Tak, w końcu i mnie ruszyło i zaczęłam w końcu organizowanie wyprawki.
Zupełnie nie rozumiem prania ubranek i pakowania torby na 2 miesiące przed porodem i sama zkładałam, że zacznę to wszystko robić w drugiej połowie września. Jednak ostatnia wizyta u gina wywołała u mnie potrzebę zaczęcia przygotowań. Nie jestem pewna czemu ale może to ta rozmowa o ewentualnej cesarce w 38tc uświadomiła mi, że mam jeszcze tylko ok 5 tygodni.
I tak wczoraj wyciągneliśmy Mutsy z piwnicy i zrobiliśmy jego generalny przegląd i odświeżenie w ogrodzie. Dziś zakupiliśmy wkładkę dla noworodka do fotelika samochodowego bo okazało się, że jakimś cudem jej nie mamy. Oprócz tego kliknęłam dziś na allegro łóżeczko turystyczne z wszelkimi możliwymi bajerami typu zamiana na kołyskę, zdejmowany daszek z moskitierą i misiami, melodyjki, wibracje, lampka, przewijak, półeczka, kieszonki itd., bo w końcu A. w czasie dnia musi też mieć gdzie spać i leżeć :) I założenie jest takie, że w salonie będzie właśnie to łóżeczko turystyczne a na górze w sypialni zwykłe ze szczebelkami po J.
Teraz czeka mnie nurkowanie w torbach z ubrankami. Jakiś czas temu M przytargał z piwnicy reklamówki z ubrankami po J a ja muszę to teraz przejrzeć, wybrać to co będzie potrzebne na początku, wyprać, uprasować, brrrr, wcale mi się nie chce tego robić, może ktoś mógłby do mnie przyjechać i mi pomóc ???
Bo ja już zrobiłam raz do tego podejście i skończyło się na tym, że z tego stosu reklamówek powyciągałam wszystko, obejrzałam i schowałam z powrotem i tak do dziś sobie to wszystko stoi i czeka, a mnie się NIE CHCE !!! Może jak będzie już komoda to będę miała większą motywację.
Poza tym wszystko to odbywa się przy moim naprawdę fatalnym samopoczuciu ale o tym za następnym razem...
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
piątek, 28 sierpnia 2009
8 miesiąc, po wizycie
Przeżyłam jakoś te 5 tygodni bez mojego gina i doczekałam się naszej wizyty :)
Wizyta była mi tym bardziej potrzebna, że parę dni temu ginka z enel-medu, u której byłam tylko po L4, wprowadziła sporą dawkę niepokoju w moje życie bo stwierdziła, że mało przybieram na wadze i w ogóle mam za mały brzuch i pewnie dziecko słabo rośnie, brrrrrr, NIE no wcale nie zafundowała mi tymi stwierdzeniami kolejnych powodów do wystąpienia ataku :(
Na szczęście, tak jak się spodziewałam, mój gin rozwiał wszystkie wątpliwości jakie zasiała ginka.
Synek rośnie dobrze, waży 1700gr i jest to jak najbardziej w normie, choć wiadomo, że gigantem nie będzie (a niby po kim ma być??), waga jest po prostu przeciętna, i najważniejsze, że w normie !!!
Ja przybieram na wadze faktycznie mało (6kg od początku ciąży) ale nie ma w tym nic złego bo to nie ja mam przybierać na wadze tylko dziecko.
Za 2 tygodnie mam to szczegółowe usg z przepływami itd., a potem pod koniec września już tylko jedna wizyta i kończymy rozdział pt.: "ciąża".
Na wczorajszej wizycie, tak jak to było w planach, wróciliśmy do tematu porodu i mój gin przychylił się w stronę cesarki ze względu na nasilone ostatnio ataki, a niestety są nasilone :(
Ja sama osobiście nie jestem ani za sn ani za cc, niestety nie odpowiada mi ani jedno ani drugie.
Ale skłaniam się powoli ku cc ponieważ niestety nie wiem jak będzie przebiegał mój poród sn i jakby doszło do takich komplikacji jak przy pierwszym porodzie to atak mam gwarantowany i byłoby to niebezpieczne a nikt nie zagwarantuje mi, że urodzę jak po maśle, nic się nie wydarzy i nie dostanę ataku.
Temat nadal pozostaje otwarty ale czasu na decyzję coraz mniej...
