piątek, 19 października 2012

Jadę!

Jadę, jadę, od 30 minut siedzę w autokarze :) Co za czasy, internet w podróży, wow ;)
A teraz czeka mnie upojne 5 godzin ciszy i świętego spokoju, kolejne wow ;) Kiedy ja ostatni raz miałam taki komfort ? Hmmmm, 3 lata temu ? Może. A może i jeszcze dawniej. Także te 5 godzin nie stanowi dla mnie żadnego problemu, doskonale wiem jak je wykorzystać. W końcu posłucham sobie mojej ukochanej muzyki, której nie mam kiedy słuchać bo w domu ciągle leci Mini Mini na zmianę z Disney XD. I może uda mi się przeczytać pewien miesięcznik fotograficzny, który kupiłam w czerwcu i do dziś nie miałam czasu przeczytać i jeszcze jedna książka o technikach fotografii czeka w torbie jakby co ;) ale do niej to pewnie już nie dojdę bo jak znam siebie to zasnę już w trakcie tej gazety.
Nie wiem tylko jak mój kręgosłup zniesie tę pozycję przez 5 godzin bo już mnie boli :/

 P.s. Aparatu postanowiłam jednak nie brać, wzięłam za to telefon służbowy, nie wiem po jakiego czorta bo przychodzą mi na niego wszystkie maile i mi pika co parę minut a ja to czytam zamiast olać :/ Także bez aparatu czuję się jak bez ręki a z tym telefonem jak ze zbędnym bagażem :/

czwartek, 18 października 2012

Stacja Chill Out

To już za chwilę, no dobra, za parę godzin.
Rzucam wszystko, tak jak jest, niedokończone, niezałatwione, rozgrzebane.
Rzucam i jadę.
Po parę oddechów bezstresowym, świeżym (bo innym) powietrzem, z dala od domu, z dala od problemów. A co, należy mi się! Bo kryzys dość mocno zawitał w me progi i wszystko nabrało ciemno-szarych barw, a mimo, że tak bardzo kocham świat w black&white to tym razem jest co nieco za bardzo black :/
I z całą pewnością nie jest to żadna tam depresja jesienna ... przecież jesień tak pięknie koloruje ...
Pojadę po parę chwil ciszy i świętego spokoju ;) po parę chwil tylko dla siebie i z kimś kogo nie widziałam już wieki a kto jest mi bardzo bliski i kogo bardzo w chwili obecnej potrzebuję. Ja też temu komuś potrzebna jestem ...
Nasza przyjaźń (naprawdę wyjątkowa) z pewnych powodów została mocno zaniedbana i czas najwyższy to naprawić, może się uda a przy okazji spędzimy miło (jak to zwykle bywało) czas... z dala od problemów, razem, jak za starych czasów :)
Także jeszcze tylko parę godzin do wyjazdu, potem parę godzin na dojazd do celu i będę na mojej stacji Chill Out :) Ale to dopiero za parę godzin a póki co, mam chill out w poniższej wersji ;)


P.S. Miałam nie brać aparatu... żeby oderwać się już tak totalnie od mojej codzienności. Ale czy to aby na pewno dobry pomysł? Czy wytrzymam, czy nie będę żałować ? Przecież tak to kocham ...

poniedziałek, 15 października 2012

Refleksyjnie...

Miało być o tym czemu nie piszę, o tym jak nie mam w ogóle na to czasu...
Bo dzieci chorują, raz jedno raz drugie albo razem. Ja pracuję już prawie na 3 etaty: w czasie dnia jako szary pracownik, popołudniami jako mama a gdzieś po nocy jako kobieta starająca się zrealizować zawodowo w swojej pasji... powoli dopinam wszystko na ostatni guzik ale ciągle coś niedokończone, niezałatwione, a jak jedną rzecz odhaczę  z listy to już dwie nowe dochodzą. I ciągle mówię sobie, że jeszcze tylko ten tydzień a potem już się uspokoi, potem odsapnę, zwolnię tempo i zacznę żyć i delektować się tym życiem.

