. Panie mówią, że na razie nie było problemu. No właśnie, na razie ...
niedziela, 9 września 2012
Kto je sałatę?
Dziś do zakatarzonego Młodszego dołączył zakatarzony Starszy.
Nie wiem czy złapał od Młodszego, czy przytargał katar ze szkoły czy może sama mu go zafundowałam wczorajszą przejażdżką rowerową przy tej zdradliwej pogodzie (raz słońce i upał a raz zimny wiatr), nie wiem.
Ale jechać wczoraj trzeba było bo nie byłam w stanie wymyślić nic ciekawszego niż krótka wycieczka rowerowa do ciastkarni na babeczkę z budyniem. Przy okazji przejrzeliśmy katalog z tortami w poszukiwaniu tortu dla Młodszego bo urodziny powoli się zbliżają. Motyw oczywiście nie żaden inny tylko ze zwierzątkiem. Myślałam, że będzie jeden lub dwa a tu się okazało, że opcji jest mnóstwo i teraz nie wiem, który wybrać, wszystkie są piękne :)
Nie wiem czy złapał od Młodszego, czy przytargał katar ze szkoły czy może sama mu go zafundowałam wczorajszą przejażdżką rowerową przy tej zdradliwej pogodzie (raz słońce i upał a raz zimny wiatr), nie wiem.
Ale jechać wczoraj trzeba było bo nie byłam w stanie wymyślić nic ciekawszego niż krótka wycieczka rowerowa do ciastkarni na babeczkę z budyniem. Przy okazji przejrzeliśmy katalog z tortami w poszukiwaniu tortu dla Młodszego bo urodziny powoli się zbliżają. Motyw oczywiście nie żaden inny tylko ze zwierzątkiem. Myślałam, że będzie jeden lub dwa a tu się okazało, że opcji jest mnóstwo i teraz nie wiem, który wybrać, wszystkie są piękne :)
***
Moja rozmowa z Młodszym przy kanapce:
Młodszy: Co masz?
Ja: Kanapkę z szynką i sałatą.
Młodszy: Sałatą ? Bleeeee, to jedzą klóliki.
:D
piątek, 7 września 2012
Jest przedszkole jest i katar :/
Myślałam, że przebywania w otoczeniu miliona zarazków równo od 3
doby życia uchroni Młodszego przed chorowaniem przedszkolnym. Myliłam
się. Katar jest już od wczoraj. Oczywiście nie nazywam kataru
chorowaniem ale z doświadczenia wiem, że z głupiego katarku różne rzeczy
mogą wyjść ale żeby nie wywoływać wilka z lasu nie będę tu teraz tego
wymieniać. Tak czy inaczej walczymy z katarem ale wiadomo, że jest to
walka z wiatrakami :/
Będziemy mieć zakatarzony weekend.
Będziemy mieć zakatarzony weekend.
czwartek, 6 września 2012
No to jak to w tym "pseckolu" jest ?
Pytam się dziś rano Młodszego:
- Gdzie dziś pojedziemy ?
Oczywiście miałam nadzieję usłyszeć pełną radości odpowiedź, że do "pseckola".
Młodszy jednak pomyślał o zupełnie innym miejscu:
- "Do kuly (kury) ???
- Nie kochanie, nie pojedziemy dziś do kury (koło nas jest gospodarstwo gdzie są kury i jak jedziemy na spacer to zawsze je odwiedzamy). No, powiedz gdzie pojedziemy?
- "Do pseckola nieeeeeeee" - powiedział ku mojemu przerażeniu Młodszy, głosem spokojnym acz stanowczym.
- A dlaczego nie chcesz jechać do przedszkola ??? zapytałam zdziwiona ...
- "Bo w pseckolu jest niechajnie (niefajnie)" :(
yyyyyyyyyy :////// ?????
Na pytanie czemu jest niefajnie konkretnej odpowiedzi już nie uzyskałam, więc żeby niepotrzebnie nie drążyć i nie rozkręcać tematu, odwróciłam uwagę Młodszego od przedszkola i zajęłam się szykowaniem nas do wyjścia.