Wizyta była mi tym bardziej potrzebna, że parę dni temu ginka z enel-medu, u której byłam tylko po L4, wprowadziła sporą dawkę niepokoju w moje życie bo stwierdziła, że mało przybieram na wadze i w ogóle mam za mały brzuch i pewnie dziecko słabo rośnie, brrrrrr, NIE no wcale nie zafundowała mi tymi stwierdzeniami kolejnych powodów do wystąpienia ataku :(
Na szczęście, tak jak się spodziewałam, mój gin rozwiał wszystkie wątpliwości jakie zasiała ginka.
Synek rośnie dobrze, waży 1700gr i jest to jak najbardziej w normie, choć wiadomo, że gigantem nie będzie (a niby po kim ma być??), waga jest po prostu przeciętna, i najważniejsze, że w normie !!!
Ja przybieram na wadze faktycznie mało (6kg od początku ciąży) ale nie ma w tym nic złego bo to nie ja mam przybierać na wadze tylko dziecko.
Za 2 tygodnie mam to szczegółowe usg z przepływami itd., a potem pod koniec września już tylko jedna wizyta i kończymy rozdział pt.: "ciąża".
Na wczorajszej wizycie, tak jak to było w planach, wróciliśmy do tematu porodu i mój gin przychylił się w stronę cesarki ze względu na nasilone ostatnio ataki, a niestety są nasilone :(
Ja sama osobiście nie jestem ani za sn ani za cc, niestety nie odpowiada mi ani jedno ani drugie.
Ale skłaniam się powoli ku cc ponieważ niestety nie wiem jak będzie przebiegał mój poród sn i jakby doszło do takich komplikacji jak przy pierwszym porodzie to atak mam gwarantowany i byłoby to niebezpieczne a nikt nie zagwarantuje mi, że urodzę jak po maśle, nic się nie wydarzy i nie dostanę ataku.
Temat nadal pozostaje otwarty ale czasu na decyzję coraz mniej...
wtorek, 28 lipca 2009
Imię
Naszło mnie na rozważania na temat imion a głównie imienia naszego drugiego synka.
Bo jest problem i tak samo był przy J. M nie zgadzał się na moje typy, sam swoich nawet nie miał i ostatecznie Jot nosi imiona po dziadkach. Pierwsze dla uczczenia pamięci taty M a drugie po moim tacie.
Teraz mamy powtórkę z rozrywki, ja mam kilka imion, które mniej lub bardziej mi się podobają ale M się na nie kategorycznie nie zgadza a swoich typów nie przedstawia żadnych. Z listy moich typów wybraliśmy jedno imię i tylko na to jedno jedyne zgadzamy się obydwoje i w sumie już od dłuższego czasu nazywam tym imieniem synka w brzuchu. Tyle, że mam do tego imienia pewne zastrzeżenie (chodzi o datę imienin, żadna z możliwych mi nie pasuje) i kombinuję jeszcze nad jakimś innym a tu tak jak pisałam jest problem bo z M zgadzamy się tylko na to jedno już wybrane. No i klops.
Do tego drugiego imienia też cały czas nie mamy.
Odnośnie innych tematów to mebelki stoją już zmontowane w pokoju Jota i powoli ustawiam w nich dorobek mojego synka :) Trochę się zejdzie bo nie mogę za dużo robić ale myślę, że już jutro, może w środę wszystko stanie na swoim miejscu. O ile przy pięcioletnim dziecku jest to w ogóle możliwe żeby wszytsko miało swoje stałe miejsce ;)
Bo jest problem i tak samo był przy J. M nie zgadzał się na moje typy, sam swoich nawet nie miał i ostatecznie Jot nosi imiona po dziadkach. Pierwsze dla uczczenia pamięci taty M a drugie po moim tacie.
Teraz mamy powtórkę z rozrywki, ja mam kilka imion, które mniej lub bardziej mi się podobają ale M się na nie kategorycznie nie zgadza a swoich typów nie przedstawia żadnych. Z listy moich typów wybraliśmy jedno imię i tylko na to jedno jedyne zgadzamy się obydwoje i w sumie już od dłuższego czasu nazywam tym imieniem synka w brzuchu. Tyle, że mam do tego imienia pewne zastrzeżenie (chodzi o datę imienin, żadna z możliwych mi nie pasuje) i kombinuję jeszcze nad jakimś innym a tu tak jak pisałam jest problem bo z M zgadzamy się tylko na to jedno już wybrane. No i klops.