Niestety, te tygodnie mijają a spraw coraz więcej. Cały czas pędzę i wiem, że nie tylko ja.
A gdy my tak pędzimy inni nagle umierają, zostawiają za sobą swoje życia, takie niedokończone i nic już nie ma znaczenia ...
Skąd takie myśli? Nie, nie, wcale nie przypadkiem. Wczoraj zmarła bliska koleżanka z pracy mojego M. I dowiedzieliśmy się o tym w tak banalnej sytuacji, chwilę potem gdy wyszliśmy z kina z komedii. To miało być takie oderwanie się, miłe, relaksujące wyjście, które zdarza nam się średnio raz na dwa lata ... Ona, młoda, mądra, piękna kobieta i choć w żaden sposób nie była mi bliska smutek udzielił się i mnie. Obejrzałam zdjęcia, trochę poczytałam o Niej, wczoraj słuchałam wspomnień M, dziś łzy same płynęły ...

Zatrzymałam się na chwilę.
Wyszłam z dziećmi do ogrodu, ciepłe jesienne słońce, kolory, piękna złota jesień, żal umierać...

A jutro wszystko znów zacznie pędzić, szkoda :(((

Od drugiej minuty, ciarki mi przechodzą ...

niedziela, 7 października 2012

3 świeczki


Wczoraj Młodszy skończył 3 latka :)

Było wszystko tak jak miało być i tort ze zwierzątkiem i wyjście do rodzinnego parku rozrywki gdzie główną atrakcją były/są oczywiście "zezątka" i przejażdżka na kucyku (wow!!!) i skakanie po figurach zwierząt w tym dinozaurów, i bieganie po gigantycznych placach zabaw, zjeżdżalnie, drabinki i inne cuda. Wszystko aby na buzi jubilata gościł uśmiech :) I gościł :) I było pięknie :)

Tylko niech mi nikt nie pisze jaki to już duuuuży chłopak ;) Wcale nie duży, dla mnie nadal maleńki, mój mały, kochany syneczek, co wczoraj obchodził "ulodziny" :) Kocham ...



piątek, 21 września 2012

No i skończyło się przedszkolowanie :/

W nocy Młodszy zamienił się w mały piecyk. Rano sytuacja się nie zmieniła, termometr pokazał 38 stopni. Tak skończyło się właśnie trzy tygodniowe chodzenie do przedszkola z katarem :/
Starszy też pod znakiem zapytania bo rano narzekał coś na brzuch. Do szkoły poszedł. Co będzie dalej zobaczymy.
A jutro mieliśmy iść na rekonstrukcję bitwy. Rok temu byłam przez 15 minut i spektakl był niesamowity. Musiałam niestety uciekać bo Młodszy wystraszył się hałasu wybuchów i samolotu latającego nad samymi głowami. W tym roku chciałam koniecznie być na całej uroczystości :/

poniedziałek, 17 września 2012

Franklin

Młodszy od wczoraj jest pod urokiem Franklina (dla niezorientowanych to bajka o żółwiku). W związku z tym wszyscy jesteśmy żółwiami, mama jest żółwik, tata jest żółwik, starszy brat jest żółwik a Młodszy jest oczywiście żółwikiem Franklinem i ma skorupę! No bo jak to tak żółw bez skorupy? ;) Opowieściami o naszej żółwiej rodzinie tak go dziś zagadałam przy wejściu do przedszkola, że nawet nie zauważył jak znalazł się w swoje sali a ja zniknęłam :)

Poprzednie dwa tygodnie Młodszy chodził do przedszkola na tzw. pół etatu, tzn. był zabierany po obiedzie, ok 13:00. Dziś pierwszy raz zostanie na cały dzień i będzie leżakował. Mówiłam mu o tym rano z czego był bardzo zadowolony, mam nadzieję, że mu tak zostanie.