Z duszą na ramieniu jechałam całą drogę bo nie wiedziała co czeka mnie gdy przekroczymy furtkę przedszkola. Odbyło się jednak bez scen, Młodszy chciał bawić się na przedszkolnym placu zabaw a potem spokojnie wszedł do budynku, zaprowadził mnie do szatni, przebrał się i pobiegł do salki, uffff...
Hmmm, mimo wszystko smutno mi dziś jakoś było ... myślę, o tym, że powiedział, że jest "niechajnie" poza tym wczoraj po południu spytałam go czy płakał w przedszkolu a on odpowiedział, że tak :( a jak spytałam czemu, to ze łzami w oczach i płaczem w głosie wydukał: "chcę do mamy", tak jakby odtworzył to co mówił pani a ja zapomniałam dziś o to spytać :/ Teraz myślę o tym cały czas...
- Gdzie dziś pojedziemy ?
Oczywiście miałam nadzieję usłyszeć pełną radości odpowiedź, że do "pseckola".
Młodszy jednak pomyślał o zupełnie innym miejscu:
- "Do kuly (kury) ???
- Nie kochanie, nie pojedziemy dziś do kury (koło nas jest gospodarstwo gdzie są kury i jak jedziemy na spacer to zawsze je odwiedzamy). No, powiedz gdzie pojedziemy?
- "Do pseckola nieeeeeeee" - powiedział ku mojemu przerażeniu Młodszy, głosem spokojnym acz stanowczym.
- A dlaczego nie chcesz jechać do przedszkola ??? zapytałam zdziwiona ...
- "Bo w pseckolu jest niechajnie (niefajnie)" :(
yyyyyyyyyy :////// ?????
Na pytanie czemu jest niefajnie konkretnej odpowiedzi już nie uzyskałam, więc żeby niepotrzebnie nie drążyć i nie rozkręcać tematu, odwróciłam uwagę Młodszego od przedszkola i zajęłam się szykowaniem nas do wyjścia.
Z duszą na ramieniu jechałam całą drogę bo nie wiedziała co czeka mnie gdy przekroczymy furtkę przedszkola. Odbyło się jednak bez scen, Młodszy chciał bawić się na przedszkolnym placu zabaw a potem spokojnie wszedł do budynku, zaprowadził mnie do szatni, przebrał się i pobiegł do salki, uffff...
Hmmm, mimo wszystko smutno mi dziś jakoś było ... myślę, o tym, że powiedział, że jest "niechajnie" poza tym wczoraj po południu spytałam go czy płakał w przedszkolu a on odpowiedział, że tak :( a jak spytałam czemu, to ze łzami w oczach i płaczem w głosie wydukał: "chcę do mamy", tak jakby odtworzył to co mówił pani a ja zapomniałam dziś o to spytać :/ Teraz myślę o tym cały czas...
środa, 5 września 2012
295 dni
Spełniły się moje przewidywania, że Młodszy pójdzie do
przedszkola bezproblemowo. Od dawna już było widać, że nasze dziecko
bardzo ale to BARDZO potrzebuje pójść do dzieci i takiego miejsca jak
przedszkole.
Pierwsze spotkanie z przedszkolem było w dniu kiedy M poszedł zapisać tam Młodszego. Młodszy wpadł do dzieci i zabawek i nic go już więcej nie obchodziło, nawet nie zwrócił uwagi gdzie jest tata. Sytuacja powtórzyła się znowu gdy Młodszy poszedł do przedszkola kolejny raz z M na parę minut. Od tamtego czasu minęło pare miesięcy a Młodszy często wspominał te wizyty w przedszkolu i zawsze z dużą ekscytacją w głosie. Pytany czy będzie chciał iść do przedszkola odpowiadał głośno i przeciągle: "Taaaaak", z uśmiechem od ucha do ucha.
Dzień pierwszy odbył się tak jak te wcześniejsze krótkie wizyty. Weszłam za Młodszym do salki, Młodszy pobiegł do zabawek, od razu wypatrzył skrzynkę z figurkami swoich ukochanych zwierzątek (on ma na nie chyba jakiś wewnętrzny radar) i już go nie było. To mnie ciężko było wyjść i go tam zostawić!
Dzień drugi wyglądał podobnie.
Dzień trzeci, czyli dziś, również.
