piątek, 18 października 2013

Rozłąka

Od wczoraj jestem w sanatorium.
Nie spodziewałam się, że będę TAK tęsknić...
Bałam się przyjazdu tutaj i nawet w ogóle tego nie chciałam.
W ramach przekonywania samej siebie myślałam o korzyściach zdrowotnych (ale to akurat nie jest gwarantowane po pobycie) i o możliwości odpoczynku i chwilowego odsapnięcia bo w domu ciągłe urwanie głowy a ja ciągle ze sprawnością na bakier, więc wszystko męczyło mnie dwukrotnie. Rozmyślałam sobie jak to między zabiegami będę miała chwile relaksu i czas tylko dla siebie... 
CZAS TYLKO DLA SIEBIE (!!!) 
czego to ja miałam w tych chwilach nie zrobić...
Te chwile lecą od wczoraj a ja nie zrobiłam nic. Nic z tego co sobie zaplanowałam.
Już w drodze nastrój mi nie dopisywał a po przyjeździe nie było lepiej. Wczoraj płakałam za dziećmi i domem jak bóbr i nie mogłam sobie znaleźć miejsca. A miejsce, w którym byłam wydawało mi się jakieś takie mało przyjazne. 
I jakaś taka nijakość mnie ogarnęła. 
Czytałam, myślałam, łaziłam, jadłam, płakałam i tyle.
Dziś już trochę lepiej ale przede mną chyba ciężkie i długie 3 tygodnie...

P.S. Gdy już pozbieram się do kupy to napiszę o naszym bilansie czterolatka, ale tu też niezbyt kolorowo :/

czwartek, 10 października 2013

Świętowaliśmy ...

Mój Starszy syn z różnych powodów ochrzczony (co za trudne słowo ;) był dopiero w wieku 4 lat i przy okazji swoich czwartych urodzin. Byłam wtedy w trakcie wyczekiwania swojej drugiej ciąży... Wiele miesięcy później moje wyczekiwania zakończyły się sukcesem a jeszcze parę miesięcy później, 6 października 2009 roku na świat przyszedł mój Młodszy synek. Zanim jeszcze się narodził plany miałam takie żeby jego chrzest odbył się w bardziej tradycyjny sposób czyli w momencie gdy będzie jeszcze małym zawiniątkiem leżącym cicho (lub głośno) w beciku, kocyku czy innej otulince... Jednak plany planami a życie życiem i tak czystym zbiegiem okoliczności wszystko co nie zgrywało się do tej pory, zgrało się nagle "tu i teraz" i w przeddzień swoich czwartych urodzin mój Młodszy synek został ochrzczony ...

Po chrzcie na uroczystej kolacji świętowaliśmy obie okazje ...

... a czemu zebry na chrzest? a bo moje dziecko wciąż niezmiennie i nieustannie żyje miłością i pasją do zwierząt, także tort bez zwierzęcia nie mógł być ;)
Dzień później, w urodziny, w ramach kontynuacji świętowania i prezentu urodzinowego Młodszy został zabrany do pewnego parku rozrywki, w którym był na swoich urodzinach w zeszłym roku i, o którym mówił przez cały ten rok bardzo często i pytał kiedy znów tam pojedzie... w końcu jego marzenie się spełniło :) 
Jak widać na załączonych obrazkach zabawa była przednia i zebra również i tu była ;)
Powtórne gaszenie świeczek na pozostałości tortu również było, no ba jak to tak w dzień urodzin świeczek nie zgasić ;)
P.S. Dawno mnie nie było, cieszę się, że czasem jeszcze ktoś do nas zagląda i pyta co z nami... wiele się zmieniło, o tym, o okularach, na które na pewno Ci co nas znają zwrócili uwagę, o stopach, słuchu i innych sprawach napiszę w kolejnym wpisie, w końcu bilans czterolatka przed nami :)

piątek, 5 lipca 2013

A ja proszę o deszcz.

Upał mnie zabija. Chore nogi mocno dają mi do wiwatu i odmawiają posłuszeństwa, ledwo doczłapałam dziś po Młodszego a potem do domu. Do tego ten katar, nie mam czym oddychać.
Marzy mi się aby jutro rano obudził mnie przyjemny szum deszczu za oknem i chłód świeżego powietrza jaki deszcz ze sobą niesie ...

czwartek, 4 lipca 2013

Into the blue

Jak ja uwielbiam ten kolor, no nie ma piękniejszego ;)

i ten kawałek też uwielbiam, w ogóle Sunrise uwielbiam ... 
P.S. Jak się zaziębić w upalne lato? 
Zapisać się na rehabilitację z zabiegami krioterapii.

wtorek, 2 lipca 2013

Playing over and over again ...