Do tego drugiego imienia też cały czas nie mamy.
Odnośnie innych tematów to mebelki stoją już zmontowane w pokoju Jota i powoli ustawiam w nich dorobek mojego synka :) Trochę się zejdzie bo nie mogę za dużo robić ale myślę, że już jutro, może w środę wszystko stanie na swoim miejscu. O ile przy pięcioletnim dziecku jest to w ogóle możliwe żeby wszytsko miało swoje stałe miejsce ;)
piątek, 24 lipca 2009
Po wizycie.
Wczoraj zgodnie z planem byłam na kolejnej wizycie u gina.
Synek waży 1060 gr (28tc) a to nawet lepiej niż się spodziewałam :)
Szyjka też ok...
Kamień z serca.
Teraz tylko muszę jakoś wytrzymać 5 tygodni bez mojego gina, który na początku sierpnia zaczyna 3 tygodniowy urlop, aaaaaa !!! A ja wolę jak mam go "pod ręką".
W dodatku przez ten urlop mam zamieszane trochę ze zwolnieniem bo ze względu na urlop gin wystawił mi zwolnienie na maksymalną ilość dni ile mógł i tak się złożyło, że nie dość, że zwolnienie kończy mi się w sobotę to do tego i tak nie starcza mi do powrotu gina i będę musiała iść do tego cholernego enelmedu, do jakiegoś obcego lekarza i powiedzieć, że przyszłam tylko po zwolnienie. Szczerze mówiąc to trochę średnio to widzę :( bo do tej ginki, do której chodziłam jeszcze do czerwca już nie chcę wracać, a do kogoś zupełnie obcego iść i tak od drzwi walnąć, że ja tylko po zwolnienie ??? Nie wiem jak teraz z tego wybrnąć :( I choć mój gin powiedział, że jak nie załatwię sobie tego zwolnienia w enel to jak przyjdę na wizytę to coś pokombinujemy to ja i tak się już umartwiłam tym tematem totalnie :(
Bo ja po prostu taka już jestem, nie lubię otwartych tematów, niedomówień, niepewności i sytuacji typu: "jakoś to będzie". Nie !!! Ja lubię wiedzieć na czym stoję i mieć wszystko zapięte na ostatni guzik tak szybko jak to możliwe albo nawet szybciej. A tu kaszana, teraz przez miesiąc będę się stresować co z tym zwolnieniem będzie.
A gdyby nie ten urlop to miałabym zwolnienie od wizyty do wizyty u mojego gina i byłoby ok.
Gin będzie rozważał u mnie cesarkę.
A ja osobiście to sama już nie wiem, trauma po pierwszym bardzo ciężkim porodzie z komplikacjami, zakończonym zabiegowo pchają mnie ku cesarce. Z drugiej strony jak sobie pomyślę o tym, że mają mnie kroić a potem jeszcze na drugi dzień z tą raną każą wstawać i zajmować się dzieckiem, to jakoś kiepsko to widzę, nie wiem czy nie szybciej dałabym radę po zwykłym porodzie, nawet gdybym miała być nacięta.
Do tego te wszystkie teorie przeciw cesarkom, ja nawet tego nie czytam bo po co mi to, ale wiem, że nagonka przeciw cesarkom jest straszna i bez czytania wiem, że poród sn jest lepszy dla dziecka niż cesarka. No cóż, dobrze, że mam jeszcze czas i zamiast czytać te wszystkie mądre artykuły w necie po prostu zapytam jaką teorię na ten temat ma mój gin, czy ta cesrka to rzeczywiście takie samo zło ??
Synek waży 1060 gr (28tc) a to nawet lepiej niż się spodziewałam :)
Szyjka też ok...
Kamień z serca.
Teraz tylko muszę jakoś wytrzymać 5 tygodni bez mojego gina, który na początku sierpnia zaczyna 3 tygodniowy urlop, aaaaaa !!! A ja wolę jak mam go "pod ręką".
