niedziela, 12 października 2014

Moje nowe miejsce w sieci.

Założyłam nowe miejsce w sieci dla moich zdjęć, przez lata zmieniłam się ja i zmieniła się moja fotografia, od pewnego już czasu interesuje mnie coś więcej niż czyste dokumentowanie rzeczywistości, ja patrzę na świat przez swoje własne okulary i ten świat chcę Wam pokazać. Świat w mojej artystycznej wersji, świat obrazów mojej duszy.

Choć nowy blog jest jeszcze w fazie tworzenia od strony technicznej to już dziś chciałabym Was tam zaprosić:


:)

piątek, 10 października 2014

Na jakiś czas...

... muszę zamknąć bloga, wyjaśnienia po zamknięciu ;)
Jeżeli w tym czasie ktoś chciałby dalej czytać co tam u mnie to dajcie znać w komentarzu albo na maila: anjafoto@gazeta.pl


Inna sprawa, że nie za bardzo wiem jak na blogspocie dodaje się "czytelników", wiem gdzie można to zrobić ale nie wiem jak, jak ktoś wie to proszę o podpowiedź :)

poniedziałek, 6 października 2014

5

I wszystko chyba jasne ;)
Dziś o 10:15 mój Młodszy Skarb skończył 5 lat :)

5 lat temu była piękna złota jesień, tak jak teraz, tylko poranek był mroźny gdy jechaliśmy do szpitala na planowane cc... pamiętam mieszankę wybuchową emocji, strachu i szczęścia... złote promienie słońca, brąz liści i zimną zieleń ścian na sali operacyjnej, wszystko takie pomieszane... niecierpliwość i niedowierzanie, że tak po prostu za kilkanaście minut ma przyjść na świat mój drugi syn...
a potem jego policzek przytknięty do mojego...
i ten najcudowniejszy moment gdy zacisnął swoją maleńką piąsteczkę na moim nosie ;)

piątek, 26 września 2014

Co z tym życiem ?