***

Urywek rozmowy sprzed paru dni:
Starszy: Mamo, patrz tam są poduchy.
Młodszy: Duchy? Mogę zobacyć ?

czwartek, 13 września 2012

Coś dla mnie :)


Zdjęcie pochodzi z tego oto bloga (otrzymałam zgodę na publikację zdjęcia u siebie), na którym można obejrzeć jeszcze wiele innych pięknych słodkości (polecam!) ale ja już swój ideał znalazłam :) Wypisz wymaluj tort dla mnie, nic dodać nic ująć :) Tylko do urodzin jeszcze daleko ;)

wtorek, 11 września 2012

On chce do maluszków!

W piątek pojawił się pierwszy problem w zostawieniu Młodszego w przedszkolu. I wcale nie chodziło o jego rozstanie ze mną tylko o salę. Bo Młodszy przez 5 dni przedszkolowania zdążył już znudzić się swoją salą i zainteresować innymi. A, że przedszkole nasze nie jest jakimś wielkim molochem tylko zwykłym domem to on czuje się jak w domu i nie rozumie czemu nie może chodzić po całym domu i odwiedzać innych sal, dla niego to przecież zwykłe pokoje.
Panie w przedszkolu stwierdziły, że to żaden problem żeby zobaczył co jest w innych salach i tym sposobem bezproblemowo wyszłam  w piątek z przedszkola do pracy.
Sytuacja powtórzyła się jednak i wczoraj i dzisiaj, czego się niestety obawiałam :/ No bo skoro raz panie pozwoliły chodzić po innych salach to on przyjął do wiadomości, że można i tyle. Zarówno wczoraj jak i dzisiaj przed drzwiami do naszej sali był krzyk, że on che do maluszków :/ Wczoraj pani z nim poszła a dziś próbowałam go przekonać, żeby jednak wszedł do swojej sali ale skończyło się płaczem :/ Pani dyrektor powiedziała, że nie ma problemu i, że może iść. Poleciał nawet się na mnie nie oglądając.
I niby powinnam się cieszyć, że mamy tylko taki problem z zostawianiu go w przedszkolu ale ja się trochę martwię jak to potem jest z wyprowadzaniem go z tej innej sali i powrotem do jego. Panie mówią, że na razie nie było problemu. No właśnie, na razie ...

niedziela, 9 września 2012

Kto je sałatę?

Dziś do zakatarzonego Młodszego dołączył zakatarzony Starszy.
Nie wiem czy złapał od Młodszego, czy przytargał katar ze szkoły czy może sama mu go zafundowałam wczorajszą przejażdżką rowerową przy tej zdradliwej pogodzie (raz słońce i upał a raz zimny wiatr), nie wiem.
Ale jechać wczoraj trzeba było bo nie byłam w stanie wymyślić nic ciekawszego niż krótka wycieczka rowerowa do ciastkarni na babeczkę z budyniem. Przy okazji przejrzeliśmy katalog z tortami w poszukiwaniu tortu dla Młodszego bo urodziny powoli się zbliżają. Motyw oczywiście nie żaden inny tylko ze zwierzątkiem. Myślałam, że będzie jeden lub dwa a tu się okazało, że opcji jest mnóstwo i teraz nie wiem, który wybrać, wszystkie są piękne :)

***

Moja rozmowa z Młodszym przy kanapce:
Młodszy: Co masz?
Ja: Kanapkę z szynką i sałatą.
Młodszy: Sałatą ? Bleeeee, to jedzą klóliki.
:D

piątek, 7 września 2012

Jest przedszkole jest i katar :/

Myślałam, że przebywania w otoczeniu miliona zarazków równo od 3 doby życia uchroni Młodszego przed chorowaniem przedszkolnym. Myliłam się. Katar jest już od wczoraj. Oczywiście nie nazywam kataru chorowaniem ale z doświadczenia wiem, że z głupiego katarku różne rzeczy mogą wyjść ale żeby nie wywoływać wilka z lasu nie będę tu teraz tego wymieniać. Tak czy inaczej walczymy z katarem ale wiadomo, że jest to walka z wiatrakami :/
Będziemy mieć zakatarzony weekend.