Z tą tylko małą różnicą, że dziś natrafiłam na naszą Panią wychowawcznię, więc chciałam skorzystać i podpytać się o kilka rzeczy co zajęło mi ok 20 minut, po których to Młodszy nagle jakby sobie o mnie przypomniał, zauważył mnie, że jestem, pobiegł do mnie i już nie chciał odejść :/ Kucnęłam przy nim, przytuliłam, a on położył główkę na moich kolanach i tak stał wtulony. Nic nie mówił, nie płakał, tylko tak stał. To był chyba pierwszy mały kryzys i ten moment, że jeszcze chwila i byłby płacz obustronny więc "odesłałam" go do zwierzątek i szybko się ulotniłam, z duszą na ramieniu :/
Mam tylko nadzieję, że po moim wyjściu było ok.
Z rozmowy z "naszą" panią dowiedziałam się, że Młodszy ogólnie bardzo dobrze sobie radzi, wszystko zjada, prawie sam, choć w domu jest karmiony, słucha się pani i jako pierwszy leci gdy pani woła żeby się ustawić czy gdzieś podejść, no w szoku jestem ;) z toaletą też do tej pory problemu nie było.
Ogólnie mogę powiedzieć, że póki co jest CHYBA dobrze ... ale to wcale nie znaczy, że siedzę sobie spokojna i zadowolona. Nic z tych rzeczy. Nerwa mam cały czas. Bo kto wie co przyniesie kolejna godzina, kolejny dzień, tydzień? Nie byłabym sobą gdybym się nie denerwowała, poza tym taki dobry start dla mnie jeszcze niczego nie wróży, jak to się mówi, jedna jaskółka wiosny nie czyni, to dopiero 3-ci dzień. Pożyjemy, zobaczymy, co przyniosą następne dni ale staram się być dobrej myśli, wierzę w mojego Skrzacika ;)
Starszy Skrzacik to już weteran i z jego pójściem do szkoły jedyny stres jaki był to brak tych książek ale zdążyliśmy, kupiliśmy i nasz syn z kompletną wyprawką poszedł wczoraj na pierwsze zajęcia. Przez pierwsze dwa tygodnie mamy troche chory plan lekcji jeżeli chodzi o godziny zajęć bo mamy 3 razy na popołudnie: 12:45 - 16:15 :/ i tylko dwa razy na rano z czego raz na 7:05 co znowu uważam za lekką przesadę tym bardziej, że zajęcia tego dnia przewidziane są na zaledwie 4 godziny lekcyjne z czego dwie to basen a, że na razie basenu nie ma to wychodzą tylko dwie godziny czyli dzieciak jedzie na 7 a o 8:45 jest już po zajęciach i co z nim potem zrobić? Bo do tego wszystkiego świetlica też jeszcze na razie nie działa :/
Dwa tygodnie szybko zlecą a potem ma być już codziennie na rano i będzie już i basen i świtlica. Tylko Starszy nie bardzo wcale zadowolo, że codziennie na rano bo po pierwsze nie lubi rano wstawać a po drugie lubi siedzieć długo wieczorem a nawet po nocy (po mamusi).
No cóż, będzie się musiał przestawić.
A wakacje już za 295 dni...
Pierwsze spotkanie z przedszkolem było w dniu kiedy M poszedł zapisać tam Młodszego. Młodszy wpadł do dzieci i zabawek i nic go już więcej nie obchodziło, nawet nie zwrócił uwagi gdzie jest tata. Sytuacja powtórzyła się znowu gdy Młodszy poszedł do przedszkola kolejny raz z M na parę minut. Od tamtego czasu minęło pare miesięcy a Młodszy często wspominał te wizyty w przedszkolu i zawsze z dużą ekscytacją w głosie. Pytany czy będzie chciał iść do przedszkola odpowiadał głośno i przeciągle: "Taaaaak", z uśmiechem od ucha do ucha.
Dzień pierwszy odbył się tak jak te wcześniejsze krótkie wizyty. Weszłam za Młodszym do salki, Młodszy pobiegł do zabawek, od razu wypatrzył skrzynkę z figurkami swoich ukochanych zwierzątek (on ma na nie chyba jakiś wewnętrzny radar) i już go nie było. To mnie ciężko było wyjść i go tam zostawić!
