poniedziałek, 27 czerwca 2011

Prawie telegram

Jot wyjechał dziś rano na Mazury.
Ja przetrwałam pierwszy dzień z 3 tygodniowego turnusu w obozie pracy.
Mały A nie ma już długich włosków!

P.S. Ewentualne szersze relacje czy fotki pojawią się niebawem.

piątek, 24 czerwca 2011

Do muu i do muu!

Mały A oszalał na punkcie krów!
Jakiś czas temu spotkaliśmy takowe na łączce w okolicy domu i od tamtej pory jak tylko wracam z pracy nie słyszę nic innego jak tylko w kółko powtarzane: "muuu, muuu, muuu" i pokazywanie paluszkiem w stronę okna, co oznacza, że tam są ukochane "muuu" i, że mamy tam natychmiast iść. W okolicy "muuu" jest też mały stawik, w którym jest pełno żab i po którym czasem pływają kaczki. Ostatnimi czasy komenda brzmi tak: "bubu, muuu, kaka, baba" co w dokładnym tłumaczeniu oznacza: matka wkładaj buty idziemy oglądać krowę, kaczki i żaby :)
Swój rekord Mały A pobił w zeszłą niedzielę gdy komendę wystosował w pierwszym zdaniu jakie wypowiedział gdy tylko się obudził :) Ani mi się śniło lecieć wtedy do "muuu" to gadał tak pół dnia aż w końcu poszliśmy.

No i chodzimy tak do tej "muuu", dzień w dzień. Z każdą wizytą coraz bardziej oswajamy się z "naszymi" krowami a one coraz bardziej wydają się być nami znudzone ;)
No i muszę przyznać, że ja mam z tego dodatkową atrakcję bo "muuu" wypasają się na łączce, na której lata mnóstwo motyli i innych owadów, które mogę sobie do woli fotografować, niestety tylko wtedy gdy jest ktoś ze mną i może przypilnować Małego A.

Kocham ten czas kiedy jesteśmy tam razem, dziś też obowiązkowo pójdziemy pod wieczór do "muuu" i mam nadzieję, że będą bo wczoraj pierwszy raz od dłuższego czasu nie spotkaliśmy naszej "muuu" na naszej łączce :/
A tu można sobie obejrzeć naszą "muuu" z bliska :)

czwartek, 23 czerwca 2011

Koniec i początek.

Koniec roku szkolnego, początek wakacji, początek długiego weekendu a za chwilę początek obozu pracy, w którym to osobiście wyląduję :/

Ale po kolei:

Wczoraj byliśmy na zakończeniu roku szkolnego u Jot.
Było oczywiście pięknie, uroczyście ale ... jakoś tak bez uniesień, nie wiem jak to wytłumaczyć, nie chcę żeby źle zabrzmiało, do mnie chyba po prostu nie dotarło jeszcze to, że to już, już minął rok, pierwszy rok szkolny w życiu mojego dziecka a za chwilę zacznie się szkoła z prawdziwego zdarzenia...



Patrzę tak na te zdjęcia, które zrobiłam wczoraj, oglądam dyplom ukończenia zerówki, o przepraszam, nie zerówki tylko "oddziału zerowego" (co to za nazwa, kto to w ogóle wymyślił? jakoś źle mi się kojarzy), czytam kartę o "gotowości dziecka do podjęcia nauki" i ... jakbym czytała o kimś innym, jakbym oglądała zdjęcia z jakiejś zwykłej uroczystości gdzie dzieci miały być na galowo ubrane. Nadal nie dociera do mnie, że to moje małe dziecko, które przed chwilą odbierało swój trzykołowy rowerek na drugie urodziny teraz odbiera dyplom, a rower ma już zwykły, dwukołowy ...
A skoro już jesteśmy przy rowerze to jest to właśnie jedna z umiejętności jakie Jot zdobył w tym roku, oprócz tego nauczył się też pływać, czytać, grać w warcaby a także pisze swoje pierwsze zdania, samodzielnie (!!!), o, tyle nowości wniósł w jego i nasze życie ten rok :)
Dla uczczenia końca roku pojechaliśmy wczoraj rowerami na lody, tak nam się to spodobało, że dziś powtórzyliśmy przejażdżkę i jesteśmy już umówieni również na jutro bo bardzo spodobało się nam takie wspólne jeżdżenie i odkryliśmy w naszej okolicy wspaniałą lodziarnię :) Wczoraj byliśmy wszyscy razem, dziś pojechałam już tylko ja i Jot i muszę przyznać, że bardzo miło było tak spędzić czas sam na sam, tylko ja i mój Jot, bardzo oboje byliśmy zadowoleni z możliwości bycia ze sobą sam na sam i tak fajnie spędzonego czasu. Także jutro koniecznie powtórka, oby tylko nie padało bo coś straszą w prognozach jakimiś deszczami :/