Niedawno minęło 1,5 roku od mojej operacji.
Średni był ten rok "po",  widziałam, że mój powrót do zdrowia idzie dość opornie i nie tak jak się tego spodziewałam ja i moi bliscy. Najpierw z każdym miesiącem a potem już z każdym tygodniem coraz mocniej czułam, że nie zaliczam się do szczęśliwców, którzy dwa miesiące po takiej operacji wracają do pełni zdrowia i normalnego życia. Przyszła frustracja, zmęczenie, zniechęcenie a nawet rezygnacja bo rehabilitacja jedna za drugą: państwowe, prywatne z grube pieniądze, ćwiczenia w domu, oszczędny tryb życia, wszystko to było na nic, ciągle żyłam ograniczona bóle, który zawsze gdzieś tam przy mnie był i uniemożliwiał normalne życie. Po tych wszystkich miesiącach zmartwień, w grudniu 2013 otrzymałam prezent do ZUSU w postaci uzdrowienia, wielka szkoda, że zdrowie otrzymałam tylko na papierze a nie w rzeczywistości. Decyzją jednej osoby, z dnia na dzień, tuż przed świętami i w moim stanie zdrowia zostałam pozbawiona środków do życia, uznana za zdrową i gotową do pracy. Tyle w międzyczasie nasłuchałam się i naczytałam o uzdrowionych przez ZUS ale jakoś tak nie pomyślałam, że i mnie to może spotkać. A jednak.
Mogłam z nimi walczyć.
Nie starczyło mi sił. (Błąd, błąd i jeszcze raz błąd, z nimi trzeba walczyć)
Po wielu godzinach trudnych rozmów, zadecydowaliśmy wspólnie z moją rodziną, że spróbuję wrócić do pracy i zobaczymy co będzie. Zagryzłam zęby i zaczęłam szukać, wtedy to przyszedł nowy rok i położyła mnie ospa, którą przeszłam w możliwie najcięższy sposób a po jej przejściu dopadły mnie powikłania poospowe w postaci reaktywnego zapalenia stawów oraz rwy kulszowej akurat w rocznicę operacji, koszmar. Do dziś nie mogę uwierzyć, że to mi się w ogóle przytrafiło tym bardziej, że po tych przejściach moja sytuacja z kręgosłupem już nie wróciła do stanu sprzed ospy, było gorzej.
Mimo wszystko szukałam pracy, najpierw tylko w swojej okolicy bo przecież w moim stanie nie dam rady dojeżdżać a prawa jazdy nie mam. Potem w trochę dalszej okolicy a potem niestety musiałam już szukać wszędzie. I wtedy pracę znalazłam praktycznie od razu, z pierwszego ogłoszenia, pewną i dobrze płatną niestety na drugim końcu Warszawy a nawet jeszcze dalej bo przecież mieszkam pod Warszawą. Była wielka radość i wieki strach jak dam radę...
Mój kręgosłup nie pozwalał mi ani na dłuższe siedzenie, ani stanie ani w ogóle na długie przebywanie na nogach bez odpoczynku, ból szedł w nogę i obejmował lędźwia. Co gorsze z początkiem kwietnia jeszcze bardziej dawał mi się we znaki a ja właśnie wtedy otrzymałam pracę. Dodatkowo okazało się, że muszę jechać podpisać umowę ponad 400km!!! I nie było wyjścia, musiałam pojechać. Ta podróż mnie dobiła, gdy wróciłam miałam przed sobą jeden dzień racy a potem już były Święta Wielkanocne i zarazem mój ostatni wpis na blogu bo to co zaczęło się potem i trwa do dziś jest jakimś kolejnym koszmarem, w którym jestem...
Święta Wielkanocne i kolejny tydzień spędziłam na prochach przeciwzapalnych, w ogóle nie powinnam wtedy podejmować żadnej pracy tylko leżeć i odpoczywać ale co miałam zrobić jak ledwo co podpisałam umowę o pracę a gdy ją podpisywałam nie wiedziałam, że aż tak się pogorszy? Na prochach byłam do maja i wtedy to jakimś cudem objawy trochę ustąpiły, znów bolało tak jak wcześniej, tak, że gdy mocno zacisnęłam zęby to dałam radę wstać o 5:30, dojechać do pracy 1,5h na 8:00 a potem wytrwać w biurze 8 godzin. Tyle, że potem już ledwo dawałam radę dojechać z powrotem do domu 1,5h a po drodze odebrać jeszcze Młodszego z przedszkola. Wchodziłam do domu dobrze po 18:00 w stanie skrajnego bólu, kładłam się na dywan, Młodszym zajmował się Starszy pytając się mnie: "Mamusiu, bardzo boli?" Bardzo synku... M. wracał ok 19:00 - 19:30, niedługo potem podnosiłam się z dywanu i kładłam się spać.
Tak minęły 4 miesiące, stąd duża przerwa w blogowaniu tutaj jak i na bloxie gdzie też brakło mi czasu a głównie sił na wystawnie zdjęć.
W lipcu przyszedł kolejny kryzys i tym razem był jeszcze gorszy niż ten kwietniowy. Nie mogłam iść na zwolnienie choć powinnam, wzięłam pracę do domu i zaczęłam kolejną rundę po lekarzach, dostałam skierowanie do szpitala, z którego wróciłam 15 września i właśnie kończę zwolnienie, które otrzymałam po pobycie w szpitalu. W szpitalu zrobili mi nowy rezonans na ponoć super sprzęcie i różnego rodzaju RTG. Opisu RTG nie mam ale wyniki MRI już mówią wiele, wypukliny, przepukliny, uciski takie, śmakie i owakie, na korzenie, worek oponowy itd., wszystko typowe dla dyskopatii, jest w czym wybierać jeśli chodzi o ból + oprócz tego co wiedziałam jest nowa wypuklina poziom wyżej niż operowane miejsce.
Nie zakwalifikowali mnie do operacji, powiedzieli, że, pewnie kiedyś ale teraz jeszcze nie, na ten moment jest większe prawdopodobieństwo pogorszenia niż poprawy. Cudnie nieprawdaż ? Przecież to fajnie, że się nie kwalifikuję do operacji szkoda tylko, że jedyne zalecenia jakie są dla mnie to noszenie pasa lędźwiowego i odpowiednia rehabilitacja czyli w moim przypadku żadne gimnastyki tylko ćwiczenia izometryczne. No i wszystko pięknie tylko ja już to robię od dawna a nie dość, że nie ma poprawy to jeszcze nastąpiło pogorszenie bo teraz moje możliwości kończą się na pobycie do 30-40 na nogach i to wszystko. A ból czuję od rana od razu jak wstanę, obejmuje mi nogę i lędźwia, nasila się z każdą kolejną godziną dnia albo gdy przejdę jakiś kawałek na nogach sama, np. po dziecko do przedszkola 800 metrów od autobusu i drugie tyle z powrotem.

