Szkoła...
Starszy zaczął nowy etap w swoim życiu, 4 klasa.
Ta czwarta klasa co to ma być taka straszna, ma być tak ciężko - słyszałam przez ostatnie dwa lata od różnych osób.
Teraz przyszło nam się z tym zmierzyć.
Był też strach o panią, bo ta z klasy 1-3 była tą najlepszą z najlepszych, naprawdę lepiej nie mogliśmy trafić, dzieciaki też to wiedziały.
Teraz wszystko jest nowe, inne, niby jeszcze spokojnie bo to początek ale z drugiej strony czuję, że zaraz nabierze tempa.
Wydatki też zdecydowanie inne, komplet książek do klasy 4 - bagatela - 600 zł i to same książki... plecak, zeszyty, piórniki, przybory, buty na zmianę i inne wyposażenie - nawet nie podliczyłam. I gdy naiwnie myślałam, że mamy już wszystko co trzeba to z każdym kolejnym dniem szkoły dowiadywałam się, że jednak to jeszcze nie koniec zakupów. Bo ta pani to chce taki zeszyt a ta pani taki, poza tym co też mi przyszło do głowy nie kupić zeszytu w pięciolinię? (chyba zapomniałam) czy linijki 30 centymetrowej albo kleju "magicznego", no gdzie ja się uchowałam ;) A najbardziej lubię coroczny punkt o wyposażeniu dziecka w kredki takie śmakie i owakie a potem używanie w ciągu roku zaledwie jednych z nich czyli bambino albo tych, które dziecko ma akurat w standardowym wyposażeniu piórnika. Myślałam, że przy trochę starszych dzieciach odejdziemy już od pełnej listy kredek ale okazało się, że nie, różne mają być. Spoko, najwyżej Młodszy odziedziczy kolejną porcję kredek takich śmakich i owakich - on uwielbia rysować, zużyje wszelkie kredki jakie wpadną mu w ręce ;)
Na wf dzieciaki mają mieć osobne buty i jest kolejny wymóg, mają być wiązane. Rozumiem, że chodzi o lepsze trzymanie stopy, nie wiem tylko czy rzeczywiście dzieciak zawiąże buty solidniej niż zapnie rzepy. Nie przewidziałam w i tak już mocno nadszarpniętym budżecie kupowania jeszcze jednej pary butów ale cóż kupić trzeba. No i cymbałek też nie przewidziałam a przecież dzieciak musi na czymś grać, tu nasza szkoła mnie zaskoczyła bo jest wybór można grać na cymbałkach lub na flecie, za flet lepsza ocena, phi...
A na koniec jeszcze pomarudzę, że waga codziennie zapakowanego plecaka stanowczo przekracza dopuszczalną i realną do dźwigania dla dziecka, szczególnie tak drobnego i szczupłego jak moje :/ Już w poprzednich latach plecaki nie były lekkie ale teraz doszło wiele więcej książek i zeszytów a książki są grubsze i sporo cięższe...
Witaj szkoło...