Dzień drugi wyglądał podobnie.
Dzień trzeci, czyli dziś, również.
Z tą tylko małą różnicą, że dziś natrafiłam na naszą Panią wychowawcznię, więc chciałam skorzystać i podpytać się o kilka rzeczy co zajęło mi ok 20 minut, po których to Młodszy nagle jakby sobie o mnie przypomniał, zauważył mnie, że jestem, pobiegł do mnie i już nie chciał odejść :/ Kucnęłam przy nim, przytuliłam, a on położył główkę na moich kolanach i tak stał wtulony. Nic nie mówił, nie płakał, tylko tak stał. To był chyba pierwszy mały kryzys i ten moment, że jeszcze chwila i byłby płacz obustronny więc "odesłałam" go do zwierzątek i szybko się ulotniłam, z duszą na ramieniu :/
Mam tylko nadzieję, że po moim wyjściu było ok.
Z rozmowy z "naszą" panią dowiedziałam się, że Młodszy ogólnie bardzo dobrze sobie radzi, wszystko zjada, prawie sam, choć w domu jest karmiony, słucha się pani i jako pierwszy leci gdy pani woła żeby się ustawić czy gdzieś podejść, no w szoku jestem ;) z toaletą też do tej pory problemu nie było.
Ogólnie mogę powiedzieć, że póki co jest CHYBA dobrze ... ale to wcale nie znaczy, że siedzę sobie spokojna i zadowolona. Nic z tych rzeczy. Nerwa mam cały czas. Bo kto wie co przyniesie kolejna godzina, kolejny dzień, tydzień? Nie byłabym sobą gdybym się nie denerwowała, poza tym taki dobry start dla mnie jeszcze niczego nie wróży, jak to się mówi, jedna jaskółka wiosny nie czyni, to dopiero 3-ci dzień. Pożyjemy, zobaczymy, co przyniosą następne dni ale staram się być dobrej myśli, wierzę w mojego Skrzacika ;)
Starszy Skrzacik to już weteran i z jego pójściem do szkoły jedyny stres jaki był to brak tych książek ale zdążyliśmy, kupiliśmy i nasz syn z kompletną wyprawką poszedł wczoraj na pierwsze zajęcia. Przez pierwsze dwa tygodnie mamy troche chory plan lekcji jeżeli chodzi o godziny zajęć bo mamy 3 razy na popołudnie: 12:45 - 16:15 :/ i tylko dwa razy na rano z czego raz na 7:05 co znowu uważam za lekką przesadę tym bardziej, że zajęcia tego dnia przewidziane są na zaledwie 4 godziny lekcyjne z czego dwie to basen a, że na razie basenu nie ma to wychodzą tylko dwie godziny czyli dzieciak jedzie na 7 a o 8:45 jest już po zajęciach i co z nim potem zrobić? Bo do tego wszystkiego świetlica też jeszcze na razie nie działa :/
Dwa tygodnie szybko zlecą a potem ma być już codziennie na rano i będzie już i basen i świtlica. Tylko Starszy nie bardzo wcale zadowolo, że codziennie na rano bo po pierwsze nie lubi rano wstawać a po drugie lubi siedzieć długo wieczorem a nawet po nocy (po mamusi).
No cóż, będzie się musiał przestawić.
A wakacje już za 295 dni...
poniedziałek, 3 września 2012
Przedszkole - dzień pierwszy.
Pojechałam i zostawiłam, mojego małego kurczaka w przedszkolu, pierwszy raz.
Chciałam napisać coś więcej ale ze stresu mam taki mętlik w głowie, że myśli zebrać nie mogę i zdania mi się nie kleją. Może potem, jak ochłonę ...
Poza tym na 11:00 mamy rozpoczęcie u Starszego i muszę zacząć go szykować a jesteśmy w proszku.
Chciałam napisać coś więcej ale ze stresu mam taki mętlik w głowie, że myśli zebrać nie mogę i zdania mi się nie kleją. Może potem, jak ochłonę ...
Poza tym na 11:00 mamy rozpoczęcie u Starszego i muszę zacząć go szykować a jesteśmy w proszku.
niedziela, 2 września 2012
Po zakupach.