W dodatku przez ten urlop mam zamieszane trochę ze zwolnieniem bo ze względu na urlop gin wystawił mi zwolnienie na maksymalną ilość dni ile mógł i tak się złożyło, że nie dość, że zwolnienie kończy mi się w sobotę to do tego i tak nie starcza mi do powrotu gina i będę musiała iść do tego cholernego enelmedu, do jakiegoś obcego lekarza i powiedzieć, że przyszłam tylko po zwolnienie. Szczerze mówiąc to trochę średnio to widzę :( bo do tej ginki, do której chodziłam jeszcze do czerwca już nie chcę wracać, a do kogoś zupełnie obcego iść i tak od drzwi walnąć, że ja tylko po zwolnienie ??? Nie wiem jak teraz z tego wybrnąć :( I choć mój gin powiedział, że jak nie załatwię sobie tego zwolnienia w enel to jak przyjdę na wizytę to coś pokombinujemy to ja i tak się już umartwiłam tym tematem totalnie :(
Bo ja po prostu taka już jestem, nie lubię otwartych tematów, niedomówień, niepewności i sytuacji typu: "jakoś to będzie". Nie !!! Ja lubię wiedzieć na czym stoję i mieć wszystko zapięte na ostatni guzik tak szybko jak to możliwe albo nawet szybciej. A tu kaszana, teraz przez miesiąc będę się stresować co z tym zwolnieniem będzie.
A gdyby nie ten urlop to miałabym zwolnienie od wizyty do wizyty u mojego gina i byłoby ok.
Gin będzie rozważał u mnie cesarkę.
A ja osobiście to sama już nie wiem, trauma po pierwszym bardzo ciężkim porodzie z komplikacjami, zakończonym zabiegowo pchają mnie ku cesarce. Z drugiej strony jak sobie pomyślę o tym, że mają mnie kroić a potem jeszcze na drugi dzień z tą raną każą wstawać i zajmować się dzieckiem, to jakoś kiepsko to widzę, nie wiem czy nie szybciej dałabym radę po zwykłym porodzie, nawet gdybym miała być nacięta.
Do tego te wszystkie teorie przeciw cesarkom, ja nawet tego nie czytam bo po co mi to, ale wiem, że nagonka przeciw cesarkom jest straszna i bez czytania wiem, że poród sn jest lepszy dla dziecka niż cesarka. No cóż, dobrze, że mam jeszcze czas i zamiast czytać te wszystkie mądre artykuły w necie po prostu zapytam jaką teorię na ten temat ma mój gin, czy ta cesrka to rzeczywiście takie samo zło ??
poniedziałek, 20 lipca 2009
28 tc, 7 miesiąc, III trymestr !!!
Dziś zaczynam :)))
Jutro kolejna wizyta u pani psycholog, w czwartek u gina.
Moje dwie znajome lipcówki już urodziły, także teraz kolej na sierpniówki, czekam na porody aż 3 koleżanek :) A potem już tylko wrzesień i zaraz po nim czas na mnie :)
A dziś jestem sama w domu, Jot pojechał z M do pracy a ja zamierzam spędzić cały dzień z książkami (czytam jednocześnie aż 3) na leżaku w ogrodzie. Słoneczko świeci tylko ta temperatura jakby trochę za niska ale przynajmniej jest czym oddychać...
Jutro kolejna wizyta u pani psycholog, w czwartek u gina.
Moje dwie znajome lipcówki już urodziły, także teraz kolej na sierpniówki, czekam na porody aż 3 koleżanek :) A potem już tylko wrzesień i zaraz po nim czas na mnie :)
A dziś jestem sama w domu, Jot pojechał z M do pracy a ja zamierzam spędzić cały dzień z książkami (czytam jednocześnie aż 3) na leżaku w ogrodzie. Słoneczko świeci tylko ta temperatura jakby trochę za niska ale przynajmniej jest czym oddychać...
niedziela, 19 lipca 2009
Zakupowo
Za pieniądze, których nie mamy kupiliśmy dziś mebelki BRW do pokoju J :)
Strasznie się z nich cieszę bo napaliłam się na nie już bardzo dawno temu tyle, że przez to co się ze mną działo cały czas nie składało się żeby po nie jechać.
Przyjadą za 5 dni roboczych i moje dziecko w końcu będzie miało odnowiony pokoik no a do tego jego rzeczy znajdą w końcu swoje miejsce i przestaną walać się po podłodze.