Wyobrażacie sobie takie życie? Zakupy choćby z jedną siatką - niemożliwe, stanie w kolejce - niemożliwe, wyjście z dzieckiem na dłuższy spacer, wycieczki czy inne atrakcje - nierealne, stanie w metrze czy autobusie choćby jedną, dwie stacje - nie ma opcji, po jednej stacji słaniam się z bólu a nikt mi miejsca nie ustąpi bo przecież paniusia w rurkach, balerinkach i z modną torebką nie wygląda na schorowaną, to nic, że na twarzy mam wypisany ból. Załatwienie czegokolwiek po pracy, na mieście też graniczy z cudem, chyba, że może ktoś mnie zawieźć lub przywieźć. Doszło do tego, że nie jestem w stanie sama odebrać Młodszego z przedszkola bo po całym dniu na nogach nie daje rady już po niego dojść, na razie mam w tym temacie pomoc a co będzie po razie tego jeszcze nie wiem ...
Ot, życie z dyskopatią, MOJE życie.

dyskopatia, mri, rezonans, przepuklina kręgosłupa, przepuklina l5s1

I coraz mniej mam siły na opowiadanie o tym, szczególnie osobom, które dzwonią do mnie raz na pół roku i zdziwione pytają: "a to Ty nadal masz problemy z kręgosłupem?" Tak nadal, bo dyskopatia to nie jest choroba, którą leczy operacja usunięcia dysku jak i sama operacja nie jest w ogóle operacją, która leczy tylko operacją usuwającą pewien skutek choroby. A przejście tej operacji nie gwarantuje dalszego super zdrowia i życia bez bólu. Tak samo jak sama choroba to proces długi i złożony i też nie mija jak ręką odjął w tydzień czy dwa, to choroba, którą się ma już na całe życie i jedyne co można zrobić to sprawić by postępowała wolniej. Co mi jak na razie niezbyt się udaje. Bilans 4 miesięcy pracy: nowa wypuklina.
Co powinnam zrobić? Rozwiązanie samo się nasuwa ale przecież z czegoś trzeba żyć, utrzymać dom i dzieci...
A fotografia? O to też znajomi pytają, co z Twoją fotografią?, co z Twoimi planami? Moje plany legły w gruzach wraz z chorobą, to dla mnie również ciężki temat bo wciąż nie mogę pogodzić się z tym, że moje największa pasja miałaby się stać niespełnionym marzeniem... ale w tym temacie nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa...
Zresztą w żadnym temacie jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa, na razie chyba już ostatnią resztką sił ale nadal szukam rozwiązania dla siebie, od każdej strony, zdrowotnej i zawodowej i duchowej...

Uffff, wreszcie wyrzuciłam to z siebie ...