W poniedziałek Jot jedzie na Mazury, z babcią, niestety tylko na tydzień, ale dobre i to :)
Ja natomiast od poniedziałku zaczynam istny obóz pracy w swojej pracy :( Od dawna temat ten spędza mi sen z powiek ale wcześniej nie chciałam o tym pisać żeby się nie nakręcać. Teraz ten czas w końcu nastał i za chwilę koszmar się zacznie więc spokojnie mogę to już z siebie wyrzucić. Od poniedziałku pracuję min 9 godzin dziennie, z założeniem takim, że może nawet i dłużej, w o połowę zmniejszonym składzie działu :/ Jakby tego było mało to na czas trwania tego sajgonu musiałam wrócić na pełny etat do pracy :/ Czyli przez najbliższe 3 tygodnie (bo tyle ma trwać sajgon)koniec z wolnymi piątkami :( Poza tym ogólnie nie będzie mnie w ogóle w domu, będę wychodzić po 6 rano i wracać nie wiadomo, o której ale raczej blisko 19:00 i to jak dobrze pójdzie :( i tak przez 5 dni w tygodniu :(
I tyle, więcej pisać nie będę bo już czuję, że jednak zaczynam się nakręcać.
Trzymajcie za mnie kciuki żebym zniosła to jakoś fizycznie i psychicznie bo sama już nie wiem, od której strony będzie mi ciężej :(

Ale póki co trwa długi weekend, ja mam od wczoraj wolne i cieszę się tym czasem :) Jeżdżę na rowerze, opalam się, robię setki zdjęć, spaceruję, przytulam dzieciaki, żyję ...

piątek, 17 czerwca 2011

W skrócie.

M złapał coś od Jot.
Jot nadal boli brzuch.
Ja mam wszystkiego dość.
Wczoraj wieczorem zepsuła nam się terma w łazience, w której mamy wannę i prysznic, czyli nie mamy ciepłej wody, jak również funduszy na naprawę termy.
Ze względu na wszystko powyższe zapowiada nam się ciekawy weekend...

Słucham bo uwielbiam ... zresztą co mi pozostało jak tylko cieszyć się z małych rzeczy ...
Moje chłopaki też to lubią, Mały A wpada w stan hipnozy gdy tylko usłyszy pierwsze dźwięki tej piosenki :) To właśnie jedna z takich mały rzeczy ...

poniedziałek, 13 czerwca 2011

A było tak wesoło :(

Wczoraj w nocy Jot zaczął wymiotować. Myślałam, że zaszkodziła mu coś z wczorajszego grila. Dziś nie poszłam do pracy z zupełnie innych powodów niż ewentualne zatrucie Jot ale los zweryfikował moje plany. Cały dzień Jot przeleżał na sofie i ledwo się ruszał, jak nie on zupełnie :( Mówił, że boli go brzuch i głowa (!), tu "zapaliła mi się lampka" bo co ma do zatrucia ból głowy? No i ten trwający ból brzucha i ogólnie długo już utrzymujące się złe samopoczucie... trochę mnie te wszystkie objawy niepokoiły.
O 17:00 mieliśmy piknik klasowy z grilem i zabawami dla dzieci. M był włączony w organizację więc musieliśmy jechać. Z Jotem było bardzo źle, więc postanowiliśmy, że pojedziemy się tylko pokazać, M załatwi resztę spraw organizacyjnych i wracamy do domu. W szkole okazało się, że jeszcze dwójka innych dzieci miała/ma podobne objawy co Jot. Czyli to żadne zatrucie tylko jakiś wirus :((( Martwię się o Jota, który leży obecnie pod kocem i trzęsie się z zimna (temperatura rośnie) o A. o nas, nie wiem czy iść jutro do pracy czy zostać z nimi w domu...

