sobota, 25 maja 2013

Prawda i fałsz.

"Jeśli czegoś naprawdę gorąco pragniesz, to cały Wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu” Fałsz.

"Ostatecznie zdarzają się nie te katastrofy, których oczekujemy, lecz te, których wcale się nie spodziewamy." Prawda.

piątek, 12 kwietnia 2013

Kijowo

Sprzed chwili:
Tata: co tam masz synku?
Starszy: kij.
Tata: jaki kij?
Starszy: kijowy.

Pogadali ;)

Wiosna przyszła ale z deszczem, więc nadal kibluję w domu.
No może poza wyjazdem na wizytę lekarską i do ZUSu.
Cały tydzień Młodszy znowu przesiedział w domu z temperaturą, kaszlem, katarem i ze mną. Gdzieś w połowie tygodnia dołączył antybiotyk. Znowu.
Na koniec tygodnia z chorowaniem dołączył do nas Starszy i M, na razie bez antybiotyku.
Mnie boli gardło od dwóch dni, zaczęło mnie boleć dokładnie dzień po tym jak pozbyłam się kataru, który trwał tydzień a zaczął się po tym jak bolało mnie wcześniej gardło od świąt. 
Czyli w sumie chorowanie zaczęłam 2 tygodnie temu ja a reszta po kolei dołączyła do mnie.

Kijowo.

P.S. Czy dzieci przestają kiedyś w końcu chorować ?

13.04.2013 10:50, update.
Starszy obudził się spuchnięty na buzi i z wypiekami.
Termometr pokazał 39,5 stopnia.
Lekarz na 12:30 - udało się zapisać, to jakiś cud ;)
Młodszy lata po domu jak nakręcony.
Słońce za oknem.
Ja chcę na dwór !!!
Młodszy też.
Czy możemy wyjść skoro Młodszy jest na antybiotyku?

czwartek, 4 kwietnia 2013

Wake me up in July...

Moje życie utkwiło w miejscu, zatrzymało się gdzieś w grudniu a może styczniu, whatever ...
Rehabilitacja też utknęła (może kiedyś zbiorę się by opisać szczegółowo), JA utknęłam: dosłownie w życiu i symbolicznie w domu... zamknięta jak w więzieniu, chodzę od okna do okna, po jednej trasie, jak na spacerniaku. Za parę dni minie 5 miesięcy. Czy ktoś w ogóle to zauważył? Nie, każdego życie gna do przodu, nikt nie zarejestrował co dzieje się ze mną a nawet jeżeli to za chwilę i tak już nie pamięta bo ma przecież swoje życie... Inna sprawa, że ja i tak nie potrzebuję niczyjego współczucia, przecież ono i tak mnie nie uzdrowi.
Ja potrzebuję siły, wiary, nadziei (i wiosny), tylko tego bardzo mi brakuje... i jeszcze odpowiedzi na jedno pytanie: co i jak dalej?
Ale odpowiedzi nie ma a na około tylko biel.

W obecnym stanie rzeczy, jedna z moich tzw. "the best song ever", nabrała nowego znaczenia ... Gdyby tak móc zasnąć i obudzić się już latem, przespać ten zły obecnie czas ...

so, "...Wake me up in July
Lick the snow from my eyes..."
 
 

"...Through the blanket of clouds
It wasn't easy
To be sure that the sun will come back..."

środa, 27 marca 2013

Słodkie foto-CHWILE

Dziś będzie wpis o niczym bo od poprzedniego wpisu nic się nie zmieniło.
Rehabilitacja trwa, o jej postępach nie będę się teraz rozpisywać bo tematem są słodkie a nie przykre chwile.

W każdej cudem wygospodarowanej wolnej chwili, sięgam po aparat, muszę leczyć nie tylko kręgosłup ale i duszę ;)
Niestety potem nie mogę tak jak lubię posiedzieć nad zrobionymi zdjęciami. Ale dziś w końcu udało mi się dokończyć poniższy wpis, zajęło mi to łącznie parę dni...
Poniżej uwiecznione nasze słodkie chwile :)
Moje największe miłości, dzieciaki i fotografia, rączki, oczka, gesty, spojrzenia, zwyczajne życie, niby nic a ja to tak kocham...

"Katko z isiem" (ciastko z misiem) - jeden z ulubionych przysmaków Młodszego.

 "Cucelki" - również uwielbiane przez Młodszego.