Już nie mogę się doczekać :)
Wszystkie babeczki w ciąży kompletują wyprawki i meblują pokoiki dziecięce a my wzięliśmy się za pokój starszego dziecka. Ale prawda jest taka, że na pokój J to był już czas najwyższy a A i tak będzie na razie z nami w sypialni (tak jak kiedyś był J), więc dla niego potrzebujemy tego samego co kiedyś mieliśmy przy J a to wszystko akurat już mamy :)
Ale ponieważ przy BRW jest Świat Dziecka to zajrzeliśy i mogłam sobie pooglądać moje ukochane wózki, no i pojeździć w końcu MUTSY :) Mój własny stoi w naszej piwnicy już od maja ale jest zapakowany i w ogóle nie mogę się nim nacieszyć...
A tak ogólnie to bardzo miło było wyjść z domu gdzieś indziej niż tylko do lekarza czy na badania. Po półrocznym zamknięciu w domu takie wyjście nawet do sklepu jest dla mnie frajdą.
Strasznie się z nich cieszę bo napaliłam się na nie już bardzo dawno temu tyle, że przez to co się ze mną działo cały czas nie składało się żeby po nie jechać.
Przyjadą za 5 dni roboczych i moje dziecko w końcu będzie miało odnowiony pokoik no a do tego jego rzeczy znajdą w końcu swoje miejsce i przestaną walać się po podłodze.
Już nie mogę się doczekać :)
Wszystkie babeczki w ciąży kompletują wyprawki i meblują pokoiki dziecięce a my wzięliśmy się za pokój starszego dziecka. Ale prawda jest taka, że na pokój J to był już czas najwyższy a A i tak będzie na razie z nami w sypialni (tak jak kiedyś był J), więc dla niego potrzebujemy tego samego co kiedyś mieliśmy przy J a to wszystko akurat już mamy :)
Ale ponieważ przy BRW jest Świat Dziecka to zajrzeliśy i mogłam sobie pooglądać moje ukochane wózki, no i pojeździć w końcu MUTSY :) Mój własny stoi w naszej piwnicy już od maja ale jest zapakowany i w ogóle nie mogę się nim nacieszyć...
A tak ogólnie to bardzo miło było wyjść z domu gdzieś indziej niż tylko do lekarza czy na badania. Po półrocznym zamknięciu w domu takie wyjście nawet do sklepu jest dla mnie frajdą.
środa, 1 lipca 2009
Pierwszy lipcowy dzień
Zasnąć i obudzić się bez tego uczucia, bez tego lęku...
A lato w pełni, ja zwolenniczka upałów i wiecznego słońca, teraz błagam o chłód i deszcz.
Wczoraj na innym blogu wyczytałam takie zdanie: "upal mdli i zabija. deszczu przybywaj !"
I ja mam dokładnie takie odczucia, potrzebuję deszczu do życia, słońce mnie wykańcza, zaduch dosłownie poraża. Podczas gdy wszyscy cieszą się z w końcu przybyłego lata ja przechodzę męki. I prognozy nie są dla mnie przyjazne, lipiec ma być gorący z burzami a sierpień jeszcze cieplejszy i suchy :(
A lato w pełni, ja zwolenniczka upałów i wiecznego słońca, teraz błagam o chłód i deszcz.
Wczoraj na innym blogu wyczytałam takie zdanie: "upal mdli i zabija. deszczu przybywaj !"
I ja mam dokładnie takie odczucia, potrzebuję deszczu do życia, słońce mnie wykańcza, zaduch dosłownie poraża. Podczas gdy wszyscy cieszą się z w końcu przybyłego lata ja przechodzę męki. I prognozy nie są dla mnie przyjazne, lipiec ma być gorący z burzami a sierpień jeszcze cieplejszy i suchy :(
wtorek, 30 czerwca 2009
Szpitalna paranoja :/
...po kolei:
11.06 czwartek, świętowaliśmy urodziny J, wszystko było super, M tak jak zapowiedział sam zadbał o wszystko i ogarnął imprezę w ogrodzie na 15 osób. Ja sobie siedziałam i rozmawiałam z siostrą a J szczęśliwy bawił się prezentami.
13.06 - 14.06 weekend, przyjechała moja kochana L i nadrabiałyśmy zaległości z chyba ok 2 miesięcy. Przywiozła prezent dla J i prezenciki (zaległe urodzinowe) dla mnie, z czego jeden wydał mi się przeuroczy, skarbonka z napisem "becikowe".
Weekend niestety był krótki, L musiała jechać, mi było smutno, J (zakochany w L po uszy) płakał, no ale cóż, może w sierpniu pobędziemy razem trochę dłużej.