Pojechaliśmy wczoraj po wyprawkę.
Kupiliśmy. Prawie wszystko. Niestety to prawie ma tu dość ważne znaczenie bo jest nim komplet książek do szkoły dla Starszego.
Mamy dwa dni na ich zakup. Mamy kłopot :///
Starszy nie chciał ani nowego plecaka ani piórnika, dziwne mi się to wydało bo ja jako dziecko pamiętam, że uwielbiałam kupowanie nowej wyprawki do szkoły i stanowiła ona swojego rodzaju uprzyjemnienie tego nieprzyjemnego czasu jakim był koniec wakacji. A Starszy generalnie nie chciał w ogóle nic zaczynając od niechęci jechania na zakupy. Prawdziwy mężczyzna ;) A niepotrzebowanie niczego ma chyba po tatusiu.
Rodzice jednak na zakupy wzięli, pokazali co nieco przeróżnego stafu na półkach i Starszy łaskawie wyraził zainteresowanie plecakiem i piórnikiem z jednym z bohaterów ze swojej ukochanej bajki. Kupiliśmy. Do tego inne klamoty typu: dodatkowe kredki, blok rysunkowy, papiery kolorowe i obowiązkowo długopis zmywalny, który był przedmiotem pożądanym już od dawna. Zabrakło nam tylko tych nieszczęsnych książek :( Aha i jeszcze stroju na WF nie mamy :(
Młodszy został zaopatrzony w piękne kapciuszki do przedszkola, ze swoim ulubionym motywem czyli ze zwierzątkiem :) Kapciuszki rozmiar tylko 22, stoją dumnie na komodzie i czekają na swoją jutrzejszą podróż do przedszkola a Młodszy od wczoraj namiętnie nosi nowe kapcie Starszego, rozmiar 29. Mówiąc przy tym, że są za duże a on za mały. Uroczo.
Kupiliśmy. Prawie wszystko. Niestety to prawie ma tu dość ważne znaczenie bo jest nim komplet książek do szkoły dla Starszego.
Mamy dwa dni na ich zakup. Mamy kłopot :///
Starszy nie chciał ani nowego plecaka ani piórnika, dziwne mi się to wydało bo ja jako dziecko pamiętam, że uwielbiałam kupowanie nowej wyprawki do szkoły i stanowiła ona swojego rodzaju uprzyjemnienie tego nieprzyjemnego czasu jakim był koniec wakacji. A Starszy generalnie nie chciał w ogóle nic zaczynając od niechęci jechania na zakupy. Prawdziwy mężczyzna ;) A niepotrzebowanie niczego ma chyba po tatusiu.
Rodzice jednak na zakupy wzięli, pokazali co nieco przeróżnego stafu na półkach i Starszy łaskawie wyraził zainteresowanie plecakiem i piórnikiem z jednym z bohaterów ze swojej ukochanej bajki. Kupiliśmy. Do tego inne klamoty typu: dodatkowe kredki, blok rysunkowy, papiery kolorowe i obowiązkowo długopis zmywalny, który był przedmiotem pożądanym już od dawna. Zabrakło nam tylko tych nieszczęsnych książek :( Aha i jeszcze stroju na WF nie mamy :(
Młodszy został zaopatrzony w piękne kapciuszki do przedszkola, ze swoim ulubionym motywem czyli ze zwierzątkiem :) Kapciuszki rozmiar tylko 22, stoją dumnie na komodzie i czekają na swoją jutrzejszą podróż do przedszkola a Młodszy od wczoraj namiętnie nosi nowe kapcie Starszego, rozmiar 29. Mówiąc przy tym, że są za duże a on za mały. Uroczo.
***
Starszy pyta dziś rano:
-Mamo, mogę pograć w Angry Birdsy?
-Możesz.
-"Ja tez poglam w engly bildsy, na telehonie".
Powiedział Młodszy, wziął moją komórkę, odwrócił ją w poziom, usiadł na dywanie i udawał, że gra.
Wszystko co robi starszy brat i on musi robić. Uwielbiam :)
A jutro? Jutro jakoś będzie... Byle nie padało bo do przedszkola jedziemy na rowerze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)