"Bursting through a bright blue sky
A slow landslide
From the world I've left behind
It's enough to lose your head
And disappear
And not return again


When I fall to my feet
Wearin' my heart on my sleeve
All I see just don't make sense ..."

czwartek, 20 czerwca 2013

Czas cudów i truskawek.

Matka niegotująca i niepiekąca zrobiła ciasto, tartę. Jak to na czerwiec przystało z truskawkami oczywiście. Co ciekawe ciasto wyszło, udało się i było pyszne :) To cud pierwszy.
 A dziś rano matka znalazła swoje aż 3 zdjęcia w sekcji zdjeć wyróżnionych przez moderatorów na forum fotograficznym, wow, doczekać się tam choć jednego swojego zdjęcia to już jest sukces ;)
No cuda się dzieją ;)

... i truskawki som ;)

niedziela, 16 czerwca 2013

Małe przyjemności ...

 Niedziela...
Słońce...
Leżak w ogrodzie...
Kawa w filiżance...
Czerwień wiśni dojrzewających tuż nad głową...
Połysk świeżego lakieru na paznokciach...
Błękit wody w basenie...
Uśmiech dziecka... 
...  f  o  t  o  g  r  a  f  i  a ...



Byle tylko zapomnieć i nie myśleć...

(wszystkie pstryki wykonane dzisiaj, tj. 16.06.2013, temi ręcami co to je widać na załączonych obrazkach) w zasadzie miało nie być żadnego tekstu a zdjęcia miały mówić same za siebie ale jak zwykle się rozgadałam ...

piątek, 14 czerwca 2013

wczoraj ... 13-go ...

... dostałam pooperacyjny wynik rezonansu kontrolnego, dzień wcześniej odebrałam diagnozę kolan (to nowy temat, o którym jeszcze nie wiecie bo nie pisałam). Równo 7 miesięcy wcześniej z 12 na 13 listopada zaczął się cały ten koszmar...

... ponadto wczoraj w drodze do domu z rehabilitacji odebrałam telefon, że moje młodsze dziecko jest już w domu z tatą ponieważ w przedszkolu zdarzył się wypadek, Młodszy dostał w głowę huśtawką... DWA razy, najpierw pierwszy raz a potem drugi raz gdy się podnosił...

Taki tam sobie zwykły dzień pt. 13-ty.

sobota, 25 maja 2013

Prawda i fałsz.

"Jeśli czegoś naprawdę gorąco pragniesz, to cały Wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu” Fałsz.

"Ostatecznie zdarzają się nie te katastrofy, których oczekujemy, lecz te, których wcale się nie spodziewamy." Prawda.

piątek, 12 kwietnia 2013

Kijowo

Sprzed chwili:
Tata: co tam masz synku?
Starszy: kij.
Tata: jaki kij?
Starszy: kijowy.

Pogadali ;)

Wiosna przyszła ale z deszczem, więc nadal kibluję w domu.
No może poza wyjazdem na wizytę lekarską i do ZUSu.
Cały tydzień Młodszy znowu przesiedział w domu z temperaturą, kaszlem, katarem i ze mną. Gdzieś w połowie tygodnia dołączył antybiotyk. Znowu.
Na koniec tygodnia z chorowaniem dołączył do nas Starszy i M, na razie bez antybiotyku.
Mnie boli gardło od dwóch dni, zaczęło mnie boleć dokładnie dzień po tym jak pozbyłam się kataru, który trwał tydzień a zaczął się po tym jak bolało mnie wcześniej gardło od świąt. 
Czyli w sumie chorowanie zaczęłam 2 tygodnie temu ja a reszta po kolei dołączyła do mnie.

Kijowo.

P.S. Czy dzieci przestają kiedyś w końcu chorować ?

13.04.2013 10:50, update.
Starszy obudził się spuchnięty na buzi i z wypiekami.
Termometr pokazał 39,5 stopnia.
Lekarz na 12:30 - udało się zapisać, to jakiś cud ;)
Młodszy lata po domu jak nakręcony.
Słońce za oknem.
Ja chcę na dwór !!!
Młodszy też.
Czy możemy wyjść skoro Młodszy jest na antybiotyku?