niedziela, 12 czerwca 2011

Fotorelacja urodzinowa


Na początek było duuużo zabawy w kulkach, Młodszy lekko oszołomiony ;)
Potem w drugiej salce malowanie buziek.
Tron dla jubilata.
I tort i świeczka i wulkan :)

Impreza naprawdę bardzo się udała, Jot przeszczęśliwy, powiedział oczywiście, że były to jego najlepsze urodziny w życiu, mój Skarb kochany, rok temu też tak mówił ;)
Niestety nie obyło się bez małego wypadku, Mały A złapał zająca i bardzo mocno uderzył głową o podłogę :( huk był niesamowity, ogromny płacz i szybko rosnący guz :( Na szczęście nie było aż tak poważnie jak rok temu w maju (gdy A zaliczył swój pierwszy wypadek), bo dziś na czole jest tylko mały ślad.

Wracając do urodzin i spraw przyjemnych to dziś mamy małą powtórkę z rozrywki, czyli świętowanie w rodzinnym ale bardzo kameralnym gronie, takie spokojne poprawiny :)

sobota, 11 czerwca 2011

Big Day :)

No i nastał ten dzień :)
Jot kończy dziś 7 lat !!!

7 lat temu o tej porze chodziłam jeszcze całkiem nieświadoma tego, że za parę godzin przywitam na świecie mojego Synka...
Jak wyglądał wtedy nasz dzień i przyjście na świat JJ'a opisałam już kiedyś tutaj :)
Dziś mamy już za sobą poranne odpakowywanie prezentu niespodzianki. Pudło stało na dywanie na środku salonu i czekało na dzisiejszego jubilata, radość była ogromna :D

A za dwie godziny zaczynamy imprezę w klubie dziecięcym z kolegami i koleżankami z klasy Jota. Aparat naładowany, świeczki i wulkan ze sztucznych ogni na tort też już czekają :)
A sam tort odbieramy zaraz przed imprezą, tym razem nie będzie niespodzianki ze wzorem, Jot sam sobie wybierał i muszę przyznać, że wybrał wzór bardzo fajny, ten sam, zresztą który ja bym mu wybrała gdyby jednak miała być niespodzianka :)

Wszystkiego najlepszego syneczku, jesteś najwspanialszym prezentem niespodzianką jaki dostałam od losu pewnej jesieni :) Kocham Cię Skarbie !!!


Relacja z urodzin pewnie na dniach się tu ukaże :)

wtorek, 7 czerwca 2011

Kolejny rok ...

Wydaje mi się jakbym zaledwie wczoraj siedziała z Jot, wycinała i naklejała te baloniki na tamte zaproszenia... a tu już minął cały rok i wczoraj robiliśmy z Jotem już kolejne zaproszenia...




Niezła dłubanina z tym literkami była (Jot przycinał to co M wyciął a ja naklejałam) ale czego się nie robi dla tego pięknego uśmiechu jaki można zobaczyć na twarzy własnego syna :)
Niestety nie mamy jeszcze prezentu dla Jot i sprawa wygląda naprawdę kiepsko bo urodziny tuż, tuż, wszystko zaplanowanie i zarezerwowane (sala, tort itp.) a prezentu NIET :((( To pierwszy taki rok kiedy zupełnie nie mamy pomysłu, zazwyczaj bywało w drugą stronę, pomysłów był nadmiar.

Pomocy, czy jest na sali ktoś kto wie co można kupić siedmiolatkowi? Ale coś takiego fajnego, niebanalnego... porady mile widziane, pilnie !!!

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Nowy lokator :)

Rodzina nam się wczoraj powiększyła ;)
Jot dostał swój obiecany prezent "number one" z okazji Dnia Dziecka ... 

Jot jest zachwycony, ja również :)

niedziela, 5 czerwca 2011

Pyszne śniadanko :)

Nie ma to jak miska Cheeriosów zbożowych i butla mleka :)
 
A najlepiej wszystko naraz :)

zdjęcia z wczoraj, 4-go czerwca 2011