Potem w sumie nic się nie działo, nawet nie pamiętam za bardzo następnych dni.
Pamiętam za to środę, 17.06, o 23:15 obudził mnie niezbyt miły ból z prawej strony podbrzusza, na dole. Generalnie znam ten ból, bo już kilka razy coś takiego mi się zrobiło. Stanowczo odróżniam ten ból od wszelkich bóli związanych z ciąża. Tyle razy ile mi się nie przytrafił to zawsze wiedziałam, że to nie macica tylko prawdopodobnie jelita czy coś w tych okolicach. Wystarczyło wstać, rozchodzić, ból mijał. Tym razem jednak było inaczej. Żadne chodzenie nie pomogło, przekręcałam się tym bólem chyba z milion razy z jednego boku na drugi i nic, dalej bolało. Tak przemęczyłam się całą noc, śpiąc po godzince, lub dwóch i wybudzając się co jakiś czas.
18.06 czwartek niestety po obudzeniu okazało się, że ból nadal jest. W nocy zaliczyłam już wszystkie możliwe leki: nospę forte, scopolan, więc teraz pozostała mi tylko mięta. Wypiłam też siemię lniane żeby złagodzić pracę jeli - bo cały czas obstawiałam jelita. Niestety ból się nasilał, nie mogłam już się normalnie poruszać: siadanie i podniesienie prawej nogi byo bardzo bolesne a poza tym ból trwał już ponad 10 godzin, więc zadzwoniłam do mojego ginka i mówię co się dzieje, że chyba kolka jelitowa ale nie przechodzi po lekach itd. a ginek mi na to żebym jechała na IP.
No to pojechaliśmy, pierwszy strzał: oczywiście Karowa. Tam potwierdzili moje przypuszczenia częściowo: z ciążą ok, a bóle to prawdopodobnie kolka ale nie jelitowa tylko nerkowa i faktycznie ma prawo bardzo boleć.
I w tych bólach (naprawdę już ledwo dawałam radę nawet chodzić) ODESŁALI !! Bo to nie ich działka !! Miałam jechać do szpitala ogólnego z urologią i chirurgią. No to pojechaliśmy do Bielańskiego, tam znowu odsiedziałam swoje na IP ( i tu już nie było tak pieknie jak na Karowej gdzie była cisza i spokój i dwie pary w ciąży cicho siedzące tylko dziki tłum ludzi po przróżnych wypadkach, w różnym stanie i ja musiałam na to wszystko patrzeć), aż w końcu mnie przyjęli... po zaproszeniu na oddział wsadzili mnie od razu na kroplówkę z nospą (ulga w bólach po godzienie kroplówki) i zrobili badanie moczu. Okazało się, że to zakażenie dróg moczowych. Po kroplówce miałam mieć jeszcze usg dróg moczowych i dostać antybiotyk ale na koniec pobytu w szpitalu usłyszałam, że jednak usg nie zrobią bo nie ma po co (!!!) a antybiotyku nie dostanę bo oni nie są ginekologami i mam zgłosić się doswojego gina. Całe szczęście, że akurat na drugi dzień miałam wizytę, jakbym nie miała to nawet nie wiem kiedy wbiłabym się w jakiś termin i chodziłabym tak z tym zakażeniem i bólem, który był dla mnie gorzej niż koszmarny. Mój ginek na urlopie a u ginki w enel jakbym tej zaklepanej wizyty nie miała to by mnie nie wcisnęła na dodatkową. Także na koniec Bielański się też nie popisał, tak samo zresztą jak i Karowa, gdzie też przecież mogli mi dać kroplówkę i zbadać mocz i wyszłoby na to samo a nie odsyłać w bólach do innego szpitala.
No ale te wszystkie myśli naszły mnie dopiero później, wtedy po tej kroplówce i cąłym tym sajgonie byłam już tam umęczona i skołowana, że w sumie mało kojarzyłam i cieszyłam się, że jadę do domu a bólu póki co nie czuję. Była godzina 20:00 - 21:00.