środa, 24 września 2014

Rok z okularami


Parę dni temu minął rok jak Młodszy nosi okulary. Rok bardzo szybko przeleciał, syn bardzo szybko oswoił się ze swoimi okularami. Przy jego wadzie (+7,5 i +8) pani doktor powiedziała, że pokocha okulary i tak też się stało. Od samego początku nie było żadnego problemu z ich noszeniem, dzielnie też znosił noszenie klapki na jednym oku przez kilka godzin dziennie.
Dziś była wizyta kontrolna, słabsze oko nadal ucieka ale mniej niż kiedyś, w okularach oczywiście jest prawidłowo. Pani doktor powiedziała, że jest ok ... Okulary na razie zostają bez zmian, klapka na jedno oczko znowu ma wrócić, na godzinę dziennie w czasie gdy synek "pracuje" czyli rysuje, maluje czy robi jakieś inne prace. Za pół roku kolejna wizyta z wpuszczaniem jakichś kropli (nie atropiny). Przed szkołą może będzie zmiana okularów.


wtorek, 23 września 2014

Hello Autumn ...

Jesień

Tak przywitaliśmy jesień już w ten weekend z moim Młodszym synem :)

Starszy na razie przytłoczony 4 klasą. 4 tydzień nauki i już 2 sprawdziany i 2 kartkówki, w jednym tygodniu. 
P.S. Cymbałek nadal nie kupiłam :/

Edit, 23.09.2014 21:44
Nieświadomie w tym wpisie jak i w moim bloxowym powitaniu jesieni  pokazałam na zdjęciach to za co kocham jesień najbardziej, czyli za kasztany i czerwień dzikiego wina, a piszę o tym zainspirowana wpisem w Jagodowym Świecie :)
Przyłączcie się do zabawy i napiszcie albo pokażcie za co Wy kochacie jesień :)

JesieńJesień

sobota, 20 września 2014

sobota, 6 września 2014

Hello September !

Szkoła...
Starszy zaczął nowy etap w swoim życiu, 4 klasa.
Ta czwarta klasa co to ma być taka straszna, ma być tak ciężko - słyszałam przez ostatnie dwa lata od różnych osób.
Teraz przyszło nam się z tym zmierzyć.
Był też strach o panią, bo ta z klasy 1-3 była tą najlepszą z najlepszych, naprawdę lepiej nie mogliśmy trafić, dzieciaki też to wiedziały.
Teraz wszystko jest nowe, inne, niby jeszcze spokojnie bo to początek ale z drugiej strony czuję, że zaraz nabierze tempa.

Wydatki też zdecydowanie inne, komplet książek do klasy 4 - bagatela - 600 zł i to same książki... plecak, zeszyty, piórniki, przybory, buty na zmianę i inne wyposażenie - nawet nie podliczyłam. I gdy naiwnie myślałam, że mamy już wszystko co trzeba to z każdym kolejnym dniem szkoły dowiadywałam się, że jednak to jeszcze nie koniec zakupów. Bo ta pani to chce taki zeszyt a ta pani taki, poza tym co też mi przyszło do głowy nie kupić zeszytu w pięciolinię? (chyba zapomniałam) czy linijki 30 centymetrowej albo kleju "magicznego", no gdzie ja się uchowałam ;) A najbardziej lubię coroczny punkt o wyposażeniu dziecka w kredki takie śmakie i owakie a potem używanie w ciągu roku zaledwie jednych z nich czyli bambino albo tych, które dziecko ma akurat w standardowym wyposażeniu piórnika. Myślałam, że przy trochę starszych dzieciach odejdziemy już od pełnej listy kredek ale okazało się, że nie, różne mają być. Spoko, najwyżej Młodszy odziedziczy kolejną porcję kredek takich śmakich i owakich - on uwielbia rysować, zużyje wszelkie kredki jakie wpadną mu w ręce ;) 
Na wf dzieciaki mają mieć osobne buty i jest kolejny wymóg, mają być wiązane. Rozumiem, że chodzi o lepsze trzymanie stopy, nie wiem tylko czy rzeczywiście dzieciak zawiąże buty solidniej niż zapnie rzepy. Nie przewidziałam w i tak już mocno nadszarpniętym budżecie kupowania jeszcze jednej pary butów ale cóż kupić trzeba. No i cymbałek też nie przewidziałam a przecież dzieciak musi na czymś grać, tu nasza szkoła mnie zaskoczyła bo jest wybór można grać na cymbałkach lub na flecie, za flet lepsza ocena, phi...
A na koniec jeszcze pomarudzę, że waga codziennie zapakowanego plecaka stanowczo przekracza dopuszczalną i realną do dźwigania dla dziecka, szczególnie tak drobnego i szczupłego jak moje :/ Już w poprzednich latach plecaki nie były lekkie ale teraz doszło wiele więcej książek i zeszytów a książki są grubsze i sporo cięższe...