A hitem ostatnich dni był budyń. Zaczęło się niewinnie, od gorącego kubka a skończyło na codziennym (powtarzam codziennym) gotowaniu budyniu w garnku, "bo taki z mleka, mamusiu, to jest lepszy", no baaa, pewnie, że lepszy tylko mniej wygodny w przygotowaniu, ale czego się nie zrobi ;)

P.S. Jak widać moim modelem może być nawet budyń albo miś bez głowy ;)
BUDYNIOŻERCY :)

poniedziałek, 18 marca 2013

Brakczas

Poranek.
Wstajemy.
Chłopaków ogarnia M, ja od czasu operacji wstaję na raty i w swoim tempie.
Starszy jedzie do szkoły z M.
Normalnie razem z nimi jedzie Młodszy tyle, że przedszkola.
Ale od 3 tygdoni nie jest normalnie bo Młodszy wiecznie albo zaglucony albo zakaszlony i siedzi ze mną w domu.
M wraca ze szkoły i wiezie mnie na rehabilitację.
Za chwilę wraca do domu.
Po ponad godzinie znów po mnie jedzie żeby mnie przywieźć.
Wszystko oczywiście w towarzystwie Młodszego.
Potem M jedzie do szkoły po Starszego, ja zostaję z Młodszym.
W tym czasie ogarniam dom i Młodszego, który ma "1000 pytań do..." i "1000 spraw do...", do mnie oczywiście.
Potem jest już ok 12:30 i M jedzie do pracy a ja zostaję sama z AngryBirdsami do ok 19:00.
I się zaczyna:
Mamo, to, mamo tamto, mamo chodź tu, chodź tam, zrób to, daj tamto i nie zapomnij o tym i o tamtym, a posłuchaj tego a popatrz na to, piciu, siusiu, umyć rączki, zrobić lekcje, a wytłumacz, a czemu?, a po co?, a kiedy?, a Krzyś to może do nas przyjść?, a do ZOO to kiedy pojedziemy?, a do parku?, a jutro jest sprawdzian, a dziś czytanka, a i jeszcze marzannę zrobić trzeba ...
W tym samym czasie jedno pranie woła z pralki żeby je wyjąć i rozwiesić, drugie z suszarki żeby je schować a trzecie z kosza żeby je wyprać, 15 brudnych kubków tańczy w zlewie z 30 łyżeczkami. Dwie paszcze Birdsów wołają jeść, oczywiście każda co innego. Potem w zlewie do tańca dołącza ileś tam talerzy i garów. A ja w tym wszystkim jak ten robocop (bo wciąż nie poruszam się normalnie i nie wykonuję zwykłych czynności naturalnie) patrzę tylko na zegarek kiedy i czy w ogóle uda mi się w końcu na chwilę położyć ale broń Boże nie dla odpoczynku tylko dla ćwiczeń, które muszę robić kilka razy dziennie. MUSZĘ i robię. W czasie tej całej bieganiny przychodzi taki moment, że w końcu rzucam wszystko, kładę się i ćwiczę, w tym czasie bez przerwy słyszę: mamo to, mamo tamto... po 30-40 minutach ćwiczeń jest już taka lista zadań dla mnie, że mam co robić przez następne 2 godziny. A przez te następne 2 godziny lista wcale nie maleje tylko wciąż się rozrasta. Gdy wykonam początkową część listy to akurat przychodzi czas na kolejną partię ćwiczeń. Gdy skończę ćwiczenia to wracam do listy zadań i tak w kółko, od rana do wieczora, dzień w dzień ten sam ciąg zdarzeń.

To tak w ramach wyjaśnienia i uświadomienia, jak wygląda moje życie na zwolnieniu.
Bo pewnie wiele osób myśli, że leżę sobie do góry brzuchem lub wypatruję wiosny przez okno...
Nie, nie leżę, nie za bardzo mam kiedy. Siedzieć też nie siedzę bo również nie mam kiedy a poza tym jeszcze mi nie wolno - siedzenie max do 30 minut, co zresztą byłoby mega luksusem gdyby udało mi się tyle czasu posiedzieć.
I stąd też moja mała obecność i u mnie i u Was. No bo kiedy, kiedy ja w tym wszystkim mam znaleźć czas na internet i blogowanie? Tego czasu po prostu nie ma i jeszcze przez jakiś czas nie będzie.
A bardzo mi go brakuje, szczególnie w kwestii mojej pasji i największej miłości czyli fotografii, bardzo bolą mnie moje zaniedbane fotoblogi i setki zalegających zdjęć, które chciałam pokazać a już nie pokażę bo i tak nie będzie na to czasu...

Tak bardzo marzy mi odzyskanie zdrowia i uzyskanie jakiejś harmonii w moim życiu, trochę stabilizacji, równego podziału czasu na wszystko, na bycie sobą i mamą, na obowiązki, dbanie o zdrowie i przyjemności.
Nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało, byłam pewna, że będąc na zwolnieniu ma się czas na wszystko, życie toczy się inaczej...
O naiwności moja...