19-06 piątek, o 8 rano miałam wizytę u ginki w enel, wstałam odpowiednio wcześniej i już po wstaniu niestety poczułam, że ból wraca. Ale ponieważ miałam za chwilkę wizytę to byłam w miarę spokojna. Ginka z enel była zła, że mi tego antybiotyku nie przepisali dzień wcześniej, skomentowała to, że to 24 godziny leczenia w plecy i miała rację. Tak samo skrytykowała też to, że nie zrobili mi tego usg dróg moczowych bo trzeba je zrobić i zamiast mieć już to zrobione wczoraj to teraz będę znowu musiała gdzieś jeździć i robić to usg. Do tego złapać termin na usg w enel tak po prostu na już to nie jest takie proste. Tyle, że ja przezornie dzień wcześniej jak nie zrobili mi tego usg w szpitalu to zaklepałam sobie termin w enel akurat na piątek. No i ok, tyle, że nadal jest to dla mnie kolejne wożenie się po wawie zamiast leżenia w domu.
11.06 czwartek, świętowaliśmy urodziny J, wszystko było super, M tak jak zapowiedział sam zadbał o wszystko i ogarnął imprezę w ogrodzie na 15 osób. Ja sobie siedziałam i rozmawiałam z siostrą a J szczęśliwy bawił się prezentami.
13.06 - 14.06 weekend, przyjechała moja kochana L i nadrabiałyśmy zaległości z chyba ok 2 miesięcy. Przywiozła prezent dla J i prezenciki (zaległe urodzinowe) dla mnie, z czego jeden wydał mi się przeuroczy, skarbonka z napisem "becikowe".
Weekend niestety był krótki, L musiała jechać, mi było smutno, J (zakochany w L po uszy) płakał, no ale cóż, może w sierpniu pobędziemy razem trochę dłużej.
Potem w sumie nic się nie działo, nawet nie pamiętam za bardzo następnych dni.
Pamiętam za to środę, 17.06, o 23:15 obudził mnie niezbyt miły ból z prawej strony podbrzusza, na dole. Generalnie znam ten ból, bo już kilka razy coś takiego mi się zrobiło. Stanowczo odróżniam ten ból od wszelkich bóli związanych z ciąża. Tyle razy ile mi się nie przytrafił to zawsze wiedziałam, że to nie macica tylko prawdopodobnie jelita czy coś w tych okolicach. Wystarczyło wstać, rozchodzić, ból mijał. Tym razem jednak było inaczej. Żadne chodzenie nie pomogło, przekręcałam się tym bólem chyba z milion razy z jednego boku na drugi i nic, dalej bolało. Tak przemęczyłam się całą noc, śpiąc po godzince, lub dwóch i wybudzając się co jakiś czas.
18.06 czwartek niestety po obudzeniu okazało się, że ból nadal jest. W nocy zaliczyłam już wszystkie możliwe leki: nospę forte, scopolan, więc teraz pozostała mi tylko mięta. Wypiłam też siemię lniane żeby złagodzić pracę jeli - bo cały czas obstawiałam jelita. Niestety ból się nasilał, nie mogłam już się normalnie poruszać: siadanie i podniesienie prawej nogi byo bardzo bolesne a poza tym ból trwał już ponad 10 godzin, więc zadzwoniłam do mojego ginka i mówię co się dzieje, że chyba kolka jelitowa ale nie przechodzi po lekach itd. a ginek mi na to żebym jechała na IP.
No to pojechaliśmy, pierwszy strzał: oczywiście Karowa. Tam potwierdzili moje przypuszczenia częściowo: z ciążą ok, a bóle to prawdopodobnie kolka ale nie jelitowa tylko nerkowa i faktycznie ma prawo bardzo boleć.
I w tych bólach (naprawdę już ledwo dawałam radę nawet chodzić) ODESŁALI !! Bo to nie ich działka !! Miałam jechać do szpitala ogólnego z urologią i chirurgią. No to pojechaliśmy do Bielańskiego, tam znowu odsiedziałam swoje na IP ( i tu już nie było tak pieknie jak na Karowej gdzie była cisza i spokój i dwie pary w ciąży cicho siedzące tylko dziki tłum ludzi po przróżnych wypadkach, w różnym stanie i ja musiałam na to wszystko patrzeć), aż w końcu mnie przyjęli... po zaproszeniu na oddział wsadzili mnie od razu na kroplówkę z nospą (ulga w bólach po godzienie kroplówki) i zrobili badanie moczu. Okazało się, że to zakażenie dróg moczowych. Po kroplówce miałam mieć jeszcze usg dróg moczowych i dostać antybiotyk ale na koniec pobytu w szpitalu usłyszałam, że jednak usg nie zrobią bo nie ma po co (!!!) a antybiotyku nie dostanę bo oni nie są ginekologami i mam zgłosić się doswojego gina. Całe szczęście, że akurat na drugi dzień miałam wizytę, jakbym nie miała to nawet nie wiem kiedy wbiłabym się w jakiś termin i chodziłabym tak z tym zakażeniem i bólem, który był dla mnie gorzej niż koszmarny. Mój ginek na urlopie a u ginki w enel jakbym tej zaklepanej wizyty nie miała to by mnie nie wcisnęła na dodatkową. Także na koniec Bielański się też nie popisał, tak samo zresztą jak i Karowa, gdzie też przecież mogli mi dać kroplówkę i zbadać mocz i wyszłoby na to samo a nie odsyłać w bólach do innego szpitala.