Ksiażki do 4 klasy szkoły podstawowej

Witaj szkoło...

niedziela, 31 sierpnia 2014

Sand in my shoes ...

Parę dni temu wróciliśmy z nad naszego morza. Wyjazd swojego rodzaju symboliczny, po latach wróciliśmy do naszego miejsca, tam gdzie kiedyś jeździliśmy gdy byliśmy jeszcze tylko we dwoje i tam gdzie potem jeździliśmy z naszym pierwszym synem. Dodatkowo w tym roku będąc tam obchodziliśmy 10-tą rocznicę ślubu. Dla moich dzieci wakacje nad morzem, dla mnie prawdziwa podróż sentymentalna. A sam pobyt nad morzem bardzo długo wyczekiwany, całe 8 lat i bardzo potrzebny dla nabrania sił do dalszej walki, która przede mną. Bo w marzeniach jechałam tam w pełni sił, zdrowa i z zamkniętym pewnym rozdziałem mojego życia. W rzeczywistości było inaczej. Mimo tego czerpałam ile się da z pobytu nad moim ukochanym morzem, chłonęłam każdy powiew wiatru nawet gdy był za zimny, łapałam każdy promień słońca i delektowałam się szumem fal. Tego mi było trzeba. Byłam szczęśliwa. A teraz po powrocie nadal chcę lata, i nie zgadzam się na jesień, jeszcze nie. To nic, że jutro wrzesień, wrzosy mogą poczekać. U mnie nadal w myślach szumią fale i piach mam w butach...

plaża, piach, nad morzem, beach, sea, sand

Tym, którzy tu jeszcze zaglądają jestem winna parę słów wyjaśnienia, zostawiłam to jednak na później, dziś wolałam napisać o tych miłych rzeczach ...

plaża, piach, anjafoto

P.S. Dziś jest Blog Day, z tej okazji na moim blogu fotograficznym poleciłam kilka blogów, które zdobyły moje serce, może i Wam przypadną do gustu :)

sobota, 19 kwietnia 2014

Z życzeniami

Dzisiejszy poranek.
Starszy: Zjadłbym jajko.
M: Ale jakie? Na twardo?
Starszy: Nie, ugotowane.


Na zdjęciu pisanka Młodszego.
Wesołych i rodzinnych Świąt dla Was :)

sobota, 5 kwietnia 2014

Uzbierało się.

Sporo czasu upłynęło od momentu gdy pisałam co u nas i wcale nie jest to spowodowane tym, że mało się dzieje tylko tym, że dzieje się dużo, aż za dużo i ciągle brakuje czasu by pisać. Tak naprawdę codziennie mogłabym dodawać notkę na temat spraw bieżących i codziennych wydarzeń ale do tego moja doba musiałaby wydłużyć się chociaż o kilka godzin. Był moment, że zapisywałam w kalendarzu krótkie hasła, szkice notek, które miałam "za chwilkę" zmienić w notki na blogu a potem zaczynał się kolejny dzień, tydzień, dochodziły kolejne sprawy, powstawały kolejne szkice notek w myślach i tak w kółko. W końcu, po wielu tygodniach zebrałam większość tych nagromadzonych myśli i zdarzeń i przelewam je dziś do notki :) uprzedzam iż nierealnym było skrócenie tego ;) 

poniedziałek, 10 marca 2014

3 tulipany w 3 odsłonach

Kocham tulipany.
Są takie skromne a całe piękno leży w ich prostocie.
Nie każdy to dostrzega i docenia, ja bardzo :)
Poza tym są bardzo fotogeniczne.
Stworzyłam różne wersje kolorystyczne moich tulipanów by potem mieć problem z wyborem tej najbliższej moim odczuciom. Ostatecznie do dziś nie wybrałam a każda wersja znalazła swoje miejsce:
Jedynka poszła na FB
Dwójka na BLOX
Trójka na FLOG