Edit (22-03-2013)
na takie coś w necie trafiłam, nie mogłam nie zamieścić :)
Źródło jak na obrazku powyżej:  http://niefartfb.pl/

piątek, 15 marca 2013

Przegięcie

ZUS wzywa mnie znowu na kontrolę.
Przypominam, że od ostatniej upłynęły 3 tygodnie.
To jakieś chore.
Wiedziałam, że jestem pechowcem ale tym razem nawet mój własny pech mnie zaskoczył.

poniedziałek, 11 marca 2013

Zagubiony rozum

- Synu, gdzie masz rozum?
- Gdzieś mi się zagubił mamo.

Rozum Starszego jest oczywiście na miejscu a zaginął tylko breloczek za to mój rozum naprawdę się zagubił od nadmiaru informacji w dzienniczku Starszego:
Jutro o 9:40 wyjazd do teatru, wcześniej na 9:00 próba przestawienia, które ma być 21-go.
21-go przedstawienie na powitanie wiosny.
W piątek 15-go na 16:00 próba śpiewu (jakiego śpiewu???), potem zachęcają do udziału w nabożeństwie Drogi Krzyżowej.
W niedzielę 17-go msza i spotkanie komunijne, uprzejmie informują iż tego samego dnia można też odebrać stroje komunijne ale nie w kościele tylko u producenta i po wcześniejszym uzgodnieniu. Jeżeli się nie uzgodni to następny termin to 23.03 i już nie u producenta tylko w kościele. Opłata za strój jeszcze nie wiem jaka ale na pewno nas nie ominie.
Poza tym przypominajka o wpłacie składki komunijnej, jedyne 150zł (do dziś nie wiem na co), wpłacić należy u skarbnika klasowego do dnia 22.03 a po tym terminie już u siostry, do 27.03 ostatecznie. I jeszcze jedna przypominajka o funduszu klasowym 10zł/msc. I jeszcze jedna wpłata za wyjścia do teatru w maju, 25 zł, na jutro. A na jutrzejszy autokar do teatru 12 zł. A na sam teatr ile? A może już płaciliśmy... nie wiem.
A z przedszkola przyszła kartka, że wpisowe czas wpłacić :/
Dzizu, w sekretarkę to jeszcze mogę się pobawić i dopilnować tego całego zamieszania ale rolę bankiera to z chęcią bym komuś oddała.

niedziela, 10 marca 2013

Grey do mnie przyjechał ;)

Od soboty spędzamy ze sobą każdy wieczór i jeszcze wiele wieczorów przed nami ;)
Zdjęcie pochodzi ze strony:  http://merlin.pl/
P.S. Tak, dałam się ponieść ciekawości czym zachwyca się i o czym mówi pół świata realnego i tego internetowego. Poszłam za tłumem i kupiłam.
Tylko jak słowo daję nie kumam co treść tej książki ma wspólnego z sagą "Zmierzch" ? Jak dla mnie to prędzej już ma swoje powiązanie z "Portretem Doriana Graya" i nie chodzi mi tu tylko o podobieństwo nazwisk. Kto oglądał film (nota bene jeden z moich ulubionych) ten na pewno wie co mam na myśli :)

piątek, 1 marca 2013

Pufiki

Kolejny udany zakup w "Owadzie", naprawdę coraz bardziej lubię ten sklep :)

Ładne i praktyczne, także cieszą oko i zmysły matki pedantki bo ma w końcu gdzie upchnąć stosy ukochanych Młodszego zwierzątek, które nie mieściły się już nigdzie i były wszędzie :)
Wzorów jest jeszcze więcej, krówka i biedronka jeszcze mi się marzy ;)

A u nas szpital na peryferiach, Młodszy antybiotyk kończy, Starszy zaczyna + dodatkowo wszelkie możliwe atrakcje brzuszno - jelitowe.
Mięta idzie litrami.

Dwie miętusie na dwa bolące misiowe brzusie ;)

czwartek, 28 lutego 2013

Owocowo.

Uwielbiam owoce, w zasadzie wszystkie. Ale maliny szczególnie :) A w zimowe dni uwielbiam gorącą herbatę malinową. Wypróbowałam już chyba wszystkie jakie są na naszym rynku i nie wszystkie przypadły mi do gustu. Za to ta co ostatnio wpadła mi w ręce okazała się moim "number one" :)

To zakup dokonany w "Owadzie", o  którym pisałam tutaj.
A gdyby ktoś nie lubił malin to zapraszam na truskawki lub mango :)