No i stało się. A właściwie to dzieje się. I to już od jakiegoś czasu ale wcześniej nie pisałam o tym bo wiadomo, że łatwiej i przyjemniej pisać jest o rzeczach miłych. Ale niestety przestało być miło bo Mały A zaczął pokazywać różki :(((
Jak mu się coś nie spodoba to leje prosto z otwartej w osobę, która ośmieliła mu się sprzeciwić :( gdy w pobliżu nie ma nikogo na kim można by się wyżyć to rzuca się na podłogę i wali głową w dywan :( no masakra dosłownie :( potem wstaje i masując się sam po główce robi buzię w dziubek i mówi: "uuuuuu", co oznacza, że głowa boli. Ano boli jak się jej używa do walenia a nie myślenia :/ Oczywiście jako doświadczona mama drugiego już syna, na tego typu awantury nie reagują niczym innym oprócz ostrego stwierdzenia "nie wolno" lub "przestań". Ze skutkiem bywa różnie ale wiem, że ignorowanie z grubsza takiego zachowania i tylko słowne, stanowcze skrytykowanie jest najlepszą metodą. Choć czasami tak ciężko jest nie podejść i nie przytulić gdy tak sam siebie uszkadza i go boli :(
Ciężki etap przed nami, mam nadzieję, że uda nam się z tego jakoś wyjść. Pocieszam się tym, że z Jotem było to samo a teraz jest jednym z grzeczniejszych dzieci w szkole i to samo było w przedszkolu. Oby Mały A poszedł w brata...
Liv, :) :) :)
OdpowiedzUsuńO.
witaj :)
OdpowiedzUsuńFilip nie wali głową o podłogę, ale mdleje :) nózki ma jak z waty :)
OdpowiedzUsuńurwisy
szymanska25