A Wam, która wersja najbardziej się podoba?

piątek, 7 marca 2014

Kocie sprawki

Swojego czasu Rysiek obrał sobie mnie na swoją panią i od tamtej pory nie opuszcza mnie nawet na krok. Nie pozwala mi czuć się samotną gdy ja i on jesteśmy w domu. Jest zawsze gdzieś w pobliżu, tuż za mną albo zaraz przede mną. I zawsze wie gdzie w danym momencie jest najlepsze miejsce do usadowienia się. Szczególnie gdy pancia właśnie przymierza się do zrobienia zdjęcia ;)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dzień Kota

Dziś Światowy Dzień Kota.
Mało kto wie.
Ja wiem.
Kota mam, więc dzisiejszy wpis należy do niego.
Parę dni temu nasz Rysiek przeszedł przymusową metamorfozę i z długowłosego norwega upodobnił się do łysego sfinksa :/ w nowym wydaniu nie prezentowałam go jeszcze tutaj więc dziś nadszedł na to czas.
To nasz Rysiek przed metamorfozą:

sobota, 15 lutego 2014

PasteLOVE

Jak napisałam na moim fotoblogu, Walentynki interesują mnie tylko pod względem artystycznym, jest to bardzo miły temat do robienia zdjęć,, więc nie omówiłam sobie :)
A wszystko w mojej ostatnio ulubionej tonacji, pastelowej...


czwartek, 13 lutego 2014

Warszawskie sny ...


Parę dni temu minęło 7 lat od naszej wyprowadzki na obrzeża miasta.
W jakiejś części zaaklimatyzowałam się tutaj ale moje serce zostało w Warszawie.
Jestem rozdarta między TAM a TU i tak naprawdę nie wiem gdzie chciałabym bym być.
Czasem TU a czasem TAM.
Te parę dni temu byłam TAM, zrobiłam to zdjęcie, w myślach do dziś mi gra...

środa, 12 lutego 2014

Kolorowe kredki.

Swojego czasu popularne było robienie obrazów z kredek świecowych, moja artystyczna dusza nie mogła oprzeć się temu pomysłowi więc, któregoś dnia zrobiliśmy własne dzieło, które do dziś wisi u nas w domu i prezentuje się tak :

Ale na początku były kredki...

wtorek, 11 lutego 2014

Szaro-buro-chorobowo.

Tak znowu chorujemy (Młodszy), tym razem angina ropna więc znowu też antybiotyk :/ 
Kolejna infekcja po ospie, niestety.
U mnie nic się nie zmieniło, leczenie rwy częściowo pomogło ale ból nadal jest, wystarczy, że trochę pochodzę. Szykuję się do kolejnego rezonansu, okropność.

Nasz Rysiek od rana siedzi w klinice dla zwierząt, ale o tym jutro.

Dziś Światowy Dzień Chorego. Nasz dzień.

A za oknem jest tak:
Ja lubię deszcz, lubię kropelki wiszące na gałązkach, czasem nawet lubię taką szarość ale dziś akurat przydałoby mi się trochę słońca...

poniedziałek, 10 lutego 2014

Pizza day :)

Wiecie, że wczoraj (09.02) był Międzynarodowy Dzień Pizzy? Ano był.
My dowiedzieliśmy się o tym z kalendarza ściennego i postanowiliśmy ten dzień uczcić, pizzą oczywiście i oczywiście domowej roboty. Przygotowaniem zajął się M bo to on u nas gotuje, z pasją i ze smakiem, ja fotografuję jego dzieła a potem zjadam ;)
Tym razem na cieście grubym i niezwykle puszystym, jak jestem fanką ciasta cienkiego to tu muszę przyznać, czegoś tak pysznie puszystego jeszcze nie jadłam ;) Także przepis na mega puszyste ciasto uważam za sprawdzony i godny polecenia.