No ale te wszystkie myśli naszły mnie dopiero później, wtedy po tej kroplówce i cąłym tym sajgonie byłam już tam umęczona i skołowana, że w sumie mało kojarzyłam i cieszyłam się, że jadę do domu a bólu póki co nie czuję. Była godzina 20:00 - 21:00.
19-06 piątek, o 8 rano miałam wizytę u ginki w enel, wstałam odpowiednio wcześniej i już po wstaniu niestety poczułam, że ból wraca. Ale ponieważ miałam za chwilkę wizytę to byłam w miarę spokojna. Ginka z enel była zła, że mi tego antybiotyku nie przepisali dzień wcześniej, skomentowała to, że to 24 godziny leczenia w plecy i miała rację. Tak samo skrytykowała też to, że nie zrobili mi tego usg dróg moczowych bo trzeba je zrobić i zamiast mieć już to zrobione wczoraj to teraz będę znowu musiała gdzieś jeździć i robić to usg. Do tego złapać termin na usg w enel tak po prostu na już to nie jest takie proste. Tyle, że ja przezornie dzień wcześniej jak nie zrobili mi tego usg w szpitalu to zaklepałam sobie termin w enel akurat na piątek. No i ok, tyle, że nadal jest to dla mnie kolejne wożenie się po wawie zamiast leżenia w domu.
czwartek, 11 czerwca 2009
Urodziny Jot :)
5 lat temu o tej porze byliśmy już w szpitalu, a o 22:30 przywitaliśmy na świecie naszego synka.
11.06 to jeden z najważniejszych dni w moim życiu, to pierwszy dzień życia mojego ukochanego dziecka .
... i dziś mija właśnie 5 lat ... a mój synek jest najwspanialszym dzieckiem na świecie !!!
11.06 to jeden z najważniejszych dni w moim życiu, to pierwszy dzień życia mojego ukochanego dziecka .
... i dziś mija właśnie 5 lat ... a mój synek jest najwspanialszym dzieckiem na świecie !!!
wtorek, 26 maja 2009
20 tc czyli na półmetku!
Skopiowane z mojego kalendarza/terminarza ciążowego:
"26 maja. To połowa ciąży!
Nie masz czasem wrażenia, że byłaś w niej od zawsze?
Być może czujesz się już znużona tym stanem."
Nie, nie i jeszcze raz nie !!!
Nie mam wrażenia, że byłam w niej od zawsze, mam wrażenie, że test robiłam ze dwa miesiące temu.
I nie czuję się znużona tym stanem! Znużona to ja jestem wiecznymi komplikacjami a nie byciem w ciąży. Z pierwszej ciąży pamiętam, że to był cudowny czas, pełnia szczęścia i tak samo miało/powinno być teraz.
I w końcu będzie, nie zamierzam kolejnych 20 tygodni spędzić na umartwianiu się.
"26 maja. To połowa ciąży!
Nie masz czasem wrażenia, że byłaś w niej od zawsze?
Być może czujesz się już znużona tym stanem."
Nie, nie i jeszcze raz nie !!!
Nie mam wrażenia, że byłam w niej od zawsze, mam wrażenie, że test robiłam ze dwa miesiące temu.
I nie czuję się znużona tym stanem! Znużona to ja jestem wiecznymi komplikacjami a nie byciem w ciąży. Z pierwszej ciąży pamiętam, że to był cudowny czas, pełnia szczęścia i tak samo miało/powinno być teraz.
I w końcu będzie, nie zamierzam kolejnych 20 tygodni spędzić na umartwianiu się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)