Część szpinakowa na specjalne, moje życzenie, pycha !!!

wtorek, 4 lutego 2014

Nowa miłość

Literki, literki, literki !
Od dawna miałam małego bzika na punkcie czcionek. Wyszukiwałam je, kolekcjonowałam i używałam ich do różnych opisów zdjęć czy banerów na moich blogach. Jednak to wciąż było mało. Wciąż do głowy przychodziły mi kolejne pomysły na moje zdjęcia ozdobione odpowiednio dobranymi sloganami i zapisanymi w pewien szczególny sposób. 
Parę dni temu gdy zaczęłam tworzyć nowy baner na mój funpage doznałam olśnienia: TYPOGRAFIA! 
Tak to jest coś dla mnie, moja nowa namiętność i miłość :) 
W ten sposób powstał mój pierwszy plakat typograficzny, którego użyłam jako część baneru na FB, można go już tam oglądać, poniżej zamieszczam w wersji klasycznej :)


niedziela, 2 lutego 2014

Goście

Odwiedził dziś nas pewien kot. Jak się okazało to nasz stary znajomy tylko dawno u nas nie był.
Bardzo głośno miauczał za oknem :( mogłam go tylko nakarmić, choć bardzo chciał do nas wejść.


środa, 29 stycznia 2014

Refresh

Odświeżyłam trochę mojego bloga, wizualnie :)
Chodzą mi jednak po głowie turkusy z małym dodatkiem czerwieni, więc obecny wygląd nie stanowi chyba jeszcze ostatecznej wersji.
Kobieta zmienną jest ;)

UPDATE, 31.01.14 godz. 15:30
To co teraz widać na moim blogu to już prawie ostateczna wersja mojego szablonu :)
W przypływie weny pokusiłam się też o zmianę wystroju Anja Fotografia
Jak podobają się Wam efekty mojej pracy?
Bo ja sama muszę przyznać, że coraz bardziej podoba mi się kombinowanie z szablonami.

wtorek, 28 stycznia 2014

Just LOVE it!

Dzwonisz do pewnej znanej kliniki, wybierasz kolejno numerki aby połączyło Cię z właściwym operatorem, czekasz ponad 3 minuty słuchając męczącej muzyki. Gdy wreszcie muzykę przerywa połączenie z operatorem jednocześnie słyszysz "pik" i połączenie zostaje przerwane. Dzwonisz drugi raz, znów to samo, wybierasz numerki, słuchasz muzyki, czekasz, znów ponad 3 minuty. W końcu operator się zgłasza i co słyszysz? Awaria systemu prosimy zadzwonić później.

środa, 22 stycznia 2014

Minął rok ...

Od kilku dni mam coś w rodzaju nawrotu rwy kulszowej, to nie jest dokładnie ten sam ból co przed operacją ale w tym samym miejscu a w zasadzie to tym razem obejmujący prawie całą nogę. Nie mogę na tej nodze ustać, muszę ją podkurczać, jak siedzę to idzie mi ból w udo, więc nie mogę też za bardzo siedzieć. Z chodzeniem jako tako ale też nie za długo.
Po operacji zeszła rwa kulszowa, to oczywiste, odciążają korzeń nerwowy to i rwa znika, ale kręgosłup jest już kręgosłupem naruszonym i jego regeneracja to jedna wielka niewiadoma. U mnie nigdy nie było takiego momentu żebym mogła powiedzieć, że funkcjonuję już normalnie, mój kręgosłup jakoś nie chciał się zregenerować a do tego dochodziły tylko kolejne problemy zdrowotne.

Od mojej operacji wczoraj minął rok.
Chyba nie muszę pisać, że jestem przerażona...

P.S. Za to wynik markera CA 125 odebrałam dziś i jest w normie :) Tak czy inaczej z moją torbielą na jajniku coś będzie trzeba dalej postanowić... o torbieli tu jeszcze nie pisałam, zdiagnozowaną miałam w grudniu.

piątek, 17 stycznia 2014

Ospa i inne atrakcje.

W tym tygodniu Młodszy poszedł pierwszy raz do przedszkola po ospie. Za zdrowego został uznany zaraz po Nowym Roku ale pani doktor poradziła aby przetrzymać go tydzień w domu ze względu na osłabienie odporności po przebyciu dwóch chorób zakaźnych jednocześnie. Łudziłam się, że ten dodatkowy tydzień w domu rzeczywiście coś przyniesie... przyniósł tylko to, że ja mój najgorszy moment choroby przeszłam w towarzystwie dziecka, które chodziło po ścianach z nudów (w końcu siedziało w domu już 3 tydzień.) i roznosiło cały dom w czasie gdy matka zdychała na sofie a tata starał się ogarnąć dwoje dzieciaków, dom i zdychającą żonę.

Młodszy poszedł do przedszkola w ten poniedziałek i wczoraj wrócił już z nowym wirusem, zaczął od wymiotów, które przeciągnęły się na noc a potem doszedł katar i mały stan podgorączkowy. Od dziś znowu siedzi ze mną w domu.

Ja natomiast oczywiście najgorszy moment mam już za sobą, to były pierwsze 4 dni od wysypu 7-go stycznia. Bolało mnie wtedy dosłownie wszystko, cała skóra, po kolei różne stawy, kręgosłup, każdy mięsień a najbardziej głowa przez 24h na dobę. Odezwało się też gardło, bąble miałam za obydwoma migdałami i ból przypominał ból jak przy anginie, ucieszyłam się, że skoro tam wysypało to już więcej nie wysypie. Niestety bąble bardzo szybko pojawiły się prawie w całej buzi, na policzkach od środka, wysoko na podniebieniu, pod językiem, na języku a nawet kilka na dziąsłach! Miałam obolałą całą gębę. W następnej kolejności doszły powiększone węzły chłonne i ból uszu. Do tego wszystkiego oczywiście mega osłabienie.
Po czwartej dobie różne dolegliwości zaczęły częściowo ustępować i poczułam ulgę. Gdy minął tydzień odważnie pomyślałam nawet, że chyba mam to już za sobą. Skończyłam brać Heviran. I dwa dni później jak bumerang wrócił ból głowy i ból mięśni. Męczę się z tym do dziś. Ale tak naprawdę to dopiero drugi tydzień ospy, starszym ponoć wyjście z tego zajmuje nawet kilka tygodni...

W poniedziałek miną mi 4 tygodnie jak ostatni raz byłam na dworze*, to było 23-go grudnia. Od tamtej pory siedziałam najpierw 2 tygodnie z chorującym Młodszym a potem rozchorowałam się ja i tak minęły kolejne dwa tygodnie. Nie ukrywam, że mój własny dom zaczyna mnie przytłaczać a zamknięcie w nim z ciągłymi chorobami jest dość mocno frustrujące.

Jutro planowałam w końcu spacer z Młodszym ale coś czuję, że w obecnej sytuacji nigdzie nie pójdziemy.

*pomijając wypad do lekarza w sprawie mojej ospy i 10 minutowego wyjścia przed dom dwa dni temu, kiedy to powstały te zdjęcia. Jakże mogłabym odpuścić sfotografowanie tak pięknego śniegu ;)

wtorek, 7 stycznia 2014

Książkowo i jak z zegarkiem w ręku ...

... równiutko w 14-tym dniu od wyklucia się ospy u Młodszego ospa wykluła się u mnie, dzisiaj.
Właśnie dowiaduję się co to znaczy, że starsi przechodzą takie choroby ciężej.
Naiwna byłam myśląc, że mnie to jednak ominie.
Mam 1001 pęcherzyków (krost i kropek) prawie wszędzie, obręcz zaciśniętą na głowie a mięśnie i stawy chyba chcą się rozerwać na strzępy tak mnie rwą, mam obolały każdy centymetr ciała, na zewnątrz i wewnątrz.